Zastanawiające jest, że Jarosław Kaczyński nieźle sobie radzi we wszelkich przemówieniach (partyjne zjazdy, orędzia, demonstracje, wystąpienia sejmowe), a w wywiadach już dużo gorzej – z reguły coś niepotrzebnie chlapnie, a później pretorianie muszą cierpliwie tłumaczyć, co faktycznie prezes miał na myśli. I doszedłem do wniosku, że Kaczyński jest typowym mówcą balkonowym, człowiekiem, który potrafi porwać tłumy swą retoryką, tam, gdzie na dalszy plan schodzą fakty i realia, a liczą się emocje.
Termin „mówca balkonowy” urodził mi się, gdy przypomniałem sobie przeczytaną niegdyś książkę W. Łysiaka „Flet z mandragory” i zdanie, którym posłużył się zamierzający zdobyć władzę późniejszy dyktator: „dajcie mi kawałek balkonu, a zdobędziemy władzę”. Kiedyś rzeczywiście taki kawałek balkonu mógł wystarczać, nie było wścibskich pismaków, wszechobecnych mediów, internetu. Teraz jest trudniej, trzeba wykazać się niezłym refleksem, aby np. udzielając wywiadu, nie dać się podejść. No, chyba że kontroluje się media, wtedy balkon w zupełności wystarcza ...
Jarosław nie jest jedynym współczesnym „mówcą balkonowym”, podobne cechy posiada Fidel Castro, Hugo Chavez i kilku innych mniej znanych przywódców państw i polityków. Wszystkich ich cechuje umiejętność wielogodzinnego mówienia w zasadzie o niczym, za to posiadają niezwykły talent do podsycania emocji. Osobiście nie widzę wielkiej różnicy między powtarzaniem przez Fidela „socjalizm albo śmierć” a Kaczyńskiego „PiS albo upadek Polski”. Owi „rewolucjoniści” dziejową misję odnajdują w negacji aktualnego porządku konstytucyjnego, zdefiniowaniu faktycznego lub wymyślonego wroga, napiętnowaniu go i dowodzeniu, że tylko oni mogą przeciwstawić się złu. Wszelkimi możliwymi metodami dążą do władzy, często z pominięciem demokratycznych reguł.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)