PIERWSZA "MOJA" FOTOGRAFIA PAPIEŻA, t. I, luzem
PIERWSZA "MOJA" FOTOGRAFIA PAPIEŻA, t. I, luzem
Jacek Korabita Kowalski Jacek Korabita Kowalski
423
BLOG

SILVA LELUM PEERELUM punkt 4: PAPIEŻ PAPIEŻ PAPIEŻ po raz 1

Jacek Korabita Kowalski Jacek Korabita Kowalski Historia Obserwuj temat Obserwuj notkę 2

[ciąg dalszy krytycznego transkrybowania raptularza mego z lat młodzieniaszkowatych, czyli późnogierkowskich, solidarnościowych i stanowojennych]

Przełom
Pamiętam ten moment. Byłem w domu sam wieczorem; rodzice mieli wrócić później. Przed 19.30 włączyłem telewizor; szedł Dziennik; szły sobie wiadomości ze świata i nagle spiker ni z gruszki ni z pietruszki oznajmia – mniej więcej tak: „podczas konklawe obrano dziś nowego papieża; został nim kardynał Karol Wojtyła, dotychczasowy arcybiskup Krakowa”. Koniec, kropka, żadnego komentarza, zaraz szły dalsze wiadomości ze świata, jak gdyby nigdy nic.

Myślałem, że oszaleję. Podszedłem do okna – Spodziewałem się jakiejś publicznej reakcji – spoglądam po oknach bloku naprzeciwko (Sienkiewicza 20) – mam ochotę machać rękami, krzyczeć – a tu nic, pusto, ciemno, cisza, spokój (dopiero potem dotarło do nas, że w Krakowie ludzie ruszyli ulicami; i że w Poznaniu tez cos się działo, choć skromnie). Cztery miesiące później notuję:

Ożywienie we wszystkich miastach Polski, niestety, prócz mego kochanego Poznania, sprawił wybór kardynała Carola Wojtyły na papieża. [t. I, fol. 3 recto]

Warszawianka
W tamtym momencie odszedłem od okna i nie wiedziałem co robić, nie mogłem sobie znaleźć miejsca. Siadłem do pianina i zacząłem grać „Warszawiankę”. Przyszli rodzice, najpierw Mama, potem Tata. Nie uwierzyli mi. Absolutnie mi nie uwierzyli! Włączyliśmy Wolną Europę. Potwierdzenie. Szok.

Co do Dziennika, dyżurni czerwoni uznali po prostu, że skoro świat huczy, nie mogą milczeć, ale nie wiedzieli jak sensację skomentować – i czekali dyrektywy od naczalstwa. Stąd początkowa lakoniczność doniesienia. Wedle późniejszych (rozpuszczanych specjalnie?) plotek, ateistyczne naczalstwo miało być zarazem zaskoczone, wkurzone i wniebowzięte (takie współodczuwanie z narodem!...), więc w tej chwili piło szampana i wódkę.

Dopiero w  drugim wydaniu Dziennika pojawił się szerszy materiał o Wojtyle. I chyba już wówczas pokazali nam Papieża, w tej krótkiej chwili, gdy wygłaszał Miastu i Światu pierwsze zdania swojego pierwszego orędzia – z okna watykańskiego pałacu.

Nowe
Natychmiast świat się zmienił. Z zaplutego zapupia Europy staliśmy się – w naszej, powszechnej, polskiej (pod)świadomości – ludźmi pierwszego rzędu. Nagle i nieodwracalnie. Acz byliśmy tego zaledwie, właśnie, półświadomi, jeśli w ogóle jakkolwiek, mimo oczywistej sensacji. Co do mnie, dopiero u początku roku 1981 ujrzałem tę rzecz jak poniżej:

Najpierw odbyła się w całej Polsce podróż obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej. To się skończyło; i raptem, jak z nocy, wybucha wieść: mamy polskiego papieża! Rok 1978. […] Gdzie to pójdzie dalej, tak się potęgując? Może zwyciężymy? [t. I, fol 53 recto]

I wkleiłem wtedy do Złotej Księgi przechowywane dotąd luzem wycinki z komunistycznych gazet.

Rewanż za Hołd Pruski
Nazajutrz w szkole aż szumiało. A co dopiero w te parę dni potem, gdy w niedzielę na Placu Świętego Piotra kardynałowie całego świata składali Papieżowi hołd! Wtedy tak zaszumiało, że pewna pani nauczycielka – wybitna szkolna partyjna – siadła podczas lekcji NA ŁAWCE PIERWSZEGO RZĘDU (tak!) i machając nogami oraz jedząc kanapkę wygłosiła nam przemowę: „Oglądaliście?” – „No!” – „A jak ten niemiecki kardynał klęknął przed Naszym Papieżem, to kurcze, kurcze, kurcze!  pomyślałam sobie, że no, odkuliśmy się za ten Hołd Pruski!”

Prawdziwe.

Gazety: depesza od Breżniewa
Gazety najpierw trochę pomilczały, to znaczy na tyle, na ile się dało, bo COŚ napisać trzeba było. Donosiły kuriozalnie. W kątkach szpalt. O depeszy od Breżniewa do papieża… A tematy najważniejsze – ach, Nikaragua, Dzień Łącznościowca, polski wkład w dzieło ONZ. To były tematy!

