Mały Krzyż za dużymi zasiekami
Mały Krzyż za dużymi zasiekami
Jacek Korabita Kowalski Jacek Korabita Kowalski
1720
BLOG

KRZYŻ przed Pałacem: prześladowani Obrońcy - obyczaje służb

Jacek Korabita Kowalski Jacek Korabita Kowalski Polityka Obserwuj notkę 28

Motto: Ogromne wojska, bitne generały, |Policje tajne, widne i dwu-płciowe - | Przeciwko komu tak się pojednały? | Przeciwko kilku myślom… co nie nowe! (Cyprian Kamil Norwid)

Stała Obecność Obrońców

W komentarzu do przed-przed-przedostatniego mego tekstu jeden z dyskutantów stwierdził, że po usunięciu Krzyża sprzed pałacu prezydenckiego sprawa się skończyła – i że jest to (w domyśle – tu już intencję komentującemu dopisuję) dowód na niespójność, słabość,  nieautentyczność postawy Obrońców Krzyża… skoro ci wraz z Krzyżem znikli z miejsca zdarzeń.

Bardzo mnie to zdanie zastanowiło. Bo przecież Obrońcy wcale nie znikli. Przeciwnie. Codziennie wieczorem SĄ na miejscu, w którym stał Krzyż. O godzinie 21.00 śpiewają Apel Jasnogórski. Na ich własnej stronie przeczytać można relacje, zobaczyć zdjęcia, zajrzeć do archiwum. Nie dalej jak wczoraj relacja zamieszczona o godzinie 21.32 brzmiała:

Gdy zaczynaliśmy modlitwy to było nas około 40 osób. Teraz jest nas około 60 osób. Jest już ks. Jacek. Nikt nam nie przeszkadza. Odmawiamy w tej chwili różaniec.



Przyczyna milczenia o Obrońcach

Dlaczego więc pisze ktoś, że obrońcy Krzyża „znikli”, „zamilkli”, że ich nie ma i że zatem – nie ma sprawy? Dlaczego uczestnik dyskusji na Salonie24 tak sądzi? Jak zwykle winne są mejnstrimowe media. To one nagle przestały Obrońców zauważać. I nawet nie byłoby w tym nic bardzo złego, gdyby nie to, że, po pierwsze, sprawa zgromadzeń przed Pałacem Prezydenckim nadal polemistów publicznych zajmuje – więc czemuż nie sprawa Obrońców? – a po wtóre, dlatego, że wobec tychże Obrońców podejmowane są – w majestacie polskiego prawa, polskiego munduru - działania niegodne i haniebne.
 

Nie jest tych działań mało. I dziwne, że przeważnie nikt ich specjalnie nie nagłaśnia. Choć w sprawach tych interweniowali posłowie oraz znani obrońcy Praw Człowieka, w tym pani Zofia Romaszewska.

 

Do psychuszki ich!

Wpierw jednego z Obrońców (nazwisk tu nie umieszczam, ale można je bez problemu znaleźć na podlinkowanej stronie, nikt nie ma nic do ukrycia) zatrzymano i przymusowo osadzono w szpitalu psychiatrycznym. To wielki skandal, który zresztą – ten chyba tylko – został w mediach odnotowany, ale na krótko i bez echa.

Zatrzymać w szpitalu psychiatrycznym można w RP tylko kogoś, kto jest widomie niebezpieczny dla otoczenia, albo tego, kto sam wyrazi pisemną zgodę na leczenie w szpitalu. Więzionego Obrońcę (trudno ten czyn określić inaczej, jak „uwięzienie”) wypuszczono po paru dniach, wydając następującą opinię sądowo-psychiatryczną:

Na podstawie dokumentacji medycznej i przeprowadzonego badania nie rozpoznaję […] choroby psychicznej […] Przyjęcie do szpitala psychiatrycznego w trybie art. 23 Ustawy o Ochronie Zdrowia Psychicznego było bezzasadne.

Poszkodowany wystąpił ze skargą do sądu – o bezzasadne zatrzymanie. Na razie, o ile mi wiadomo – sprawa ciągnie się bez wyniku. Na stronie Obrońców można obejrzeć film nakręcony przed salą rozpraw; podczas rozprawy obecna była m.in. wspomniana Zofia Romaszewska, która „dała głos” do kamery, przyrównując działanie naszej policji do sposobów stosowanych wobec dysydentów w Sowietach.

