Nie było kłótni - stwierdza Prokuratura:
Oględziny filmu z Okęcia z 10 kwietnia 2010 r. nie ujawniły kadrów, z których można byłoby wysnuć wniosek o rzekomej kłótni Dowódcy Sił Powietrznych gen. Andrzeja Błasika z dowódcą Tu-154 kpt. Arkadiuszem Protasiukiem.
GazWybor to właśnie potwierdza. Po czym jednak stwierdza:
Zdaniem "Gazety Wyborczej" jest świadek, który słyszał, jak tuż przed wylotem Błasik zwymyślał pilota. Miało chodzić o to, że Protasiuk nie chciał lecieć, bo nie miał informacji o pogodzie w Smoleńsku, a generał sam miał meldować prezydentowi, że samolot jest gotowy do odlotu.
Każdy ma prawo sądzić, co chce. Poniżej, proszę bardzo, komentarz blogera progazwyborowego:
Tłumaczy czytających z ust nadal nie można w Polsce znaleźć. A świadek nie wiadomo dlaczego wycofał swoje poprzednie zeznania. Wszyscy się boją kary utraty pracy jeżeli PIS dojdzie do władzy. Co za kraj ...
Czyli że koniec afery, ale nie koniec.
A może powrócimy to tego, co ta afera przykryć miała? Wszak "wybuchła" na drugi dzień po tym, jak Sławomir Wiśniewski wskazał wysokiego rangą pracownika Ambasady RP w Moskwie, który "kazał" go Rosjanom aresztować, a sprzęt zabrać i zniszczyć. Jakoś wrażliwa na los dziennikarski GazWybor, po zakonotowaniu tego zeznania, natychmiast wyrwała się z "kłótnią", a o tamtej sensacji - raczyła zapomnieć. No, ale zapomniała i Rzepa!
Ciekawe, czy i kto sobie jeszcze o tym incydencie antydziennikarskim przypomni?
Mam nieodparte wrażenie, że "zapomnienie" jest na tyle silne, że można być niemal pewnym, iż spowodowały je względy wyższego rzedu. Ciekawe jakie to były względy... i czy zadziały - jak ostatino pan T.A. z otoczenia Pana Premiera - przy pomocy jednego, skutecznego telefonu?



Komentarze
Pokaż komentarze (3)