Artyści okradzeni i nowi właściciele starych piosenek.
Umowy zawierane (przed zmianą ustroju w 1989 r.) przez wytwórnię fonograficzną Tonpress, czy Polskie Nagrania, były z ducha bandyckie, jak i zresztą ów totalitarny ustrój – albo artysta podpisze umowę zawierającą akapit mówiący o pozbawieniu go praw do swoich dzieł na zawsze, albo żadnych nagrań nie będzie. O negocjacjach naturalnie nie było mowy. Stojąc przed taką alternatywą artysta podpisywał bez szemrania podsuniętą mu umowę, otrzymywał za nagrania jednorazowe wynagrodzenie - kwotę w wysokości ówczesnej średniej pensji, i żegnał się z przysługującymi mu prawami do swobodnego dysponowania swoimi dziełami; naturalnie i o tantiemach ze sprzedaży „swoich” płyt mógł również zapomnieć, nawet jeśli okazywało się później, iż któraś z nich stawała się Złotą Płytą, tj. sprzedała się w wysokości ponad stu tysięcy egzemplarzy.
Po zmianie ustroju „ktoś” sprytnie uwłaszczył się na prawach artystów/wykonawców i czerpie z tego korzyści, nie płacąc artystom należnych im tantiem. Indagowany w tych kwestiach, nie uważa, aby robił coś zdrożnego, i twierdzi, iż w majestacie prawa (sic!) przejął katalogi nagrań od Tonpressu czy Polskich Nagrań wraz z umowami zawartymi przez owe firmy z artystami. A z tych dawnych umów wynika, że artystom dziś również nic się nie należy… Tak więc nieprzerwanie ukazują się płyty/wznowienia artystów z tamtych lat (np. Czerwonych Gitar, Czesława Niemena, Piotra Szczepanika, Marka Grechuty, Lady Pank, Krzysztofa Krawczyka, Ireny Santor, Seweryna Krajewskiego, Lecha Janerki, pianisty jazzowego Adama Makowicza, Zbigniewa Wodeckiego, Kayah, Maanamu i Perfectu itd. itd.); płyty sprzedają się, dzisiejszy ich wydawca zarabia na tym, natomiast artyści i wykonawcy, którzy je niegdyś nagrali, nie otrzymują żadnego wynagrodzenia z tego tytułu. Jak wyglądała komunistyczna „sprawiedliwość” i jej „prawa”, dobrze wiemy, ale z jakiego powodu ma ona obowiązywać nadal? Bo komuś jest to na rękę? Bo dzięki temu ktoś może zarabiać, i to znacznie więcej, skoro artysta ma pozostawać nadal bez żadnej gratyfikacji finansowej z tytułu praw autorskich i wykonawczych?
Pytania podstawowe: Dlaczego prawa autorskie nie wróciły do swoich właścicieli, jak być powinno; dlaczego i na jakiej podstawie przejął je ktoś inny? Kto o to „prawnie” zadbał? Kto popiera ów stan rzeczy? Istnieje więc niewątpliwie pilna potrzeba przyjrzenia się, kto i jak uwłaszczył się aktualnie na prawach artystów, jak również za czyją zgodą i pod czyją ochroną. Nie wszystko bowiem można zwalać na biurokratyczny bałagan. Ale to dopiero wstęp do załatwienia tej sprawy, która od lat bulwersuje artystyczne środowisko (czujące się kolejny raz okradzionym). Artyści, na których komunistyczne państwo wymusiło rezygnację z przynależnych im i przysługujących praw, nadal – mimo zmiany ustroju – nie mogą ich wyegzekwować, podobnie jak przysługujących im należności z tytułu wznawiania ich nagrań przez funkcjonujące dziś wytwórnie fonograficzne. Istotne pytania: Dlaczego artysta zmuszony jest procesować się o to, co mu się w całym cywilizowanym świecie należy? Dlaczego sądy wydają w tych samych lub podobnych sprawach odmienne, często diametralnie różne wyroki? Dlaczego – przykładowo – „Alibabki” w tej samej sprawie wygrywają z Polskimi Nagraniami, zaś Ewa Demarczyk przegrywa? Dlaczego dzisiejsze sądownictwo sankcjonuje dawne komunistyczne prawo? Czy władze państwowe nadal będą złodziejskiemu prawu PRL zapewniać „wieczność” i nadal milcząco sankcjonować jego istnienie i skutki zeń wynikające? Czy uda się artystom przerwać wreszcie ową zadziwiającą zmowę milczenia w tej sprawie? Czy nie pora najwyższa, aby tą sprawą zajęło się Ministerstwo Kultury wraz z Ministerstwem Sprawiedliwości? Wreszcie! Skoro prawo PRL nadal obowiązuje, to niewątpliwie nic do tej pory w tej materii nie zrobiono, aby sprawiedliwości stało się zadość. Artyści nadal są ubezwłasnowolnieni! Po osiemnastu latach od zrzucenia komunistycznych kajdan nadal „obowiązuje” ich komunistyczne prawo! Czy nie czas najwyższy na jego odrzucenie i z ducha cywilizowaną wreszcie legislację w domenie praw autorskich i pokrewnych?