Psychuszka razy dwa

To nie koniec. Wkrótce na podobnej zasadzie zatrzymany został kolejny Obrońca. Tym razem podążył w ślad za nim kolega, aby wyjaśnić sprawę. Ale tłumaczenie lekarzowi (i przywołanie poprzedniego, znanego już precedensu) na nic się zdało, bo:

Lekarz powiedział, że w papierach wypełnionych przez policję było napisane, że od kilku dni […] mówił, że chce się podpalić, ze zostaje przymusowo osadzony w szpitalu na 10 dni na podstawie art. 24 „Ustawy o ochronie zdrowia psychicznego”, że jutro będzie sędzia, który zadecyduje o podjęciu leczenia (nie obserwacji tylko leczenia). […]

Towarzyszący zatrzymanemu świadek odpowiedział na to lekarzowi,

że są świadkowie na to, że policjanci mówiąc o tym, że […] chciał się podpalić kłamali. Lekarz na to: „Będzie w szpitalu 10 dni”.

 

Brutalność pod Pałacem
W listopadzie jeden z Obrońców

…został zakuty przez BOR-owców w kajdanki i zaprowadzony do kancelarii prezydenta. Tam, jak mówi, otrzymał od kogoś, z tyłu, cios w głowę i stracił przytomność. Gdy ją odzyskał zapakowali go do samochodu i zawieźli do komendy na Wilczą. Gdy samochód ruszył jeden z mężczyzn założył rękawiczki i zaczął go systematycznie bić po głowie i twarzy. Gdy się zasłaniał zaczął go bić i drugi. Na Wilczej zrobili mu badanie alkomatem i byli bardzo zawiedzeni. W końcu jeden powiedział mu, że ma 0,5 promila alkoholu. Na to powiedział, że nigdy dziesiątego każdego miesiąca nie pije. Wsadzili go do samochodu i zawieźli do Izby Wytrzeźwień na ul. Kolskiej. Po drodze znowu, jak mówi, go pobili bijąc po twarzy i głowie rękami w rękawiczkach. Na Kolskiej domagał się zrobienia mu badania krwi pod katem zawartości alkoholu we krwi. Na to usłyszał: „Jak ci k… pobierzemy krew to będzie to całe wiadro”. Rozebrano go do slipek, dano długą koszulę i umieszczono w sali z pijanymi. O godz. 6.00 rano 11 listopada zawieziono go na komendę na Wilczą, gdzie go przesłuchiwano. Potem zawieziono go na Kolską po depozyt (jego rzeczy). Potem zawieziono go do prokuratury. Z rozmów na policji zaczął się domyślać, że chcą mu dać sankcję prokuratorską na 30 dni (areszt) za wtargniecie na teren Pałacu Prezydenckiego. Już jednak na Kolskiej słyszał jak upominali się o niego Ewa Stankiewicz i Jan Pospieszalski. W prokuraturze go przesłuchano go i zwolniono nakazując mu jednak stawiać się w komendzie 2 razy w tygodniu.

Brutalność poza strefą Pałacu

Okazuje się jednak, że i poza strefą bliską pałacu Obrońcy bezpieczni nie są. Jeden z nich stał koło Kordegardy, gdy -

…Podeszło trzech mężczyzn po cywilnemu, machnęło jakimiś legitymacjami (nic nie zdążyliśmy zobaczyć) i nie pytając się go o nazwisko powiedzieli „Pan pójdzie z nami”. […] Przewrócili go brutalnie na chodnik. Jeden nadeptał mu na głowę kolanem, drugi nogą na brzuch, trzeci nogą na nogi. Ludzie zaczęli krzyczeć: „bandyci”. Oni zaczęli mu zakładać kajdanki, rozcięli mu rękę, zaczęła lecieć mu krew z ręki. Oni zaczęli go ciągnąć w stronę kościoła seminaryjnego. Chcieli go wcisnąć do małego samochodu nieoznakowanego – forda, miał przyczepionego koguta. Nie mogli go wepchnąć. Mundurowi próbowali wcisnąć go tam siłą. Nie udało się. Podjechał radiowóz i tam go wepchnęli. On i ludzie prosili o pokazanie legitymacji, odznaki, nakazu. Policjanci na to nie reagowali. Ludzie za nimi szli i krzyczeli: „bandyci”.

