Jacek Korabita Kowalski Jacek Korabita Kowalski
2713
BLOG

TAK, TO JEST ZRADA. DEKLARACJA

Jacek Korabita Kowalski Jacek Korabita Kowalski Polityka Obserwuj notkę 14

No więc dochodzimy powoli do sedna.

Uważam za oczywiste - i nie tylko ja tak uważam - że zasadniczy rozłam w polskiej scenie politycznej nastapił po katastrofie smoleńskiej. Nie między PO i PiS, bo ten rozdział istniał od dawna. Ale rozłam, którego źródło leży w traktowaniu katastrofy smoleńskiej i tego wszystkiego, co się wokół niej dzieje - to rozłam głeboki i największy z wielu, jaki sie Polsce kiedykolwiek przydarzył. I niestety, jest on automatycznie przenoszony na podział polityczny PO-PiS, choć w gruncie rzeczy powinien być rozpatrywany oddzielnie. Ale nie jest. I w tym cały "ratunek" dla PO, Tuska i Komorowskiego.

Sa tacy, którzy uważaja, że to nie była katastrofa, ale ZAMACH. I ja do nich należę. Aczkolwiek - UWAGA - dopuszczam, DOPUSZCZAM, że mogła to być KATASTROFA (choć to dla mnie mniej prawdopodobne). Natomiast NAWET, jeśli miałaby to być katastrofa, to jednak wszystko co zdarzyło się potem - tryb przeprowadzania śledztwa, uległość rządu wobec Rosji, wszystkie skandale po kolei, w tym umowa gazowa, w tym widoma zmiana kursu wobec NATO i NATO wobec nas - wszystko to ociera się rzeczywiście o - tu dodaję cudzusłów, który można usunąć jednak, jak kto woli - a zatem to wszystko ociera się dla mnie o "zdradę", tudzież o kreowanie "kondominium", cokolwiek pod tym hasłem się mieści (a mogą się mieścić rzeczy różne - wszystkie mało miłe, acz sprawa dyskutowalna). Chodzi więc o "zdradę" lub zdradę. Kto ja popełnił, jak - to rzecz osobna, można, jako rzekłem, dyskutować. I nie chcę tej sprawy teraz wybebeszać głębiej.

Zauważam, że tak jak ja myśli bardzo wielu ludzi w Polsce. I to bardzo niedobrze - nie, że tak myślą, tylko niedobrze, że naprawdę mają podstawy, by tak mysleć. 

Podobnie rozumują liczni zwolennicy - czy raczej wyborcy - PiSu w ostatnich wyborach. I to nie znaczy, że popierają Jarosława jako Jarosława, że akceptują wszystkie jego zachowania, słowa, styl uprawiania polityki. Nie. Tyle że uznają, iż nie ma nikogo, kto reprezentowałby sobą w sposób ważny i przekonujący masowe stronnictwo anty-zdradzieckie. Upraszczam oczywiście, ale mam wrażenie, że to wystarczy, aby było wiadomo, o co mi chodzi. A wszelkie znaki na niebie i na ziemi zdają się zwiastować, że siły złego sprzęgły się przeciwko PiSowi. I tem fakt zwiększa oraz utrzymuje poparcie dla PiSu (wcale nie współczucie, jak chciałby Paweł Lisicki), utrzymuje poparcie dla PiSu jako jedynej silnie obecnej w polskiej polityce siły antyzdradzieckiej.

Natomiast zwolennicy PO takich myśli do swych umysłów delikatnych dopuszczać nie chcą i nie mogą. Nie mogą  organicznie. I nie dopuszczają. Bo to niemożliwe, jak sądzą, żeby ich pupilkowie coś złego zrobili.Czepiają się ich nieistniejącej reputacji jak tonący brzytwy. Owszem, rozumiem tę postawę. Inaczej bowiem, przyjmujac inną perspektywę - cały świat wali sie zwolennikom PO na głowę i jak w greckiej tragedii nie mają żadnego wyboru - każdy jest wybór zły. Czyż bowiem mogliby poprzeć "oszołoma Jarosława"? To już lepiej ulec zbiorowej halucynacji, która zapwenia ich, że wszystko żegluje w dobrym kierunku, a "państwo polskie zdało egzamin". Życzę im, aby nie okazało się zbyt jaskrawo i naocznie, i dowodnie, że stoją "tam, gdzie stało ZOMO". Bo to przecie z natury rzeczy nie dla nich postawa, nie ich miejsce: są w znacznej części patriotami, podobnymi jak liczni wyborcy PiSu. Ale wybrali zaprzeczanie rzeczywistości, zaklinanie faktów. W obliczu tej katastrofy smoleńskiej, która przewróciła rzeczywistośc do góry nogami - oni tej katastrofy nie uznają za jakikolwiek stopień, moment istotny, wydarzenie historycznie o doniosłych konsekwencjach.  

