No więc dochodzimy powoli do sedna.
Uważam za oczywiste - i nie tylko ja tak uważam - że zasadniczy rozłam w polskiej scenie politycznej nastapił po katastrofie smoleńskiej. Nie między PO i PiS, bo ten rozdział istniał od dawna. Ale rozłam, którego źródło leży w traktowaniu katastrofy smoleńskiej i tego wszystkiego, co się wokół niej dzieje - to rozłam głeboki i największy z wielu, jaki sie Polsce kiedykolwiek przydarzył. I niestety, jest on automatycznie przenoszony na podział polityczny PO-PiS, choć w gruncie rzeczy powinien być rozpatrywany oddzielnie. Ale nie jest. I w tym cały "ratunek" dla PO, Tuska i Komorowskiego.
Sa tacy, którzy uważaja, że to nie była katastrofa, ale ZAMACH. I ja do nich należę. Aczkolwiek - UWAGA - dopuszczam, DOPUSZCZAM, że mogła to być KATASTROFA (choć to dla mnie mniej prawdopodobne). Natomiast NAWET, jeśli miałaby to być katastrofa, to jednak wszystko co zdarzyło się potem - tryb przeprowadzania śledztwa, uległość rządu wobec Rosji, wszystkie skandale po kolei, w tym umowa gazowa, w tym widoma zmiana kursu wobec NATO i NATO wobec nas - wszystko to ociera się rzeczywiście o - tu dodaję cudzusłów, który można usunąć jednak, jak kto woli - a zatem to wszystko ociera się dla mnie o "zdradę", tudzież o kreowanie "kondominium", cokolwiek pod tym hasłem się mieści (a mogą się mieścić rzeczy różne - wszystkie mało miłe, acz sprawa dyskutowalna). Chodzi więc o "zdradę" lub zdradę. Kto ja popełnił, jak - to rzecz osobna, można, jako rzekłem, dyskutować. I nie chcę tej sprawy teraz wybebeszać głębiej.
Zauważam, że tak jak ja myśli bardzo wielu ludzi w Polsce. I to bardzo niedobrze - nie, że tak myślą, tylko niedobrze, że naprawdę mają podstawy, by tak mysleć.
Podobnie rozumują liczni zwolennicy - czy raczej wyborcy - PiSu w ostatnich wyborach. I to nie znaczy, że popierają Jarosława jako Jarosława, że akceptują wszystkie jego zachowania, słowa, styl uprawiania polityki. Nie. Tyle że uznają, iż nie ma nikogo, kto reprezentowałby sobą w sposób ważny i przekonujący masowe stronnictwo anty-zdradzieckie. Upraszczam oczywiście, ale mam wrażenie, że to wystarczy, aby było wiadomo, o co mi chodzi. A wszelkie znaki na niebie i na ziemi zdają się zwiastować, że siły złego sprzęgły się przeciwko PiSowi. I tem fakt zwiększa oraz utrzymuje poparcie dla PiSu (wcale nie współczucie, jak chciałby Paweł Lisicki), utrzymuje poparcie dla PiSu jako jedynej silnie obecnej w polskiej polityce siły antyzdradzieckiej.
Natomiast zwolennicy PO takich myśli do swych umysłów delikatnych dopuszczać nie chcą i nie mogą. Nie mogą organicznie. I nie dopuszczają. Bo to niemożliwe, jak sądzą, żeby ich pupilkowie coś złego zrobili.Czepiają się ich nieistniejącej reputacji jak tonący brzytwy. Owszem, rozumiem tę postawę. Inaczej bowiem, przyjmujac inną perspektywę - cały świat wali sie zwolennikom PO na głowę i jak w greckiej tragedii nie mają żadnego wyboru - każdy jest wybór zły. Czyż bowiem mogliby poprzeć "oszołoma Jarosława"? To już lepiej ulec zbiorowej halucynacji, która zapwenia ich, że wszystko żegluje w dobrym kierunku, a "państwo polskie zdało egzamin". Życzę im, aby nie okazało się zbyt jaskrawo i naocznie, i dowodnie, że stoją "tam, gdzie stało ZOMO". Bo to przecie z natury rzeczy nie dla nich postawa, nie ich miejsce: są w znacznej części patriotami, podobnymi jak liczni wyborcy PiSu. Ale wybrali zaprzeczanie rzeczywistości, zaklinanie faktów. W obliczu tej katastrofy smoleńskiej, która przewróciła rzeczywistośc do góry nogami - oni tej katastrofy nie uznają za jakikolwiek stopień, moment istotny, wydarzenie historycznie o doniosłych konsekwencjach.
