Właśnie Putin zabrał głos, niepokojac się... łatwością, z jaką USA podejmują decyzje o użyciu siły. Ale co ciekawe, ponadto - skrytykował zbrojną interwencję w Libii, porównując ją do "średniowiecznego wezwania do krucjaty" - konkretnie, takie średniowieczne wezwanie do krucjaty przypomina mu rezolucja Rady Bezpieczeństwa ONZ.
Putin (powtarzający termin używany na Bliskim Wschodzie przez wojujących muzułmanów, rzecz to chyba znacząca!) ma prawie całkowitą rację. Tylko, że w drugą stronę. Średniowieczne wyprawy krzyżowe nie były bowiem niczym innym - jak działaniami podejmowanymi przez ówczesną Christianitas pod naciskiem opinii publicznej, w imię wspólnego dobra - na podobnej zasadzie, jak dziś podejmuje decyzje ONZ (proszę mi wybaczyć porównanie krzywdzące dla średniowiecznej Christianitas, poza tym oczywiście niedokładne i upraszczające, tak).
No, ale poza tym to jednak smutne, bo Putin ma świadomość, że jego słowa zostaną zrozumiane jako uszczypliwość, ba, inwektywa. LIczy - i słusznie - na negatywne odebranie haseł "wyprawy krzyzowe", "krucjata".
Żal. Ma człowiek wrażenie, że wyrażenia tego typu już troszkę zostały wyrugowane ze świadomości świata, że coś drgnęło w tym kierunku ... a tu proszę. Wrażenie mylne, oczywiście, niszowe po prostu. Co gorsza, posługiwanie sie negatywnym stereotypem "ciemnego średniowiecza", "wypraw krzyżowych" czy "średniowiecznych metod", albo hasłem "nie żyjemy w średniowieczu" zdarza się nawet osobom duchownym z Kościoła Katolickiego (i w Polsce, a jakże). Że to stereotyp mylący, pisało juz tysiące autorów. Ale to nic, trwa dalej...



Komentarze
Pokaż komentarze (3)