Jacek Korabita Kowalski Jacek Korabita Kowalski
278
BLOG

Diariusz chocimski 14: DYMISJA PO TURECKU

Jacek Korabita Kowalski Jacek Korabita Kowalski Historia Obserwuj temat Obserwuj notkę 0

JEST: piątek 17 IX 2010

BYŁ: piątek 17 IX 1621


[diariusz ukazuje się macierzyście na kresy.pl, tam muzyka i obrazki: klik]
 

Zemsta na zdrajcach 1

 

„Tak haniebnej sromoty, klęski tak plugawéj

Nie może żadną miarą strawić Osman żwawy.”

 

Niepowodzenie szturmu i śmierć walecznego Karakasza bardzo wzburzyły Osmana. Skąd ta porażka? Kto zawinił? Kogo ukarać? Pierwszy gniew monarchy spadł na zdrajców i szpiegów z węgierskiej piechoty, tych, którzy przecież dobrze wypełnili swoje zadanie, wskazując słabe miejsca polskiego obozu.

 

„...Każe przywojce owe a zbiegłe hajduki

W oczach swoich nożami porzezać na sztuki.”

 

Choć jednak kara ta była jako żywo niesłuszna (z punktu widzenia tureckiego interesu), zgodna jednak z tureckimi zwyczajami, a także z wyrokami Bożej Sprawiedliwości. Bo „zawszeć zdrajcę każdego cicha pomsta ściga...”(tu, tak jak wcześniej i później – cytuję rymy Potockiego).

 

Zemsta na zdrajcach 2

 

Zaraz potem gniew władcy tknął i samych wyżyn władzy. Nikomu nie było tajno, że podczas gdy Karakasz przechwalał się wobec Osmana swoim męstwem, wielki wezyr Hussejn Basza cierpiał z zazdrości i życzył Karakaszowi wszystkiego najgorszego, licząc na jego niedoświadczenie w walkach z Polakami:

 

„...Husseim życzliwy [...] niezmiernie śmieje się w zanadrze

Że Karakasz w godzinę pewnie nogi zadrze;

Jeszcze nie zna Polaków, z Węgry i z Niemcami

Nawykszy się bić...”

 

Kiedy zaś szturm turecki załamał się, darmo wyglądał basza Karakasz Hussejnowej pomocy; wezyr stał ze swoimi oddziałami na boku, nie mieszając się do bitwy; dopiero –

 

„...skoro zginął basza

Karakasz, znowu [Husseim] serce upadłe podnasza [...]

Każe ciągnąć armatę, opanuje góry,

Jakoby rzekł: jeszcze nas nie zagrzebły kury;

Możem bez Karakasza bic się jeszcze z Lachy,

Grzmi cały dzień na próżne z wielkich dział postrachy...”

 

Wszystko to nie uszło uwagi Osmana, a przede wszystkim – jego dworaków. Więc „staniał też był Husseim już przez wojnę onę, | W nienawiść i u wojska przyszedł i u dworu”. Natychmiast podnosić zaczął głowę niejaki Dylawer, zresztą „Czerkies czyli rodem z Rusi”, który skoro się niegdyś „z chrześcijanina w pogana przekrztusi”, zyskał wielkie urzędy w osmańskiej monarchii. Teraz zapragnął sięgnąć po stanowisko wielkiego wezyra. W tym celu „czuprynę u woru | Rozplecie”, to znaczy rozwiąże mieszek z pieniążkami, którymi opłacił szemraną propagandę, dając „we dzbanek karłom i wałachom”, czyli wesołkom i eunuchom, otaczającym Osmana. Ci sprawili się tak dobrze, że dnia siedemnastego września Osman zdymisjonował Hussejna, a wielkim wezyrem uczynił Dylawera.

 

Łaskawość urzędowego sukcessora

Tym samym Hussejn popadł w wielkie niebezpieczeństwo. Bo przecież

 

„...Taki zwyczaj u Turków, zabiegając zwadzie,

Że pospołu z urzędem każdy garło kładzie,

Jeżeli go inszemu cesarz konferuje...”

 

Idąc wedle zwyczaju, sułtan powinien był nakazać, aby Hussejna „zadawić”, to jest zadławić, czyli udusić. Jednak na szczęście dla zdymisjonowanego, Dilawer nie był zawzięty, ba, pozostawał z Hussejnem w przyjaźni. Zamiast zlikwidowania, oferowano więc byłemu wezyrowi nowy urząd; był on odtąd po wezyrze „w katalogu drugi.” I zaczął dowodzić wojskami stacjonującymi po drugiej stronie Dniestru.

 

Wraz ze zmianą na stołku wezyra wojna musiała wejść na nowe tory. Nowy wezyr powinien się czymś odznaczyć.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Kultura