...czyli SOCJOLOGA POGARDA DLA RZECZYWISTOŚCI.
Wczoraj słuchałem radia – co czynię stosunkowo rzadko, lecz regularnie, to znaczy głównie w cudzych samochodach. Brzmiała trójka. Trafiłem na wypowiedź europosłanki, która mandat swój otrzymała jako członek PO, jest zaś z wykształcenia socjologiem. Na antenie dokonała popularnonaukowej analizy (jeśli wolno tak powiedzieć – bo analizę wypowiedziała niby naukowym językiem, oparła ją zaś najwyraźniej na swoim naukowym doświadczeniu i wykształceniu, ale trudno mi uznać tę analizę za naukową). Analiza dotyczyła zjawiska poszerzenia się elektoratu PiS o osoby niewykształcone (przywołuję z pamięci).
Z ust pani poseł usłyszałem zatem słowa o tym, że, po pierwsze, elektorat PiSu poszerza się o ludzi niewykształconych, słabo zorientowanych w polityce i w prawdziwym kształcie sposobów sprawowania władzy – no i usłyszałem wyjaśnienie tego stanu rzeczy. Otóż osoby te wskutek swej niewiedzy, słabego zorientowania w naturze procesów politycznych, dziejowych etc. etc. (przypominam: rekonstruuję wypowiedź pani poseł z pamięci) dają sobie wmówić, iż władają nami jakieś ciemne, nieznane do końca siły, które są twórcami wszechogarniającego spisku. Osoby te uwierzyły, iż spisek jest wszędzie. A zwłaszcza w okolicy katastrofy smoleńskiej. I że to jest paranoja. Dalej nastąpiło paranaukowe wyjaśnienie tego, co to jest paranoja.
Usłyszawszy to – zakląłem i to brzydko. Co zdarza mi się naprawdę nieczęsto, i niby nie powinno się zdarzyć, zwłaszcza, iż wypowiedziałem pewne brzydkie słowo pod adresem tej pani. Starszej już chyba. Muszę więc je cofnąć. Nie wypada tak mówić wobec starszych już kobiet (nawet obecnych w odosobnieniu studia radiowego i niesłyszących brzydkich wyrazów ze świata zewnętrznego), po drugie zaś, powinienem być na takie panie i słowa ich mocno uodporniony. Wszak takie i podobne słowa słyszę i czytam nie od dziś.
Od dawna zauważyłem, że wielu socjologów żyje w świecie wytworzonych przez siebie pojęć, dość mocno oderwanych od rzeczywistości. Pojęć, które niekiedy nie tyle rzeczywistość badają i objaśniają – co kreują. Czy to na użytek samego badacza (żeby mieć czym zaczernić papier i zdobyć punkty za publikacje), czy to na użytek bieżącej polityki (na użytek bezpośredni lub pośredni, uświadomiony lub nieuświadomiony). No i na użytek własnego samozadowolenia: bo wytworzenie sztucznego świata naukawego pozwala niektórym tak zwanym naukowcom spoglądać na rzeczywisty świat z góry. Jako że niby tylko ONI go rozumieją, w przeciwieństwie do niewykształconych mas. I oczywiście tylko ONI WIEDZĄ, jak jest naprawdę.
Tymczasem są wyznawcami światopoglądu, który mylnie pojmują jako wiedzę. Empiryczną co gorsza. A tymczasem jest to właśnie tylko światopogląd, nie zaś bezpośredni dotyk rzeczywistości. To mogąca daleko od rzeczywistości odbiegać – jej interpretacja.
Wspomniana pani europoseł-socjolog zapomniała zastanowić się nad tym, że brak zaufania dla władzy i powstawanie teorii spiskowych nie biorą się znikąd. Że teorie spiskowe – nawet jeśli są obłędne – nie wynikają wyłącznie z faktu, że, na przykład, zginął nasz prezydent i że tę śmierć nieuczciwie (załóżmy) wykorzystuje jego brat-bliźniak. Musi jeszcze istnieć jakiś powód, dla którego tak wielu ludzi wykształconych, z tytułami profesorów, doktorów, ludzi starszych, ale i (wbrew pozorom medialnym) młodych wykształconych z dużych miast – kupuje tę „paranoję”. I tworzy stutysięczny pochód w środku stolicy.
Dlaczego tak się dzieje? W tym właśnie przypadku szczególnie zadziwia mnie u naukowca pogarda dla faktów. Pogarda dla rzeczywistości, którą niby powinniśmy wszyscy dostrzegać w miarę jasno. Nie dostrzegamy jednak, pewnie dlatego, że pani europoseł-socjolog obcuje chyba głównie z mediami. I to jedynie z niektórymi.
Nie zastanawia się zatem, dlaczego zarzuty wyartykułowane wobec śledztwa smoleńskiego, wypowiedziane przez konkretne osoby należące do polskiej rzeczywistości politycznej i medialnej, operujące zaś określeniami typowymi dla stwierdzenia faktów, nie zaś dla insynuacji – ani nie są omawiane i dyskutowane w mejnstrimie, ani (jeśli są kłamstwami, jak pewno ta pani zakłada) nie znajdują finału w procesach o zniesławienie czy o mówienie nieprawdy na czyjś temat.
Dlaczego, gdy znany dziennikarz Jan Pospieszalski mówi w radio, że pracownicy krakowskiego laboratorium badającego kopie „czarnych skrzynek” stwierdzili, jakoby były one „bezczelnie montowane” i że są w nich „braki, ubytki, montaże i manipulacje” – dlaczego wówczas pozostałe media, jak i sędziowie, jak i politycy – milczą?Mogliby przecie zdemaskować tę paranoję... no i jakoś tego nie robią. Dalej.Publikuje się raport niezależnych ekspertów.Może, proszę bardzo! nieprawdziwy. Może oni są niewiarygodni i niepoważni. Ale proszę tego dowieść, proszę to przedyskutować. Nie. Tego nie ma. Milczenie. Kolejny przykład: generał, który był jednym z dowódców sztandarowej jednostki wojska polskiego, ujawnia fakt potwierdzający wprost „spiskowe” działanie władzy – fakt rozsyłania instruktażowych esemesów z interpretacją „katastrofy”, zanim jeszcze cokolwiek można było o jej naturze powiedzieć. Generał twierdzi, że ten dowód ma w ręku i przekazuje mediom jego treść. W odpowiedzi padają ze strony rządowej słowa o kłamstwie generała, ale zarazem nikt nie próbuje rządowych racji dochodzić w sądzie. Mimo, że taka propozycja się wprost pojawiła. Tu – wycofanie. Milczenie. Mejnstrim bierze wode w usta, a prestiżowe pismo wycofuje wywiad z generałem, czyli cofa się przed rzeczywistością.
Te i podobne fakty nie zaprzątają pani socjolog. Nie są w stanie zburzyć jej pewności siebie. Bo jeśli fakty nie zgadzają się z jej naukawą analizą ( a raczej z jej polityczna opcja, jak śmiem twierdzić), tym gorzej dla faktów.
Wielka bywa pogarda dla rzeczywistości.



Komentarze
Pokaż komentarze (17)