publ. macierzyście na www.kresy.pl | flaga przed Pałacem 10.04.11 | fot. M.Kaniewska.
publ. macierzyście na www.kresy.pl | flaga przed Pałacem 10.04.11 | fot. M.Kaniewska.
Jacek Korabita Kowalski Jacek Korabita Kowalski
2392
BLOG

SMOLEŃSKIE „BZDURY”, czyli pętla się zaciska

Jacek Korabita Kowalski Jacek Korabita Kowalski Polityka Obserwuj notkę 11

„Bzdury” zamiast „tak, tak; nie, nie”
Ostatnio, gdy słyszę wypowiedź jakiegoś wysokiego urzędnika, który o ważnym „smoleńskim” zarzucie wobec rządu mówi: „bzdura”, zapala mi się czerwone światełko. Słówko nader często okazuje się sygnałem mówiącym, że przedstawiciel rządu nie może powiedzieć ani „tak”, ani „nie”, bowiem każda z jednoznacznych odpowiedzi oznaczałaby kłamstwo lub kompromitację.

A kompromitacje te jakoś nieustannie krążą wokół – niestety! – tezy o podporządkowaniu się lub współdziałaniu polskiego rządu z rządem Rosji w sprawie okołosmoleńskiej. Cokolwiek miałoby to znaczyć. I coraz więcej tych kompromitacji. Pętla się zaciska. Przypomnijmy ostatnie zaciśnięcia.

Polski rząd oskarża polskich pilotów – na wszelki wypadek?
Wedle Rosjan samolot wiozący prezydenta Lecha Kaczyńskiego cztery razy podchodził do lądowania. To błyskawicznie wygenerowane przez rosyjskiego dowódcę sił lotniczych kłamstwo powtarzano w polskich i światowych mediach wielekroć – aby potem odejść od niego bez komentarza. A jednocześnie zaraz po „katastrofie” minister Sikorski dzwoni do marszałka Sejmu i podobno mówi:

Bronek, prezydent nie żyje. Jesteś głową państwa (to wersja tytułu z GazWyboru – prawdziwa czy przemanipulowana?) 

Natomiast Jarosława Kaczyńskiego powiadamia już wcześniej, że „katastrofę” spowodowała wina pilotów. Zwłaszcza w tym drugim przypadku minister nie miał wystarczającej wiedzy, aby powiedzieć to, co powiedział. Niemal jednocześnie - jak ogłosił ostatnio generał Petelicki - czołowi politycy PO otrzymali  esemesa o treści:

Katastrofę spowodowali piloci, którzy zeszli we mgle poniżej 100 metrów. Do ustalenia pozostaje, kto ich do tego skłonił.

Andrzej Halicki, odpowiedzialny za partyjny obieg informacji w PO, stwierdził w Radiu ZET, że „to jest kompletna bzdura i kłamstwo”; obecny przy tym w studiu Marek Jurek przytomnie zaproponował, aby w takim razie wytoczyć generałowi Petelickiemu proces, na co Halicki odrzekł:

Jeżeli chodzi o skalę kłamstwa, to to akurat jest malutkie. Natomiast jestem bliski, żeby powiedzieć: tak, powinny zacząć się procesy karne i cywilne, dlatego że liczba kłamstw i bezczelności jest za dużo. Generał kłamie, oczywiście że tak.

A zatem Halicki ocenił, że mamy do czynienia z… nieistotnym kłamstwem i w domyśle: dlatego procesu nie wytoczy!… Ciekawe, prawda? Wygląda więc jednak na to, że polski rząd, nie mając po temu żadnych przesłanek, od razu oskarżył własnych pilotów o spowodowanie „katastrofy”. Po co? Możemy się domyślać. Ohyda – jeśli nie więcej. 

