Krwią bojowników zapomnianego frontu, którzy nigdy nie zgodzili się uznać za polskie państwo aparatu zainstalowanego nad Wisłą przez sowieckiego okupanta i jego rodzimą agenturę – za co przyszło im zapłacić cenę najwyższą. Kiedy wspominamy tych, którzy wobec bolszewickiego najeźdźcy pozostali nieprzejednani usque ad finem, aż do złożenia z siebie całopalnej ofiary na ołtarzu Ojczyzny, nasuwa się myśl, że warto również pamiętać o fenomenie przeciwnym. „Nowej, radosnej rzeczywistości” – jak w tytule swego zaginionego utworu określił ją niezapomniany Józef Mackiewicz (1902-1985) – po 1945 r. nie budowała przecież garstka krajowych komunistów z PPR i przywiezionych z Moskwy działaczy Związku Patriotów Polskich jedynie własnymi, szczupłymi siłami. Do jej dzieła (czy raczej raboty) dała się zaprząc niejedna para rąk. Nie interesują nas tu rzesze zwykłych Polaków, gdyż im akurat po wyparciu z Kraju wojsk narodowosocjalistycznych Niemiec dało się z oczywistych przyczyn łatwo zamydlić oczy. Miejsce w pamięci należy się przede wszystkim tym, którzy przed wojną starali się służyć wielkości Polski, natomiast po jej zakończeniu postanowili przejść na drugą stronę barykady. O kolaboracji ludzi przedwojennej prawicy (antykomunistycznej i antyliberalnej) z systemem komunistycznym wspomina się względnie rzadko – a szkoda.
Hekatomba II wojny światowej na wielkich połaciach Europy ostatecznie zrównała z ziemią ład polityczny zakorzeniony w tradycji i duchowości Starego Lądu. Zwątpienie w bronione przez lata idee ogarniało nawet najtwardszych, gdy musieli na własne oczy oglądać fizyczną zagładę wszystkiego, o czym wiedzieli, iż jest prawdziwe, wzniosłe i piękne. Na wschodnioeuropejskim pogorzelisku wyciągnął swe cielsko zwycięski brunatny, a potem czerwony Moloch i mierzył resztę świata wyzywającym spojrzeniem. Ład został powalony przez żywioły niebytu, zaś niebyt triumfował przez kolejne lata, urągając wszystkim świętościom. Rozbitkom dawnego świata pozostawał wybór pomiędzy otchłanią samotności i zmęczenia a ideową apostazją. Któż dziś zrozumie, co działo się w ich duszach, gdy ogarnęła je owa „noc ciemna”? Grunt, że przypadki kapitulacji przed dotychczasowym wrogiem miały miejsce w łonie wszystkich nurtów przedwojennej prawicy.
Nową władzę po 1945 r. zdecydowali się wesprzeć niektórzy spośród popleczników obozu rządzącego Polską przed 1939 r. Należał do nich antropolog filozoficzny prof. Bogdan Suchodolski (1903-1992). Przed wojną popierał autorytarny i elitarny sposób władania państwem przez pretorianów Marszałka; przy tym pozostał otwarty na patriotyczne środowiska inne niż piłsudczykowskie i w redagowanym przez siebie piśmie „Wychowanie Narodowe” zamieszczał np. teksty czołowego publicysty RNR-Falangi Wojciecha Wasiutyńskiego (1910-1994). W okresie powojennym zaoferował swe pióro „grupie trzymającej władzę” przybyłej do Kraju pod osłoną sowieckich czołgów, dzięki czemu mógł bez większych zgrzytów kontynuować swe badania i karierę akademicką. Jako publicysta pozostawał usłużny wobec komunistycznej polityki do tego stopnia, iż Stefan Kisielewski (1911-1991) określał go mianem „starego wazeliniarza sanacji, a teraz komuny”. Jego karierę uwieńczyło powołanie w 1982 r. na stanowisko przewodniczącego Narodowej Rady Kultury utworzonej przez premiera PRL tow. Wojciecha Jaruzelskiego.
czytaj całość: tutaj
Adam Danek




Komentarze
Pokaż komentarze