Czy nie czas na prawne uporządkowanie kwestii własności artystów, i to, by tak rzec, we własnym zakresie i własnymi siłami, zanim pakiet tych spraw trafi w końcu do Strassburga?
Litera prawa to jednak nie wszystko; szczególnie prawa komunistycznego. Znacznie ważniejsza jest etyka. Jak również zdrowy rozsądek wraz z elementarnym poczuciem sprawiedliwości. A przede wszystkim honor. Czy państwo, które, jak do tej pory, nie widzi potrzeby wzięcia odpowiedzialności za ten stan rzeczy, może uważać się za państwo prawa? A powinno – zamiast chować przez osiemnaście lat głowę w piasek – poczuwać się do odpowiedzialności i do wyrównania krzywd, bowiem ówczesne wytwórnie fonograficzne, a więc potentaci tacy jak Tonpress czy Polskie Nagrania, były instytucjami państwowymi i ówczesne państwo czerpało z wydań płytowych idących w setki tysięcy egzemplarzy wymierne korzyści; pieniądze ze sprzedaży czarnych krążków szły bowiem nie do prywatnej, jak dzisiaj, a do państwowej kieszeni. Także dzisiaj podatek dochodowy ze sprzedaży wznowionych bezumownie nagrań wpływa do Skarbu Państwa; zarabia ich wydawca, zarabia i państwo. Nie zarabia natomiast artysta. Dlaczego? Ma to być ponoć zgodne z prawem. Ale z jakim? Otóż z prawem komunistycznym (bo na nie przecież powołują się nie płacący tantiem artystom wydawcy, podobnie jak sądy przyznające im rację, gdy skarży ich artysta)! Jednym słowem, współczesne państwo powinno się wreszcie ocknąć i absolutnie zaprzestać sankcjonować ten stan rzeczy! A jeśli zaś chodzi o moralną, prawną i finansową odpowiedzialność państwa, to nie widać tu różnicy pomiędzy własnością artystów i wykonawców zawłaszczoną przez komunistyczne państwo, dziś przejętą przez nowe wytwórnie fonograficzne (może wreszcie ktoś kompetentny przyjrzy się owym przejęciom!), a mieniem pozostawionym przez przymusowych repatriantów z dawnych ziem polskich przejętych przez Sowietów. Jak wiemy, opornie wprawdzie z początku, ale jednak państwo zaczęło wypłacać właścicielom owego mienia odszkodowania. Casus artystów jest taki sam; ich prawa i własność uległy podobnemu (i ponownemu!) zawłaszczeniu i nadal znajdują się w obcych rękach. W przenośni i dosłownie, bowiem w krajowym przemyśle fonograficznym uczestniczy wydatnie kapitał obcy, niewątpliwie również czerpiący zyski.
Komunistyczne prawo w Unii Europejskiej? To skandal wynikający z zaszłości, czy pewna prawidłowość?
Eugeniusz Obarski
483
BLOG




Komentarze
Pokaż komentarze (8)