Rosjanie ubezwłasnowolniają polski rząd, część 1
Następna w kolejności czasowej „bzdura” dotyczyła spowalniania podróży Jarosława Kaczyńskiego do Smoleńska i przetrzymania jego samochodu przed bramą lotniska „Siewiernyj”, podczas gdy przyspieszony konwój z Tuskiem wyprzedził go, po to, aby spotkanie Tusk-Putin odbyło się wcześniej i niejako na osobności. Premier Tusk komentując pierwsze doniesienia na ten temat mówił: „bzdura!” Ale z czasem ambasador Bahr, a potem pani konsul Putka doniesienia te potwierdzili. Bahr skomentował sprawę tak:

Rosjanie, kiedy jest przewidziane wydarzenie z udziałem ich najwyższych przedstawicieli, wszystkich, którzy by w realizacji tych planów im przeszkadzali, usuwają lub zwyczajnie wyrzucają. Błyskawicznie i często brutalnie. Natychmiast odjeżdżać! Wam tu nie wolno! Bez oglądania się na kraj, jaki dany gość reprezentuje, i powody, z jakimi występuje.

 Oczywiście i Bahr, i Putka nadali swoim relacjom zabarwienie antypisowskie, które czyniło spowalnianie prezesa przez Rosjan słusznym i nieuniknionym. Tak jakby twierdzili wprost, że Rosja to wielki kraj i my nic na to poradzić nie możemy, bo – to padło wprost – nawet interwencja Tuska nic by w tym razie nie dała. Ciekawe stwierdzenia w ustach polskich dyplomatów! Ciekawi dyplomaci! Ale co na to premier? Otóż premier jednak na koniec usta otworzył i w wywiadzie dla PAP-u wyjawił, że:

Rosjanie mieli najwyraźniej „prikaz”,by jego delegacja   dotarła wcześniej na miejsce katastrofy prezydenckiego TU-154M, niż delegacja z prezesem PiS Jarosławem Kaczyńskim. […] Byliśmy świadomi, że Rosjanie robią wszystko, żeby ta oficjalna delegacja z moim udziałem była pierwsza. Nawet jadący ze mną minister Graś zwracał uwagę obsłudze, kierowcy, rosyjskiemu oficerowi ochrony, który siedział w naszym samochodzie, żeby zwolnili, żebyśmy razem dojechali z tą grupą Jarosława Kaczyńskiego. Ale Rosjanie nie reagowali - relacjonował Tusk.

Okazuje się więc, że polski premier został ubezwłasnowolniony. I nie wiadomo, co gorsze: jego wcześniejsze kłamstwo (owa „bzdura”), czy późniejsza szczerość. Widzimy po prostu, że polski rząd wpadł w matnię, w której nie bardzo wie, jak się poruszać.

Rosjanie ubezwłasnowolniają polski rząd, część 2
Jedną z kropek nad „i” postawiły wydarzenia 10 i 11 kwietnia tego roku, 2011. W nocy, na dobę przed wizytą Komorowskiego w Smoleńsku, Rosjanie wymienili tablicę pamiątkową na lotnisku Siewiernyj. Napis na nowej tablicy omija fragment mówiący o sowieckim ludobójstwie w Katyniu. 

Zadziwia następująca sekwencja wydarzeń. Najpierw polskie MSZ okazuje wobec usunięcia i wymiany tablicy niezadowolenie. Następnie ruscy odpowiadają, że przecie wymienili tablice w porozumieniu ze stroną polską, i że konsultacje miały miejsce…

...na wysokim szczeblu władz państwowych polskich i rosyjskich.

  - więc wszystko w porządku. Widzimy co się dzieje; jeden rząd przeczy słowom drugiego rządu. Konsternacja. Polski MSZ dementuje… i nie dementuje zarazem, bo ostatecznie nasz rząd się ugina. Okazuje się, że rozmawiał jednak wcześniej ze stroną rosyjską na temat tablicy, mając świadomość, że – jak wyraził się Sikorski –

Rosjanie mieli prawo zdemontować tablicę ponieważ została ona powieszona bez uzgodnienia z nimi. 

Wszystko rozumiemy. Tylko że ostatecznie ruscy po prostu zrobili polski MSZ w konia, i to najwyraźniej celowo (przynajmniej wynika to z wypowiedzi oficjalnych), a polski MSZ daje sobie pluć w twarz i mówi, że deszcz pada. Rosjanie demontując tablicę w sposób najbardziej demonstracyjny jak tylko się dało, okazali publicznie swoją wyższość i bezwzględność wobec obecnego prezydenta Polski. Komorowski został „przeczołgany” – musiał zaakceptować decyzje ruskich czy chciał, czy nie chciał. To znaczy: w zasadzie nie musiał, ale aż tak mu na ruskich zależało, że najwyraźniej jednak musiał (podobnie jak wcześniej Tusk jadący do Smoleńska). Ciekawe. I zaraz skończyły się żale MSZetu, zaczęło się zaś wmawianie polskiej opinii publicznej, że ruskie mieli prawo zrobić to, co zrobili, jako że tablica...

zawierała słowa o ludobójstwie...

