Michnik dałwystępmedialny – i jednocześnie dał piękny bukiecik ostrych sformułowań wymagających komentarza. Komentarze zostały już napisane. Postanowiłem jednak jeszcze dodatkowo poanalizować. Najpierw wszakże - - -
WSTĘP z mottem.
Wierzyć debatom i wypowiedziom przedwyborczym? Po co? Przecież tu nigdy nie chodzi o meritum, ani nawet o wiarę. Tylko o impuls urnowy. Wiemy o tym, ale wciąż musimy się przekonywać na nowo.
Mam tę przewagę, że ostatniej debaty nie oglądałem i opinię wyrabiam sobie na podstawie lektury internetowych doniesień. Tak więc, Piotr Zaremba pisze w Rzeczypospolitej, iż w starciu z Jarosławem Kaczyńskim „zjedzony przez nerwy polityk Tomasz Lis oblał z kretesem”. Na stronie GazWyboru atmosfera jednak odwrotna: w głosowaniu internautów „kto wygrał” – wygrywa oczywiście Lis. Przekonanych nie trzeba przekonywać. W rezultacie wierzę Zarembie, ale nie jestem pewien, kto był górą. I nie to jest istotne. W medialnym nie chodzi o to, kto miał rację, lecz o to, kto wyszedł z lepszą opinią (i kogo bardziej oblano łąjnem) niezależnie od racji.
Racje są zatem mało istotne. Liczy się za to dobry slalom słowny. Taki przekonujący choć na chwilę. Nawet jeśli nie może ostać się przed rzeczowa analizą.
MICHNIK: OSTATNIE SŁOWA.
A właśnie takiego slalomu dokonał ostatnio Adam Michnik. Z jego wypowiedzi wynika, że „ci ludzie” – to znaczy PiS (a w domyśle zapewne także jego zwolennicy) – „wierzą”, „powtarzają”, „bredzą”, „przyłapano ich”, używają do polityki służb specjalnych, „ogłosili” kogoś kimś.
Michnik jak nikt przekonuje mnie. Oczywiście co do natury u-metod i co do nieczystego sumienia koryfeusza Platformersów. Ale wracam do rzeczy.
Stwierdzenia Michnika są tym ciekawsze, im bardziej niemerytoryczne. Odchodzą bowiem już zupełnie od argumentacji rozumowej, jako że tematów merytorycznych, nadających się do analizy, najwyraźniej brak. Pojawiają się w nich za to frazy świadczące o emocjonalnym stosunku do rzeczywistości. Pardon: raczej o chęci wzmożenia takowego emocjonalnego stosunku do rzeczywistości. Zaszczepianego od dawna. I od dawna istniejącego u odbiorców Michnika.
Jednocześnie zastanawia pomieszanie nieprawdy z prawdą. Stara diabelska metoda – poprzez przemieszanie fałszu z rzeczywistością nierzeczywistość staje się rzeczywistością, a rzeczywistość zdaje się fałszem.
Jak wygląda owo pomieszanie u Michnika?
1.
Pierwsza część mieszanki należy do sfery dyskutowalnej, lecz niewątpliwej. W tej części są tylko dwa stwierdzenia. Mianowicie:
„ Ci ludzie wierzą, że katastrofa smoleńska była wynikiem spisku Putina z Tuskiem, a ofiary tej katastrofy zostały ‘zdradzone o świcie’ ” oraz „Ci ludzie powtarzają, że Polska jest dzisiaj rosyjsko-niemieckim kondominium”.
Mamy tu zakamuflowane dwa twierdzenia podawane jako pewnik – poprzez zaprzeczenie. Pierwsze twierdzenie ma za zadanie zaszczepić przekonanie, że tak zwani ludzie inteligentni – w odróżnieniu od „Tych ludzi” – jako ludzie inteligentni nie mają prawa podejrzewać Tuska o żadne nieładne porozumienie z Putinem, ani też nie mają prawa podejrzewać go o zadziwiającą uległość wobec Putina. Jakiekolwiek „podejrzenia” są tu asekurancko zdyskredytowane terminem „wiara”. Bo tak jak podejrzenie, podobnie i wiara nie opierają się na ustalonych faktach, lecz na domniemaniu. Ale „wiara” – wiadomo, może być na dodatek irracjonalna. Tu ze słów Michnika wynika, iż „trzeba wierzyć w bzdury, żeby podejrzewać o cokolwiek rząd Tuska”. Zgodzimy się przecież, że nie trzeba wierzyć w bzdury, żeby podejrzewać rząd Tuska. Ale wara. To ślepa wiara.
