[transkrybowania raptularza mego z lat młodzieniaszkowatych, czyli późnogierkowskich, solidarnościowych i stanowojennych ciąg dalszy]
Przeddzień kataklizmu?
14 II 79
[…] Chiny. Czy zaatakują ZSRR lub USA? Chyba nas, ale obojętnie kogo zaatakują, smutny będzie jego koniec. […] [Bo] „Jak Hunowie zalali Rzym, | Tak nas zaleje wojsko Chin.” [t. I, fol. 3 recto – 3 verso]
Pamiętamy te peerelowsko-chińskie obawy, które dziś wracają niejako à rebours, w innej postaci. Wtedy z trwożnym podtekstem dowcipkowano o chińskiej miliardowej (wtedy chyba jeszcze 800-milionowej) masie i o chińskim prymitywie. Groźnym choć dalekim. Szły więc dowcipy w ten deseń, jak to podczas wyimaginowanej chińskiej inwazji na sowiety generał-marszał Czing-ciang rozkazuje: „na lewym skrzydle pięć milionów, na prawym – dziesięć milionów” „A w centrum?” pyta wicemarszał Ciang-czing – „W centum czołgi” – „Wsyskie tsy?”
Albo jak Rosiewicz Andrzej na scenie opolskiego festiwalu wołał: „Jacques! Où est [gdzie jest] moje jajko?!” A gdy klaunowaty „Jacques” podawał mu jajko, przystawiał je do ust, przechylał głowę, potem odrzucał jajko daleko za siebie i krzyczał: „Zobacz, Jacques, inni to się boją żółtków, a ja je łykam na surowo!” Owacje.
Stąd mój powyższy młodzieńczy wpis i dalsze poniższe. Przy czym, co ciekawe, w dniu, w którym to pisałem, Chiny ogłosiły już zamiar uderzenia na Wietnam – co najwyraźniej jeszcze do mnie nie dotarło. Ale napięcie czułem. Przyczyną napięcia – antchińska rewolta w sąsiedniej Kambodży, skutecznie wspomagana przez czołgi wietnamskie (zob. tu). O tej ostatniej rewolcie wiedziałem – bo Kambodżę, jako miejsce okrutnego łamania praw człowieka, wałkowano w peerelowych mediach.
Od Akmulatorów do Prażynek
Przyszły zatem głupie nastroje i głupie zachowania, jak to, które dziś przypomina mi znane opisy antyniemieckichnastrojówwe Francji i antyfrancuskich w Niemczech tuż przed wojnami lat 1870 i 1914.
Wyobraźcie sobie Państwo wielki akademik przy ulicy Zwierzynieckiej z nieśmiertelnym (do dziś) neonem „centra-akumulatory-baterie”. Jako wizytówka UAM (Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu) służył głównie zagranicznym studentom, czyli przeważnie obywatelom „bratnich państw socjalistycznych” – czarnym i żółtym. O ile mi wiadomo, Chińczyków raczej pośród nichnie było. Ale to najmniej ważne, bo może tylko ja o tym wiedziałem, a nie moi podstawówkowi koledzy. Odróżnić Chińczyka od Koreańczyka, Japończyka i Wietnamczyka – któż by się trudził? Któż by potrafił? Na pewno nie ja, ani nie moi koledzy.
Po drugiej stronie ulicy Zwierzynieckiej, bardzo szerokiej w tym miejscu (jakieś trzydzieści - czterdzieści metrów dwupasmówki i tramwajowego torowiska) stoi mały biurowiec z lat pięćdziesiątych-sześćdziesiątych, zaopatrzony podówczas w neonową pseudoreklamę: „prażynki-glukoza”.
Oto dalszy ciąg notki z 14 lutego.
Szli X i Y przy Akademiku (tam neon „Akumulatory”) i z budynku wyszedł w pewnym momencie student – Chińczyk (może, a raczej na pewno Wietnamczyk lub Koreańczyk). Y idąc za nim tuż z X, szeptem, czy też głośniej powiedział tym swoim głosem:
- Czing ciang!
Chińczyk nic. A X po cichu:
- To trzeba mu dać […] za Wietnam!
To Chińczyk słyszał zapewne doskonale, a na pewno uczył się polskiego, bo raptem obrócił się. Według Y miał twarz „bardzo złą jak dzik”.
X nie czekał i, jak trochę przesadził Y, „był już przy ‘Prażynkach i glukozie’ na drugiej stronie ulicy, zanim Chinol obrócił się bokiem". Y najpierw stanął jak wryty, a potem wystartował i zatrzymał się dopiero w domu, zaryglowując za sobą drzwi. Czy obrażony student poleciał za nimi? Nie wiem, ale chyba się tak nie ośmieszał. Byli bardzo głupi. Cóż, szczególnie X. [t. I, fol. 3 verso]
Tak. Głupie, ale prawdziwe.
