Panorama
Kilkanaście dni przed rocznicą powstania Solidarności znów zobaczyłem we Wrocławiu Panoramę ze Lwowa. Oczywiście Racławicką. Stwierdzając dowodnie, że wielkim dziełem sztuki jest. Co prawda jakość malowidła pozostawia w pewnych fragmentach wiele do życzenia, a rzekoma iluzja to dla współczesnego człowieka już raczej tylko iluzja iluzji. Jednakowoż wielkim dziełem sztuki jest. Wprawia w podziw sprawnością malarskiego warsztatu, ogromem zamierzonego i ukończonego przedsięwzięcia, i wzrusza.
Nagrany wiele lat temu, piękny i ciepły komentarz, którego wysłuchują zwiedzający, jest ostrożny, niepochwalny, neutralny – powstał wszak w atmosferze czasu, w którym malarstwo Kossaka i Styki wielu wciąż jeszcze określało jako „kicz”, a patriotyczne tematy (znowu) miały pośród „prawdziwych artystów” przekleństwo obciachu. Za to solidarnościowa (jeszcze), „zbuntowana inaczej” publiczność nadal łaknęła patriotycznych wzruszeń. Ale nawet ci sami prawdziwi artyści byli przecież w Solidarności, tez częstokroć czuli do kiczu pociąg. Trzeba było wypośrodkować: czyli tak i tak.
Długopis Wałęsy
Zarazem przypomniałem sobie moje własne drobne zażenowanie, ukryte poza podnieceniem i radością, kiedy 30 sierpnia roku pamiętnego 1980 usłyszałem o podpisaniu porozumienia i zobaczyłem w prl-owskiej TV Wałęsę Podpisującego. Otóż żenowały mnie po trosze: różaniec na szyi Wodza oraz długopis z Pływającym Papieżem, którym podpisywał. Taka wielka chwila – i taki brak powagi, i taki kicz... Nie werbalizowałem (licealista po pierwszej klasie...) tego zażenowania, ono gdzieś z tyłu czaszki tkwiło. Ten wielki, kiczowaty długopis wypełniony płynem, w którym dryfowała w górę i w dół figurka papieża... tłukło się w tle: jakoś nie wypada, nie uchodzi.
Dopiero parę lat później – wiele lat później – zrozumiałem, że Pływający Papież i ten różaniec na szyi, to były po pierwsze: skuteczne przywalenie komuchowi z armaty masowego rażenia, a po wtóre: znak i proroctwo, zapowiedź komuchowej klęski, zapisane w Biblii. „Wysławiam Cię Ojcze, Panie nieba i ziemi, że Tajemnice Królestwa objawiłeś prostaczkom.”.Kiczowaty Papież, kiwający rączką Jagielskiemu z Wałęsowego długopisu i mówiący w domyśle: „a właśnie tak, towarzyszu, tak to to, tak, a waśnie tak”. Na którego to Pływającego Papieża obecność musiał się komuch zgodzić, a komuchowa telewizja wyemitować Go. Toż to po prostu niesamowity symbol upadku „policji, tajnych, widnych i dwupłciowych”. Ich wściekłość mogła wprawdzie uzewnętrznić się raz jeszcze w zabójstwie księdza Jerzego, stanie wojennym, łańcuchowaniu Bolka po 1990 roku i we wszystkich potwornych zbrodniach i akcjach, i w aferze Wielgusa, Czajkowskiego, Hejmo... w przejmowaniu majatku państwowego i uwłaszczeniu się w III RP. Ale pływający papież – tak czy siak – wygrał.
Panorama po raz wtóry
Wygrał więc kicz?
Stoję sobie przed Panorama Racławicką. Też traktowaną przez wielu jako kicz.
„Prawdziwi artyści” nadal uważają, co uważają, ale wystarczy spojrzeć na produkcje Styki i Kossaka, a potem na malowane współcześnie polskie portrety i powstające dziś pomniki, żeby zobaczyć, kto tu ma warsztat, a kto go nie ma. Kto teraz zdolny byłby do namalowania takiego płótna? Owszem, tak, są nawet ludzie, którzy podobny talent mają, i świetnie malują: konie, ludzi, pejzaże, tak. Ale jest ich mało na świecie, a u nas na lekarstwo – nikt zaś nie posiadł takiego doświadczenia, które pewnie pokierowałoby jego ręką po płótnie o rozmiarach 15 na 120 metrów. Nikt już nie podejmuje podobnych wyzwań. To się robi w komputerze.
A Pływający Papież? Więcej wart niż wszystkie współczesne artystyczne instalacje, niż Pisuar Duchamp’a, opierające na podobnych kiczowatych zestawieniach... ale nie niosące podobnych konsekwencji (no, może ten pisuar jeszcze...). Nie maja i nie moga miec takiej wagi figurki Matki Boskiej wkładane do płynów dziwnych i wystawiane na widok publiczny etc etc (taki happening uczyniony został nawet w Gdańsku, tak tak, i ochrzczony jako wilka sztuka, fuj, be) itp itd.
Nade wszystko zaś...