Twierdzenie Michnika wynikające z drugiego zdania, jest równie karkołomne: oto twierdzi on, że ludzie inteligentni muszą odrzucić jakiekolwiek podejrzenia co do jakichkolwiek porozumień rosyjsko-niemieckich wymierzonych w interesy Polski, a także, iż nie wolno ludziom inteligentnym dziwić się brakiem właściwej reakcji rządu polskiego na rosyjsko-niemieckie porozumienie. Brawo.
2.
Druga część Michnikowej mieszanki należy do zdań nieprawdziwych, czyli kłamstw. Szczególnych jednak. „Ci ludzie ogłosili Lecha Wałęsę agentem komunistycznej bezpieki”. Michnik nie twierdzi, że Wałęsa nie był agentem – uznaje to bowiem za rzecz tak oczywistą, że niewartą analizy. Tymczasem powszechnie wiadomo, że Wałęsa agentem był. Rzecz została udowodniona. Dlatego w tle zdania Adama Michnika pobrzmiewa twierdzenie podskórne, głębsze: oto jeśli byłeś współpracownikiem bezpieki, nigdy nie będziesz bezpieczny pod rządami PiSu. „My” za to zapewnimy ci pełne rozgrzeszenie. Pod naszymi rządami agenci będą wielcy, mądrzy i sławni jak Wałęsa.
3.
Trzecia część mieszanki opiera się na uogólnieniach i aż nadto obosiecznych insynuacjach. „Ci ludzie bredzą, że wybór Obamy to koniec cywilizacji białego człowieka” – oczywiste kłamstwo, bredził jeden człowiek, a nie „ludzie”, którzy się od niego odcięli. Co gorsza, jest oczywiste, że dla PiSu Stany Zjednoczone to ważny sojusznik. Zatem insynuacja pozbawiona jest i podstaw i sensu. Nie, przepraszam: ona ma sens, ponieważ ma szansę trafić do matołków, jako że dotyczy rzekomego, mitycznego rasizmu „tych ludzi” czyli PiSu. Uderza w strunę, która może dobrze – czyli fałszywie – odbrzmieć.
Idźmy dalej: „ci ludzie zastępowali politykę parlamentarną operacjami służb specjalnych”. To insynuacja sugerująca, że jeśli służby specjalne podejmują jakiekolwiek działania – to jest źle. Cymes tkwi w pierwszym członie zdania: „zastępowały”. Kiedy zastępowały? W jakim przypadku? Tego już się nie mówi. Istotne jest medialne ustawienie i skontrastowanie ze sobą dwu określeń: polityka parlamentarna – rzecz dobra – i działania służb – jako rzecz zła sama w sobie. To owo zestawienie działa, a nie jego sens. Bo gdzież tu sens, skoro trudno zaprzeczyć, że nikt nie zrobił więcej od Macierewicza i Kaczyńskiego, aby zlikwidować wszechwładzę służb. Czy zrobili wystarczająco dużo – to inna sprawa. Trudno też zaprzeczyć temu, że ostatnio jesteśmy świadkami działań służb i policji (prowokacje, zatrzymania) z ramienia rządzących obecnie – wołających o pomstę do nieba. Co jakoś nie wzrusza sławnego obrońcy praw człowieka, Adama Michnika.
„Tych ludzi przyłapano na wielu kłamstwach, gdy przegrywali kolejne procesy sądowe”. Twierdzenie przynajmniej obosieczne. Procesy przegrywały obie strony, a przy okazji okazywało się, że polski sąd potrafi, niestety, chronić kłamstwo i zakazywać mówienia prawdy. Ale oczywiście warto rzecz wykorzystać w kampanii.
I wreszcie? „Ci ludzie zmieniali w ciągu jednej nocy ustawy, by przeobrażać media publiczne w instrument własnej propagandy”. Twierdzenie co najmniej obosieczne wobec czynów dokonanych ostatnio przez platformę w Sejmie. I wobec historii „nocnych zmian” w polskiej polityce.
WNIOSEK. Michnik zwraca się do ludzi, którzy maja krótką pamięć i krótki rozum, a zarazem uważają się za inteligentnych.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)