Dokument śledczy „10.04.10” dodany do dzisiejszej „Gazety Polskiej” obowiązkowo zakupiłem i od razu, jadąc do pracy, zacząłem na laptopie oglądać.
No i obejrzałem. Refleksji mnóstwo. Rzeczywiście, jak rzekł prezes Kaczyński, teraz „trudniej będzie kłamać”. Zwłaszcza w sprawie tego, co spowalniało podróż prezesa Kaczyńskiego do Smoleńska. I w sprawie tego, jak naprawdę wyglądały "honory" oddawane ciału Prezydenta przez Tuska i Putina – czy raczej jak ich nie było. Trudniej tez będzie kłamać w paru innych ważnych sprawach.
Ale przede wszystkim pozostaje jednak kilka ważnych znaków zapytania, których mogłoby - a może nie mogłoby? - nie być. Takich, co do których mam dalszy głód informacji – i małe pretensje, właśnie do twórców filmu, za głodu tego niezaspokojenie. Chyba że są to pretensje niesłuszne – niech mnie ktos w takim razie oświeci.
Bo na przykład – wedle jednego z mechaników warsztatu samochodowego z pobliża miejsca katastrofy, który pokazuje swój własny film z komórki – z Wiśniewskim w roli głównej… co za sansacja! – otóż, wedle tego człowieka ruscy z FSB dali Wiśniewskiemu w łeb i obalili go na ziemię... czego niestety nie sfilmował… Ale Wiśniewski niczego takiego nie mówi, choć w filmie Anity Gargas wystąpił, tyle że z innymi ważkimi szczegółami. Autorzy filmu też o owo danie w łeb go nie pytają. Dlaczego nie pytają?
Autorzy filmu weszli do pokoju, z którego Wiśniewski filmował. Nie usłyszymy jednak słowa wyjaśnienia co do tego, ani pytania o to, co owi sławni blacharze robili na balkonie pokoju?To przecie burzę w internecie wywołało.
Ale to może i szczegół. Natomiast najciekawsze i dla mnie kluczowe wręcz byłoby choćby częściowe wyjaśnienie u źródła TEGO, CZYM właściwie jest film tak zwanego Koli, który na filmie przybiera imię, nazwisko, tożsamość: „Władimir Safonienko, były pracownik warsztatu samochodowego przylegającego do miejsca katastrofy”.
Otóż na JEGO, przez Anitę Gargas przywoływanym, filmie słychać strzały i okrzyki, zaś na ekranie filmu Anity Gargas niemal równolegle pojawiają się cytaty z zeznań milicjantek i milicjanta, którzy podbiegając ku miejscu katastrofy mieli słyszeć „jakby odgłosy strzałów”. Tymczasem sam Safonienko nie zostaje o ów problem strzałów nawet zagadnięty. Dlaczego? Dlaczego tak mało dowiadujemy się o nim samym, tak kluczowym (wydawałoby się) świadku? Zwłaszcza, że film jego autorstwa (?) oglądamy tutaj w wersji szerszej, nadto w bardzo dobrej jakości, wraz ze strzałami i krzykami (wersja wzięta od niego? skądinąd? z internetu?). Ale to mamy bez komentarza. Czyżby komentarz był niepotrzebny? Nawet komentarz samego (domniemanego) autora? Skoro mamy już niby tego właściwego Kolę…
Pytania się mnożą. A już wydawało się, że choćby jakąś wersję odpowiedzi usłyszanych u źródła usłyszymy. Ale nie. Nie.
Dlaczego?



Komentarze
Pokaż komentarze (25)