Lwowska Panorama, Długopis Wałęsy i Muzeum Powstania
...dopiero teraz, przy tej wizycie zrozumiałem, że Panorama Racławicka to fenomen, który wbrew pozorom jest nam, ludziom XXI wieku, bardzo bliski. Kiedy odsłonięto ją na Powszechnej Wystawie Krajowej w 1894 roku we Lwowie, była dla pokoleń żyjących wiek temu z okładem tym samym mniej więcej (bardzo mniej więcej, porównanie jest nader ogólne, ale mym zdaniem słuszne), czym stał się dla nas wpierw Długopis Wałesy, a potem, w latach ostatnich, Muzeum Powstania Warszawskiego. Jedno i drugie poruszyło nowe struny, udowodniło, że tradycyjny patriotyzm w naszej społeczności nie zagasł.
A zarówno przed Solidarnością, jak przed otwarciem Muzeum już się tak wydawało. Wszak pamiętamy, jak to jeden z Ważnych Weteranów, widząc zwiedzającą Muzeum, przejętą młodzież w dniach zaraz po otwarciu, odciągnął dyrektora na bok i prosił, żeby mu przysiąc, że to nie jest zorganizowana inscenizacja. Nagle zobaczył i uwierzył, że jednak istnieje patriotyzm, który deklaruje się jako autentyczny, spontaniczny, nie stromtadraciały, nie obciachowy, nie zaprzeszły. A pamiętamy, jak przed otwarciem tegoż Muzeum „GazWybor” o taki właśnie mniej charakter je pomawiała, przed nim ostrzegała. Dopiero medialny sukces odmienił opinie.
Bo w ogóle tak to jest...
...że patriotyzm, ale przecie i nihilizm, czyli każde społeczne uniesienie i zagięcie, nie rodzą się i nie rosną same z siebie, a na pewno nigdy w sposób masowy. Owszem, bywa, że tkwią w naszych duszach i umysłach, że prywatnie o nich myślimy, czasem mówimy. Ale nie ze wszystkim, co nam się śni, ruszamy na ulicę i nie za wszystkim, co nam się śni, zagłosujemy. Potrzeba impulsu, który pokaże, iż to coś jest możliwe, dobre, właściwe, a nadto – że jest wspólne wielu. Takim impulsem była polska sztuka i literatura wieku XIX, sztuka patriotyczna, no ale i niepatriotyczna, która towarzyszyła narodowemu – i nihilistycznemu wzrastaniu Polaków. Takim impulsem byli hipisi i ich legenda. Potem, w skali gigantycznej – papieska pielgrzymka do Polski w 1979 roku. Potem Długopis Wałęsy. Żadne z tych wydarzeń nie stworzyło czegoś zupełnie nowego, lecz pozwoliło otworzyć oczy i serca na to, co już w oczach i sercach było.
Żeby skończyć aktualnie...
...rzec przyjdzie, że podobnym momentem okazała się katastrofa 10 kwietnia. Aczkolwiek i ona nie objawiła przecie nowej twarzy całej naszej społeczności – raczej wyzwoliła twarz do tej pory w głównych mediach przeklętą, negowaną, źle obecną (i, co tu dużo gadać, tę, do której się przyznaję). I padł strach na DRUGĄ TWARZ dotąd bardziej promowaną, która nagle nie mogła znaleźć podobnie nośnej medialnej platformy do manifestacji... Więc mocno zagubioną poczuła się. I poczęła szukać –czegoś, co zbalansuje tę nagle wyzwoloną, prostą, tradycyjną i silną kontynuację idei kosynierów spod Racławic, ujawnioną pod Pałacem Prezydenckim i na krakowskim Rynku (by sparafrazować Pismo Święte: owo głupstwo dla „prawdziwych artystów” i zgorszenie dla gejofilów).
Druga twarz Polski
Co znalazła ta druga twarz? Niewiele, a jeśli wiele – to wiele rzeczy małych. Bo z braku emocji pozytywnych trzeba było pójść na łatwiznę i obudzić emocje negatywne. Zatem głównym impulsem stał się dla tej twarzy konflikt o Krzyż, autorytetem zaś – działalność Palikota; efektem – nocna demonstracja przed Pałacem. Te umożliwiły publiczną „nowość”, nius pod postacią niebywałej dotąd eskalacji chamstwa i bluźnierstwa, od razu przypisanej przez media i „prawdziwych artystów” – „wykształconej młodzieży z dużych miast”, a nadto pochwalonej, jako przecie i właśnie „lepsza twarz” polskiego społeczeństwa.
Marne to zjawiska. Brudne inspiracje. Przypomnę początek biblijnego czytania, którego końcówkę zacytowałem na początku: „Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi” (Mt 11). To znaczy jednak: przed tymi, którzy kreują się na mądrych i roztropnych. I przed wykształconą młodzieżą z dużych miast.
W zasadzie o tym wszystkim myślałem, oglądając paronastoma dniami temu Panoramę i zastanawiając się – co dalej? Dokąd idziemy? „Sztuka i naród” tudzież „wykształcona młodzież z dużych miast”? W trzydzieści lat po Solidarności.





Komentarze
Pokaż komentarze (8)