To rzeczywiście skandal (lub: wielka szkoda), że film „Mgła” – lub film ekwiwalentny - nie powstał pół roku temu, albo wręcz tuż po katastrofie. Odcięty od tak zwanych „teorii spiskowych” podaje niejako gołe i sprawdzalne fakty, które pogrążają ekipę rządzącą i – podane w takim zagęszczeniu – są trudnozbywalne (jak dotąd zbywano je; pamiętam, jak urzędnik jakiś, albo może nawet sam Tusek, na temat spowalniania samochodu Jarosława Kaczyńskiego na ruskiej autostradzie rzucił do TV krótkie „bzdura” – czemu przeczą wypowiedzi kilkudziesięciu świadków… a potem się z tego tłumaczyć nie musiał, nikt go do ściany nie przyciskał).
Ale mimo opóźnienia film odnosi sukces niezbywalny. Jest górą nad kłamstwami. Tylko czy ten sukces przebije się do Polaków? Mimo, że dziś czytamy nawet w „GazWyborze” tytuł: „Urzędnik Kaczyńskiego: uścisk Tuska z Putinem był wyreżyserowany” – co to jeszcze da?Jak rzekłem, wszystkie fakty wyeksponowane w filmie były już znane – zwłaszcza pośród blogerów i czytelników pism niezależnych. Tak więc nie mam wielkich złudzeń . Publikacja „GazWyboru” to raczej wentyl bezpieczeństwa (na wszelki wypadek? dla wyczucia kursu? dla postrachu?), niż zmiana kursu. Temat staje się zaprzeszły dla wielu, a nie wszyscy film „Mgła” obejrzą. Już dziś osoby, które go nie oglądały, a są ekipie rządzącej przychylne – kiedy powiadam im, że film pogrąża Tuska & Company, odpowiadają, iż „teorie spiskowe ich nie interesują” i dziwią się, gdy ja z kolei odpowiadam, że tam teorii spiskowych nie ma, że tam są fakty. na to pada odpowiedź -„katastrofa to juz przeszłość, nie ma co się w tym babrać”.
Tak więc czas działa na niekorzyść. Masowa wyobraźnia polskiej społeczności jest już chyba zmęczona tym ciągłym powracaniem do tragedii. Musiałby miec miejsce jakiś bodziec potężny, żeby to zmienić, a ekonomia i inne dziedziny życia zapowiadają nam wszak wciąż inne mocne bodźce. Na taki efekt zmęczenia i rozkojarzenia liczyli i liczą niewątpliwie i Rosjanie, i Tusk & Company: wtedy katastrofa stanie się zaprzeszłą historią, a w Polaków en masse da się wmówić, że jest tak, jak potwierdził odpowiedni sondaż końcoroczny: „najlepszy [jest] prezydent, najgorszy [był] krzyż” – czyli doskonała prognoza dla lewacko-zdradzieckiego rozwoju wypadków dalszych.
Mimo tego wszystkiego contra spem spero, że wkrótce i nareszcie pęknie beczka z prochem, jaką katastrofa smoleńska wciąż jest
***
Swoją drogą, coraz bardziej zastanawia mnie, jak łatwo udało się Byłemu P.O. Prezydenta RP wmówić wszystkim, że Krzyż przed pałacem to przede wszystkim symbol religijny, i że dlatego powinien znaleźć się w kościele św. Anny, bo „tam jego miejsce”. I że, w związku z tym, to Kościół jest za Krzyż odpowiedzialny, a obrońcy Krzyża (pisani w cudzysłowie) są sektą. A przecież wszyscy wiemy, że chodziło o chęć pozbycia się śladu katastrofy z miejsca publicznego, a nie o sprawe religijną. A jednak zamiar P.O. Prezydenta uwieńczony został w znacznym stopniu sukcesem, skutkiem czego właśnie„GazWybor” wmawiać nam może bezboleśnie, że w opinii Polaków „Krzyż jest najgorszy”.



Komentarze
Pokaż komentarze (19)