Święta masówka
A papieżem Polakiem emocjonowali się Polacy „nasi” i „nienasi”. Z braku oficjalnych, liczniejszych doniesień, rej wodziły media katolickie i obieg, rzekłbym, prywaciarsko- dodatkowy. Znajomy fotograf, notorycznie grający z moim Tatą w szachy, przyjaciel domu, acz człek jeżdżący jakoś bez przeszkód i powodu – ku naszemu zdziwieniu i zastanowieniu – po całym świecie i raczej zdecydowanie niewierzący, sympatyczny, acz tak, rzekłbym, cyniczny – przyjął, ba, bodaj współ-wykreował  zlecenie na masówkę. To znaczy na portrety Papieża w wielkiej liczbie. Nasze ówczesne drukarnie były niewydolne, drukowały fatalnie, znacznie łatwiej przychodziło wykonać dobre odbitki fotografowi. Znajomy precyzyjnie wyciął figurę papieża z pozyskanego skądsiś zdjęcia, nakleił na jednobarwne tło, skopiował – i odbijał, odbijał, odbijał, po czym sprzedawał hurtem. Jego odbiorca oprawiał fotkę w plastikowe ramki i odsprzedawał detalicznie. Odbiorcą tym było, zdaje się, poznańskie, diecezjalne Wydawnictwo Świętego Wojciecha.

Mam ten pierwszy masowy (dla mnie w ogóle pierwszy) wizerunek do dziś. Wsunąłem go luzem za przedtytułową stronę Złotej Księgi. Mój Tata bardzo kręcił nosem na technikę wycinania zdjęcia – że to widać, że to nie tak.
A kręcił, bo - o ile pamiętam, a mogę się mylić - wykonał po koleżeńskunapis pod zdjęciem, posługując się tzw. "letrasetami", czyli "zachodnimi", wyciskanymi nalepkami, które można było wtedy nabyć w sklepach dla plastyków (trzeba było tylko udowodnić, że jest się członkiem związku artystycznego - wtedy dało się dostać farby olejne, płótna, lepszy papier do rysowania). W niecały rok później napisałem na odwrocie mojej odbitki:

Oto zdjęcie, które mi się najbardziej podoba, bardziej od innych, które są nawet o niebo lepsze technicznie. Tu papież Jan Paweł II jest w pełni swojego intelektu, dobroduszności, a może i – polskości? 20 IX A.D. 1979 godz. 18.11

Czy przyjedzie? & św. Stanisław
Wkrótce poczęliśmy żyć planowaną pielgrzymką Jana Pawła II do Ojczyzny. Papież chciał być u siebie 8 maja, w dzień św. Stanisława. Wybijała wszak dziewięćsetna rocznica męczeńskiej śmierci tegoż. Partia, to znaczy rząd, ostro się przeciwstawiła. Bo to by podobno źle się złożyło: św. Stanisław był opozycjonistą, zginął z rąk króla! Słysząc o tym myślałem, że pęknę. Z dumy i ze śmiechu. Sprawa sprzed dziewięciuset lat – aktualna, i to jak! Historia Polski – nieznana w Europie – nagle, dzięki Papieżowi, skacze wszystkim do oczu i jeszcze na dodatek bije komunistów! Ale mi się podobało!

… cieszy mnie wieść, że niedawno agencja Reutera zamieściła artykuł o św. Stanisławie biskupie, przytaczając wypowiedzi na jego temat wygłoszone przez średniowiecznych kronikarzy i współczesnych historyków. To rozpowszechnia imię Polski w świecie, daje pogląd na jej wspaniałą historię. [t. I, fol. 2 recto]

W lutym w mojej szkole kursowała plotka, że jednak „Gierek i spółka, mimo oporów, zezwolili na przyjazd Papieża w maju”. Notowałem: „to wydarzenie rozsławi Polskę” i dodawałem naiwniaście: „oby przyjechał i obyśmy dobre wrażenie zrobili na obcokrajowcach”. Jakoś mniej docierało do mnie, że jego przyjazd nie tylko nas rozsławi, ale może nas i przemienić. Po paru miesiącach już wiedzieliśmy. 17 marca zapisałem:

Papież Jan Paweł II przyjedzie do Polski – ale nie na uroczystość Świętego Stanisława 900-lecia, ale od 2 – 10 czerwca. Naturalnie, mimo tego cieszę się, ze odwiedzi Polskę: chciałbym pojechać do miast, które odwiedzi, choć chyba nie będzie to możliwe. Trudno. Nagramy choć z telewizji, jeśli nie pojedziemy. [t. I, fol. 19 verso]

[CDN]

Zobacz galerię zdjęć:

DEPESZA OD BREŻNIEWA, Express Poznański z czwartku 19 X 78; t. I, fol. 54 recto
DEPESZA OD BREŻNIEWA, Express Poznański z czwartku 19 X 78; t. I, fol. 54 recto bodaj "Głos Wielkopolski" z 17 albo 18 X 1978, t. I, fol. 53 verso

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Kultura