Wpierw jako motto opowiastka. Byli sobie pod koniec XVI wieku sarmacki biskup i sarmacki prałat, który starał się u biskupa o wysoki kościelny stołek. Starając się, posłał biskupowi w podarku karetę z końmi. Biskup, jako że akurat należał do tych uczciwych i kontrreformacyjnych, oburzył się do żywego i podarek odesłał, zarzucając prałatowi próbę przekupstwa. „Ach, żadne to przekupstwo” – odrzekł prałat – „tylko zwyczajny podarek uczyniony z sympatii ku Waszej Przewielebności”. „Być może” – odparł biskup – „ale nie jestem pewien, czy diabeł na tyle zna się na retoryce, aby być tego samego zdania co wy, księże prałacie”.
Był to żart, jako że diabeł oczywiście na retoryce się zna. Onże sam podyktował prałatowi to, co podyktował.
A dziś dyktuje opublikowane w „GazWyborze” zdanka (rykoszetem z TOK FM), że:
…w całym „sporze o Nergala” sam Nergal, jako osoba, nie jest ważny - twierdzi kulturoznawca dr Jacek Wasilewski ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie. - Ponieważ świat dąży do pełni wyrażania siebie, potrzeba było takiego ‘antychrysta’ - dodaje.
Oraz dyktuje tytuł w gazwyborowym stylu, gdzie zdanko zmieniło się na „potrzebowalismy antychrysta”.
A co to zmienia? Chyba tylko tyle, że wierni gazwyborowi mogą odetchnąć z ulgą. Mają retoryczne wytłumaczenie całej afery. Nergal miał pecha, bo biskupi potrzebowali „antychrysta”, czytaj pretekstu. Nikt w niczym nie zawinił. To socjotechniczna akcja biskupów, którzy nawet sobie tego nie uświadamiaja, ale tako rzecze kulturoznawcza precyzja.
Pozostaje jeszcze wytłumaczyć całemu światu, że Hitler też pojawił się tylko dlatego, że Niemcy go potrzebowali. Że jako osoba nie był ważny, bo to tylko Niemcy dążyły, jak i cały świat „do wyrażania siebie”. Czy to coś zmienia? Chyba jednak nie. Bo mówiąc wprost, oznacza to tylko tyle, że Niemcy jako społeczność zaczęli mieć w latach międzywojennych skłonność do rozwiązań radykalnych i Hitler „uwiódł” ich wykorzystując sprzyjająca mu sytuację. Ale przecież mógł to zrobić kto inny. Więc Hitler po prostu miał pecha.
Powtórnie zapytam, czy zmienia to kwalifikacje czynów Hitlera i jego podwładnych? Chyba nie. Ale pewnego rodzaju „kulturoznawstwo” (celowo biorą nazwę w cudzysłów), a jeszcze bardziej sposób jego interpretacji przez media (dlatego dr jacek Wasilewski zapewne tu nie zawinił, tylko jego prasowa tuba) mają to do siebie, że naukowym albo pseudo-naukowym wywodom nadają kształt bełkotu tak niezrozumiałego, aby zyskał pozór wielkiej mądrości. I usprawiedliwiał.
Dlatego też „Katarzyna Wiśniewska, dziennikarka ‘GW’, zauważa, że szybka mobilizacja biskupów przeciw Nergalowi może dziwić w kontekście ich milczenia po antysemickim akcie wandalizmu w Jedwabnem”. Rozumiem, że anonimowi chuligani-naziści działający w ciemnym zakątku powinni biskupów oburzać, ale jeśli ci sami realizowaliby to samo pod hasłem artystycznej pozy w czołowym medium publicznym – to gorszyć już nie powinni.
Diabeł zna się na retoryce. Wystarczy dodać: kto ma uszy, niechaj słucha. Dawno czegoś takiego na takim poziomie nie czytałem, choć niestety „GazWybor”, jak widać, podczytuję.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)