Tymczasem prezes PiS pozostaje w bardzo trudnej sytuacji. Bowiem teza o zamachu nie jest i nie może na razie być niczyją tezą oficjalną. A przecie tylko jeśli zamach miał miejsce, w zasadzie niemal tylko w tym przypadku wszystkie wypowiedzi prezesa Jarosława stają się jasne jak słońce i słuszne. A jego żądania odejścia ze sceny politycznej wiadomych ludzi - logiczne. Tylko wtedy wina rządu i jego postawa po katastrofie okazywałyby się nie tylko godne pożałowania, ale i godne całkowitego potępienia, by rzec delikatnie.

Ale póki nie dowiedzie się oficjalnie, jak było, trzeba jakoś oficjalnie żyć . Nie głosząc zaś oficjalnie tezy o zamachu -  nie da się pogodzic oskarżeń głoszonych przez Jarosława z rzeczywistością. I zaczyna to być majak, który - między innymi on - rozbija PiS, jako że  niektórzy PiSowcy (politycy partyjni) nie mają zamiaru żyć w wiecznym majaku, którego kresu nie widać, nie chcą dla niego poświęcic kariery i życia.

Wszystko to się zmieni, jeśli wyjdzie na jaw cała prawda o "katastrofie". Jeśli wyjdzie w sposób jaskrawy. O tę prawdę upominali sie obrońcy Krzyża. Ale oczywiście można tę prawdę dozować, rozpraszać, rozmieniać na drobne. Można też na tyle rozbić PiS od środka i od zewnątrz (czy też liczyć na to, że pd wpływem rozmaitych działań sam się rozbije), żeby - gdy prawda wyjdzie na jaw - nie było komu jej podnieść, upomnieć sie o konsekwencje, dochodzic sprawiedliwości, rozliczyć winnych.

Być może, że zapadniemy w bagno po szyje - i prawdy nie zobaczymy. Ale też być może, że ta prawda jest w zasięgu ręki. W gruncie rzeczy ku temu się skłaniam. I zapewne stąd, czyli z obawy, że prawda może sie nagle wyłonić i dotrzeć do wszystkich - stąd te coraz bardziej gorączkowe ruchy PO. Bo dzis właśnie po raz pierwszy PiS zostało oskarzone o zdradę w związku ze smoleńską katastrofą. Do tej pory takie oskarżenia nie padały. Do tej pory to MY mówiliśmy o zdradzie. Teraz ONI zaczynają, żeby oddalić zarzuty od siebie.

Bo oto -

Anna Fotyga i szef parlamentarnego zespołu ds. wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej Antoni Macierewicz mają pojechać do Stanów Zjednoczonych, gdzie mieliby przekazać swoim republikańskim rozmówcom pismo od prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego w sprawie pomocy w wyjaśnieniu przyczyn katastrofy smoleńskiej. 

Na wieśc o tym Graś oświadczył dziś rano w radiu ZET:

"Uważam, że to jest absolutny i totalny skandal, ocierający się wręcz o zdradę  [...] Gdyby w każdych innych warunkach doszło do sytuacji, że mamy legalne państwo, legalny rząd, legalne władze, legalne instytucje i ktoś zwraca się do obcego mocarstwa mówiąc, że te instytucje są niewiarygodne, że to państwo jest nieważne, że to, czym to państwo się zajmuje budzi wątpliwości, (...) to jest sytuacja absolutnie skandaliczna i niedopuszczalna" - powiedział Graś. 

Otóż właśnie. Wiemy - czy uważamy, iżby rzec ostrożniej - MY, kórzy tak uważamy lub to wiemy - iż ICH rząd stracił wiarygodność. Że ICH instytucje nie są dla nas wiarygodne. Że to ONI zdradzili. Że to MOŻE B YĆ ZDRADA. Przynajmniej we wielu punktach; bo przecie pod wieloma względami są to NASZE instytucje i NASZ rząd. Ale jednak ten rząd nie jest już dla NAS wiarygodny.

I w tej perspektywie działania Fotygi i Macierewicza są pożądane i SŁUSZNE. 

Ale oczywiście, jeśli ktos postawił już problem zdrady - to będzie teraz wisiał z obu stron. A wreszcie z którejś strony spadnie i pęknie.

Jak długo poczekamy?

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

PS. Dla wyjaśnienia. Pięć lat temu byłem - pod względem politycznym nic nieznaczacy i nieuczestniczący poza literalnie wyrażonym poparciem - w honorowym komitecie wyborczym śp. Lecha Kaczyńskiego. W ostatnich wyborach poparłem Marka Jurka, a w drugiej turze głosowałem na Jarosława. I nie żałuję żadnej z tych decyzji. 


 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (14)

Inne tematy w dziale Polityka