…a to przecież określenie podobno dyskusyjne. Najważniejszy jednak w tym wszystkim jest, szanowni państwo, sposób traktowania strony polskiej przez stronę rosyjską. A jest on takie: Rosjanie w każdej chwili mogą wykonać dowolny ruch kompromitujący polski rząd, a polski rząd natychmiast musi stronę rosyjską usprawiedliwiać wobec własnego społeczeństwa. Koniec, kropka.

Powstaje pytanie: dlaczego mogą tak czynić? Co ich do tego upoważnia? Jakaś niepisana polsko-rosyjska umowa, która pozwala im pluć na polską opinię publiczną, zobowiązując polski rząd do usprawiedliwiania ruskich poczynań?

„Bzdury” dwie ostatnie
Ale już zupełnie sensacyjnymi okazują się nowinki dwu dni ostatnich. Po pierwsze: wskutek eksperymentalnego lotu na bliźniaczym Tu-154 nasi piloci dowiedli, że nieprawdziwe było przypuszczenie Edmunda Klicha (ukazywane wcześniej jako pewnik), iż wciśnięcie przycisku „uchod” doprowadziło do katastrofy. Eksperyment wykazał, że przycisk ten powinien właśnie zadziałać zbawiennie i że również w sytuacji, do jakiej doszło w powietrzu pod Smoleńskiem samolot powinien był – wedle wszelkiego prawdopodobieństwa – wzbić się w przestworza, zamiast zanurkować ku śmierci, przy akompaniamencie zapewnień wieży lotniska, że jest „na kursie i na ścieżce”. 

Dlaczego zatem nie wzbił się? Nie wiemy. Morał dopisują dwie ostatnie informacje: niektóre z rodzin ofiar „katastrofy” stwierdziły, iż protokoły dotyczące sekcji zwłok ich najbliższych uważają za sfałszowane (reakcja rządowego urzędnika, zasłyszana w radio, w piątek: „bzdura!”), a przy okazji...

…polscy prokuratorzy od roku czekają na zdjęcia z przeprowadzanych w Rosji sekcji. - Mam informacje, że takich zdjęć nie otrzymamy, bo Rosjanie ich nie wykonywali - mówi tymczasem mecenas Rafał Rogalski.

 No a nadzorujący pracę smoleńskiej wieży na lotnisku Siewiernyj pułkownik Krasnokutskij… właśnie…

…awansował na dowódcę 610. centrum wdrożenia bojowego i wyszkolenia załóg wojskowego lotnictwa transportowego w Iwanowie - czytamy w "Naszym Dzienniku".

Wniosek
Niechaj nikt mi nie mówi, że to wszystko są bzdury. Te „bzdury” układają się w ciąg faktów, ciąg logiczny i przerażający. Skoro tak, to co należy zrobić? Przyłączyć się do oskarżeń o zdradę Byłego Pełniącego Obowiązki Prezydenta i premiera? Można, owszem. Tylko co dalej? Co jeszcze można zrobić po wygenerowaniu oskarżenia o zdradę stanu?

Zastanówmy się nad odpowiedzią. To dopiero dramat...

- - - - - - - - - - - - -

PS. No właśnie. Bo słusznie pisze Michał Szułdrzyński w rzepowym komentarzu i polemice wobec Aleksandra Ściosa: Należałoby więc zapytać autora tekstu z "Gazety Polskiej", jak wyobraża sobie swój własny scenariusz dla Polski? Bo jego manifest brzmi jak wezwanie do wypowiedzenia demokratycznej umowy społecznej, do rewolucji.No bo - właśnie - załozywszy,  choćby na chwilę, że prawdą jest to, co Ścios pisze - to, Szanowny Panie Michale Szułdrzyński - cóż by Pan proponował robić? czy rewolucję, czy może coś innego? A jeśli coś innego - to cóż?

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (11)

Inne tematy w dziale Polityka