Długie ręce policji

Kolejnego Obrońcę policja zatrzymała aż w Siedlcach:

…szedł jedną z ulic Siedlec zastąpili mu drogę policjanci, zatrzymali go, doprowadzili do samochodu, wylegitymowali i zawieźli na komendę, gdzie natychmiast poddano go przesłuchaniu. Pytanie było jedno (pojawiało się w dziesiątkach wersji): co Pan robił pod Krzyżem. Jako powód zatrzymania podano mu udział w zamieszkach pod Pałacem Prezydenckim, w nielegalnych. działaniach w tym miejscu. Po godzinie przesłuchania umieszczono go w pojedynczej celi […] nie pozbawiając go […] telefonu […] zadzwonił do znajomego. Ten znajomy dał mu telefon do komendanta policji w Łukowie, gdzie mieszka i gdzie wszyscy się znają. Komendant ten wsiadł w samochód i o 2.00 w nocy był w Siedlcach, gdzie domagał się zwolnienia [...]. Zwolniono go dopiero około 7.00 rano nie przedstawiając mu żadnych zarzutów czy wyjaśnień. Nie widział i nie podpisywał żadnych dokumentów.

Teraz: Szantaż

I wreszcie parę dni temu wobec kolejnego z Obrońców zastosowano szantaż. Oświadczenie w tej sprawie wydał właśnie ksiądz Stanisław Małkowski (jakby ktoś nie pamiętał – jest to bohater okresu Solidarności, przeznaczony przez SB do „usunięcia” tak jak błogosławiony ks. Jerzy Popiełuszko).

Casus Bufetowej
Ktoś tutaj na Salonie24 zapytał mnie, dlaczego określiłem Panią Prezydent Warszawy mianem „Bufetowa”. I słusznie napisał, że nie przystoi się tak o tejże Kobiecie – a zapewne o jakiejkolwiek Kobiecie – publicznie wyrażać. To prawda. Biję się w piersi. Nie wypada. Co jednak można powiedzieć o kimś, kto aprobuje powyższe metody stosowane z przyczyn POLITYCZNYCH wobec osób, które ani nie są terrorystami, ani złodziejami, ani nie zachowują się agresywnie? Metody, których po części nie stosowano nawet w PRL? Czyż Prezydent Warszawy może twierdzić, że o powyższych wypadkach nie wie? Tłumacząc się, po prostu bezczelnie, że jej „obowiązkiem zgodnie z ustawą jest dbanie o porządek w pasie drogi”? Ładnie dba o ten porządek! (powyższy cytat pochodzi z wypowiedzi dotyczącej gaszenia zniczy, ale jak rozumiem, wypowiedź ta jest reprezentatywna odnośnie stosunku Pani Prezydent względem sprawy Krzyża w ogóle).  

 

Casus Byłego Pełniącego Obowiązki Prezydenta RP

A jak w takim razie określić tego, którego doradcą jest Tomasz Nałęcz, mówiący w imieniu swego mocodawcy obłudnie, że „to wszystko, co dzieje się w te dni pod Pałacem Prezydenckim, od rana do wieczora, nie służy dobrym obyczajom, budowie normalnego państwa”? Swoją drogą, nic dodać, nic ująć. Tylko trzeba wiedzieć, CO się tam właściwie dzieje. No i KTO o tych działaniach decyduje?

 

Smoleńsk

No i niestety. Wracamy do działań służb. Wracamy do problemu, o którym już na Salonie krótko wspomniałem: jeżeli przekręty w sprawie Olewnika są takie, jakie są, a sprawa Olewnika nie jest bynajmniej tak poważna, jak sprawa smoleńskiej „katastrofy” – to jakie działania i na jakim poziomie podejmowane być muszą w przypadku tej ostatniej?

Przypadek Obrońców daje nam pogląd na tę kwestię. Ludzi niewinnych i w życiu publicznym przeważnie nic nie znaczących poddaje się inwigilacji i bezprzykładnemu dla lat po roku 1990 naciskowi. A opinia publiczna, niestety! robi w tej sprawie jakże niewiele.

Cóż więc dziać się musi wokół jądra sprawy „katastrofy”?

 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (28)

Inne tematy w dziale Polityka