1. Paradoks
Krzysztof Leski napisał dziś w odpowiedzi jednemu z dyskutantów: <<załoga [rządowego tupolewa] miała świadomość, czym dysponuje lotnisko. A zatem świadomość, że wieża nie wie, bo wiedzieć nie może, gdzie dokładnie jest samolot, a zatem czy „na kursie i na ścieżce”>>.
Czy ja dobrze rozumiem? Czy zatem załoga powinna była mieć świadomość, że kontrolerzy, mówiąc „na kursie i na ścieżce” - kłamią?
Zdaje się, że tym samym Krzysztof Leski odpowiedzialny jest za pogorszenie stosunków polsko-rosyjskich. Albowiem jak wczoraj stwierdził Władysław Bartoszewski – doradca premiera do spraw międzynarodowych – <<odpowiedzialni za pogorszenie relacji polsko-rosyjskich będą komentatorzy i dziennikarze, którzy z góry zakładają złą wolę strony rosyjskiej>>
2. Żart
To powyżej to oczywiście żart. Gorzki. Bazujący zaś na paradoksie. Iżby nie był on paradoksem, należałoby nieco tylko słowa Władysława Bartoszewskiego zmodyfikować, wydobywając jeden z ich możliwych sensów, może jednak ten właściwy. Otóż wtedy jego wypowiedź brzmiałaby: <<właściwą postawą dziennikarza polskiego jest następująca: w momencie, gdy podejrzewamy złą wolę strony rosyjskiej, nabieramy wody w usta>>.
3. Orwell się kłania Bartoszewskiemu
To zalecenie stoi w pewnej sprzeczności ze słowami Orwella, które Władysław Bartoszewski zna, padły bowiem odnośnie angielskich krytyków powstania warszawskiego. Przypomnę, że jednym z ich priorytetów było utrzymanie dobrych stosunków z sowietami na przekór sowieckim zbrodniom, o których woleli milczeć w imię sojuszu ze Stalinem. Orwell napisał wtedy: <<Zapamiętajcie, że za nieszczerość i tchórzostwo zawsze trzeba płacić. Nie wyobrażajcie sobie, że przez całe lata można uprawiać służalczą propagandę na rzecz radzieckiego lub też jakiegokolwiek innego reżimu, a potem powrócić nagle do intelektualnej przyzwoitości. Raz się skurwisz – kurwą zostaniesz>>.
Oczywiście, że ta przestroga dotyczyła czasów i konfliktów(na pozór)o wiele bardziej dramatycznych. Tym niemniej również dotyczyła ludzi, którzy dyskutowali o rzeczach najpoważniejszych nie podnosząc się zza biurka i żyjących w kraju tymczasowo bezpiecznym. A nadto, jak się potem okazało, słowa te dotyczyły wielu sowieckich agentów wpływu, którzy wówczas w Anglii funkcjonowali na stanowiskach lukratywnych.
4. Ruska ambasada…
Krzysztof Leski bardzo się dziś oburzył, kiedy pod adresem autora polskiej książki o katastrofie/zamachu smoleńskim napisano – anonimowo – iż bierze pensję z ruskiej ambasady.
To sformułowanie jest oczywiście obraźliwe i na dodatek, o ile mi wiadomo, nie jest udokumentowane. A zatem byłoby bardziej inwektywą niż domysłem. Tak: oburzenie jest jak najbardziej umotywowane. I nie dziwię się temu oburzeniu.
Jednak abstrahując od języka blogerów – lepszego lub gorszego – trzeba przyznać, że WSKUTEK anonimowości mamy w blogosferze sporo tekstów bez pokrycia, chamskich, niezrównoważonych – ale DZIĘKI tej anonimowości pojawiają się i takie, które podają informacje ważne, a z różnych przyczyn nie mogące zostać ogłoszonymi pod własnym imieniem i nazwiskiem. I zwracają uwagę na sprawy, które w inny sposób pozostałyby tabu – tabu niesłusznym (bo bywają i tabu słuszne).
Tak już jest.
5. Do cholery
I jest też tak, że zdaniem moim oraz wielu moich krewnych, przyjaciół & znajomych w dniu 10 kwietnia Roku Pańskiego 2011 pod Smoleńskiem najprawdopodobniejdokonano zbrodni.
Jeśli żywimy takie przekonanie, należy uznać, że istnieją przesłanki, które pozwalają nam takie przekonanie żywić. Właśnie nam - może i ludziom mało inteligentnym, ale chyba jednak nie debilom.
I wreszcie, do cholery, czyż jest dziwne, że jeśli uważamy, że najprawdopodobniej stała sie zbrodnia, to nie możemy traktować tej sprawy jako błahej? I że zaprzeczających tej - dla nas - oczywistości podejrzewamy o rzeczy niecne?
Czyż jest dziwne, że w tej sytuacji wielu z nas będzie używało słów ostrych i niecenzuralnych?
Bo trzeba przyjąć do wiadomości, że właśnie stosunek do katastrofy /zamachu smoleńskiego kształtuje dziś podział na dwie Polski. I jakiekolwiek inwektywy będą siać osoby, które nie czują tak jak my - niech mają świadomość, że druga strona mówi o czymś, co uważa za rzecz niezwykle poważną i straszną , a którą oni bagatelizują... Czyż może być coś, co dzieli bardziej ? Co bardziej boli?
I nic na to nie poradzę.
5. …a Leski, Orwell i krewni & znajomi królika
No, ale abstrahując na chwilę od samej katastrofy, jak to jest z tą ruską ambasadą?
Pozostaje zadać proste pytanie: czy w ogóle są w Polsce jacyś agenci wpływu?
Nie wydaje mi się, aby ktokolwiek średnio inteligentny mógł odpowiedzieć, że ich nie ma.
A czy są rosyjscy agenci wpływu?
Jak wyżej: nie wydaje mi się, aby można było odpowiedzieć, że ich nie ma.
Kim są?
Otóż tego nie wiemy. Agentura ma to do siebie, że jest anonimowa. Jak – w znacznym stopniu – blogosfera.
I otóż, wielu moich znajomych, przyjaciół, krewnych wyznaje poglądy podobne do autora polskiej książki „Ostatni lot”. Co nie znaczy, że uważam ich za rosyjskich agentów wpływu.
Uważam jednak, że jeśli rosyjscy agenci wpływu w Polsce są (a jak podałem wyżej, uważam, że są i że każdy średnio inteligentny człowiek samemu ich istnieniu zaprzeczyć nie może) to wypowiadaliby się właśnie tak, jak autor powyższej książki.
I wypowiadaliby się tak, jak Krzysztof Leski. I oburzaliby się tak jak on. I jak wielu moich przyjaciół, znajomych & krewnych. Co wcale nie znaczy, że wszyscy oni muszą być agentami wpływu. Nie posądzam ich o to. Po to są agenci wpływu, żeby wpływać na polskich dziennikarzy, blogerów & moich krewnych, znajomych, przyjaciół. I żeby podtrzymywać zdania i opinie, rodzące się pośród Polakówniekiedyniezależnie, a niekiedy zależnie od agentów, natomiast już w sposób na pewno przynajmniej w części od nich zależny forsowane w publicznych mediach.
No i nic na to nie poradzę.



Komentarze
Pokaż komentarze (11)