Tymczasem prezes PiS pozostaje w bardzo trudnej sytuacji. Bowiem teza o zamachu nie jest i nie może na razie być niczyją tezą oficjalną. A przecie tylko jeśli zamach miał miejsce, w zasadzie niemal tylko w tym przypadku wszystkie wypowiedzi prezesa Jarosława stają się jasne jak słońce i słuszne. A jego żądania odejścia ze sceny politycznej wiadomych ludzi - logiczne. Tylko wtedy wina rządu i jego postawa po katastrofie okazywałyby się nie tylko godne pożałowania, ale i godne całkowitego potępienia, by rzec delikatnie.
Ale póki nie dowiedzie się oficjalnie, jak było, trzeba jakoś oficjalnie żyć . Nie głosząc zaś oficjalnie tezy o zamachu - nie da się pogodzic oskarżeń głoszonych przez Jarosława z rzeczywistością. I zaczyna to być majak, który - między innymi on - rozbija PiS, jako że niektórzy PiSowcy (politycy partyjni) nie mają zamiaru żyć w wiecznym majaku, którego kresu nie widać, nie chcą dla niego poświęcic kariery i życia.
Wszystko to się zmieni, jeśli wyjdzie na jaw cała prawda o "katastrofie". Jeśli wyjdzie w sposób jaskrawy. O tę prawdę upominali sie obrońcy Krzyża. Ale oczywiście można tę prawdę dozować, rozpraszać, rozmieniać na drobne. Można też na tyle rozbić PiS od środka i od zewnątrz (czy też liczyć na to, że pd wpływem rozmaitych działań sam się rozbije), żeby - gdy prawda wyjdzie na jaw - nie było komu jej podnieść, upomnieć sie o konsekwencje, dochodzic sprawiedliwości, rozliczyć winnych.
Być może, że zapadniemy w bagno po szyje - i prawdy nie zobaczymy. Ale też być może, że ta prawda jest w zasięgu ręki. W gruncie rzeczy ku temu się skłaniam. I zapewne stąd, czyli z obawy, że prawda może sie nagle wyłonić i dotrzeć do wszystkich - stąd te coraz bardziej gorączkowe ruchy PO. Bo dzis właśnie po raz pierwszy PiS zostało oskarzone o zdradę w związku ze smoleńską katastrofą. Do tej pory takie oskarżenia nie padały. Do tej pory to MY mówiliśmy o zdradzie. Teraz ONI zaczynają, żeby oddalić zarzuty od siebie.
Bo oto -
Na wieśc o tym Graś oświadczył dziś rano w radiu ZET:
Otóż właśnie. Wiemy - czy uważamy, iżby rzec ostrożniej - MY, kórzy tak uważamy lub to wiemy - iż ICH rząd stracił wiarygodność. Że ICH instytucje nie są dla nas wiarygodne. Że to ONI zdradzili. Że to MOŻE B YĆ ZDRADA. Przynajmniej we wielu punktach; bo przecie pod wieloma względami są to NASZE instytucje i NASZ rząd. Ale jednak ten rząd nie jest już dla NAS wiarygodny.
I w tej perspektywie działania Fotygi i Macierewicza są pożądane i SŁUSZNE.
Ale oczywiście, jeśli ktos postawił już problem zdrady - to będzie teraz wisiał z obu stron. A wreszcie z którejś strony spadnie i pęknie.
Jak długo poczekamy?
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
PS. Dla wyjaśnienia. Pięć lat temu byłem - pod względem politycznym nic nieznaczacy i nieuczestniczący poza literalnie wyrażonym poparciem - w honorowym komitecie wyborczym śp. Lecha Kaczyńskiego. W ostatnich wyborach poparłem Marka Jurka, a w drugiej turze głosowałem na Jarosława. I nie żałuję żadnej z tych decyzji.


Komentarze
Pokaż komentarze (14)