Tytuł oczywiście złośliwy. jakby ktoś miał wątpliwości.
Otóż:
Nie znam bezpośredniej relacji z całej wypowiedzi prof. Romana Kuźniara, doradcy Byłego Pełniącego Obowiązki Prezydenta RP. Opieram się na tym, co zacytowała „Rzeczpospolita” – jeśli zacytowała źle, to przepraszam. Cytat ów (w poprzedniej mej notce już przywołany) brzmi:
To nie są czasy, gdy Stalin poprawiał własnoręcznie polską konstytucję.
Wypowiedź sama w sobie co najmniej niezręczna. Zakłada bowiem, iż jakoby profesor zakłada, że trzeba tłumaczyć, iż to nie są takie czasy, jak za Stalina. Nolens volens zestawiając badanie katastrofy smoleńskiej z odręcznym poprawianiem konstytucji PRL przez ruskiego generalissimusa.
Zestawienie szokujące. Że też w ogóle doradca Byłego Pełniącego Obowiązki wpadł na pomysł, aby takiego zestawienia dokonać! Oczywiście, że użył go po to, by mu zaprzeczyć. Ale zazwyczaj dementuje się sprawy, które dementi wymagają, a nie takie, które uważa się za niewarte uwagi. Jak widać – temat ten jednak został uznany za warty uwagi!
Co gorsza, prof. Kuźniar popełnił retoryczny błąd. Bowiem w jednym cytowanym zdaniu powiedział (lub tak go wydrukowali), że „raport MAK nie powstał z inspiracji władz Rosji”. A w to naprawdę trudno uwierzyć. Co więcej: przecież prof. Kuźniar nie ma ani wiedzy, ani kompetencji prawnych, aby wiążąco wypowiadać się w tej kwestii, angażując autorytet Byłego Pełniącego Obowiązki Prezydenta RP do udowadniania tego, jak wygląda rzeczywistość Putinowskiej Rosji. Jeśli już z przyczyn dyplomatycznych nie można było powiedzieć prawdy, lepiej było zamilczeć, niż gadać bzdury.
Innymi, łagodniejszymi słowy: niestety, wypowiedź o niezależności MAK-u nie wydaje się prawdziwa.
A skoro tak, automatycznie przestaje wyglądać na wiarygodną druga część wypowiedzi, która retorycznie bodaj wspierać miała jej część pierwszą, będąc argumentem „za”. Czyli, czytając ze zrozumieniem tę wypowiedź, zrozumieć można, że skoro przecie raport MAK powstał z inspiracji władz Rosji, to właśnie są to czasy podobne do tych, gdy władca rosyjskiego imperium własnoręcznie poprawiał polską konstytucję.
Autor wypowiedzi wpadł w retoryczną pułapkę. I oczywiście była to niezręczność.
Bo jak dotąd, tylko niektórzy przeciwnicy PO dawali prześmiewczo do zrozumienia, że Tusk i Były Pełniący realizują politykę, która zaczyna przypominać bądź wprost przypomina czasy saskie tudzież królo-Stasiowe i PRLowe – czyli epokę w miarę „miękkiej” zależności Rzeczypospolitej od Rosji (w przeciwieństwie do epoki bezpośredniego wcielenia Polski do imperium carów).
Trzeba też przyznać, że Były Pełniący Obowiązki wielokrotnie podkładał się tutaj prześmiewcom – bezwiednie lub z własnej winy. A teraz „podłożył” go własny doradca.
Przypomnę, że w taki sposób prześmiewczo komentowano wybór Łazienek na miejsce rozpoczęcia kampanii prezydenckiej i ostatnio fakt (błahy w istocie) sfotografowania się Byłego Pełniącego Obowiązki na tle portretu Augusta III; tak wreszcie niektórzy komentują wybór Belwederu na rezydencję prezydencką (ten wybór jest oczywiście bardziej wieloznaczny, lecz tak czy inaczej – Belweder leży w zasadzie naprzeciwko ruskiej ambasady i to między innymi budzi złośliwe komentarze tych niektórych). Syn mego przyjaciela zaś porównał przemówienie Byłego Pełniącego Obowiązki (jako jeszcze Pełniącego) podczas żałobnego nabożeństwa przed Grobem Nieznanego Żołnierza – do przemówienia Szczęsnego Potockiego nad trupem Kościuszki (takie przemówienie historycznie nie miało miejsca, ale, jak powiadają Włosi, si non e vero, e bene trovato).
I na koniec wypowiedź prof. Romana Kuźniara.
Wszystko to samo w sobie nie jest przecie żadną zbrodnią, tylko niezręcznością, wpisującą się w kontekst (czyli: bez kontekstu nie dawałoby powodu do żartów). I wszystko to zupełnie nie przeszkadzało i nie przeszkadza wyborcom Byłego Pełniącego; tak więc ekipa rządząca nadal nie musi się przejmować (?).
POST SCRIPTUM
Takie „wpisywania się w kontekst” bywały niekiedy bardzo znaczące i zastanawiające. A zdarzały się w historii (także najnowszej) wielokrotnie. Człowiek głowi się wówczas, co jest grane? Czy to głupota popełniających lapsusy, czy chochlik Opatrzności, czy chochlik diabelski? Każda z tych przyczyn jakoś kiedyś pewno owe sytuacje współtworzyła.
Mnie najbardziej uderzyło w roku 1981 powołanie WRON-u przez faceta w czarnych okularach herbu Ślepowron (jakby ktoś nie wiedział – chodzi oczywiście o Jaruzelskiego). Facet, który tę nazwę wymyślał, strzelił sobie pijarowo w stopę.



Komentarze
Pokaż komentarze (2)