Sensacja chińsko-wietnamska
Trzy dni później wszystkich nas zelektryzowało:
18 II 1979
[…] Bomba! Chiny napadły na Wietnam! Stało się to wczoraj, 17 II. […] Wietnamski rząd wniósł apel do ONZ i wszystkich krajów socjalistycznych o pomoc: Związek Radziecki powiedział, że jeżeli Chiny nie wycofają swoich wojsk, nie pozostanie obojętny. Może Chinom o to właśnie chodzi? USA – Stany Zjednoczone także wystosowały apel do Chin, wręcz nakaz, aby wycofały wojska z Wietnamu. Jak potoczą się losy tej wojny? […] [t. I, fol. 13 recto]
19 II 79 poniedziałek
Zaskoczyły mnie bardzo dalsze wiadomości z Chin i z Wietnamu. Albowiem – podobno Wietnamczycy odrzucili wojska ChRL [Chińskiej Republiki Ludowej] i przeszli do kontrataku. Faktyczne wiadomości z Dziennika [TV] były nieco mniej zaskakujące, choć również niezwykłe. Potwierdza je radio R[adio] W[olna] E[uropa]. Chińczycy ożywili działania i atak, wsparty przez czołgi zdobył najpierw dwa miasta. Potem i samoloty weszły do akcji.
Wietnamczycy nie speszeni, poparci przez dezaprobatę czynu Chin, wyrażoną przez większość państw Europy i nie tylko, odpowiedzieli pięknym za nadobne. Zginęło aż 3000 Chinoli i [zniszczono] ileśset czołgów. Ze strony agresora brak jakichkolwiek oznajmień o stanie wojennym. [t. I, fol. 14 verso]
Wypada mi tutaj podkreślić, że – jak zresztą wynika z powyższego tekstu – każdą z wiadomości podawanych przez komuchowe czyli „nasze” media konfrontowaliśmy z doniesieniami Wolnej Europy („Potwierdza je radio RWE”). Oczywiście obie komuchowe strony łgały, podając zawyżoną wysokość strat przeciwnika, acz wygląda na to, że padły dziesiątki tysięcy żołnierzy i – kto wie – może i do stu tysięcy ludności cywilnej. Mimo tego i mimo przewagi liczebnej – Chiny musiały dostać po paluchach.
Tajna broń
Dodatkowo szkolno– podwórkowo– imieninowy folklor zyskał plotkarską pożywkę (może, kto wie, wspomaganą przez czynniki oficjalne). Mianowicie plotkę o tajnej sowieckiej broni, która miała być źródłem wietnamskich sukcesów. Ta plotka odpowiadałaby – jak piszę –
…opowieści przedstawionej mi i K. przez X. – dziś w szkole (acz mnie mówił o tym już wcześniej). Mianowicie jakiś znajomy jego mówił mu, jako w wojsku wysłali ich na przeszkolenie do ZSRR, do bazy na pograniczu ZSRR i ChRL. W tamtych stronach godzina jest zawsze niepewna, bo o ciągłe zamieszki łatwo. Więc wtem […] hurmem banda Chinoli atakuje.
– Chowajcie się! – krzyczą Rosjanie. Polacy padają na ziemię. Mija minuta, dwie – ostrożnie rozglądają się, a wroga ani widu ani słychu. Otóż tu nowa broń radziecka podobno zadziałała, w której rolę główną odgrywają skoncentrowane w jakiś sposób promienie Roentgena. Rozsypują wszystko – ludzi – w proch. Jeżeli Wietnamczycy dysponują taką bronią – to nic dziwnego, że 3000 Chinoli poszło do św. Piotra na piwo. [t. I, fol. 14 verso – 15 recto]
Jakże często, tak wtedy jak dziś, podpieramy plotkę autorytetem „przyjaciela przyjaciela”. Niektóre dowcipy (tak zwane „prawdziwe”) wymagają nawet takiego przedstawienia sprawy, stanowiąc osobny gatunek dowcipiarskiej opowieści. Co nie zmienia faktu, że czasem ów „znajomy znajomego” jest osobą konkretną. Ale bardzo rzadko. Jak więc odróżnić prawdziwe źródło dowcipu od źródła literacko-folklorystycznego? Nie zawsze się da, życie bywa bogatsze od ludzkich zmyśleń. Tu nie ma watpliwości: kolega przepotwarzał plotkę.
„My” z Wietnamem
21 II 79
[…] Wcześnie spać się położyłem, wykąpawszy się i wysłuchawszy wiadomości ważkich z Wietnamu. Co do nich – Wietnamczycy na jednym odcinku frontu zmusili lekką artylerię nieprzyjaciela do wycofania się za dawną granicę. Na drugim odcinku Chinole zajęli jedno miasto wietnamskie. Pogranicze zostało bardzo zniszczone: 1500 nieprzyjaciół „wyeliminowano z walki”. Aha, przedwczoraj przesłyszałem się: samoloty chińskie nie weszły do akcji, ograniczając się jedynie do lotów patrolowych.
Właśnie słyszę, że w Hanoi mieszkańcy masowo szkolą się wojskowo, a przez miasto przejeżdża dużo pociągów z ekwipunkiem wojskowym. [fol. 16 recto]
Proszę zauważyć: w razie wojny pomiędzy komuną a Europą Zachodnią sympatia moja byłaby po stronie Europy Zachodniej. Nie na darmo oburzałem się w moim pamiętniku na zaliczanie Polski do „wschodu”. Tymczasem teraz wymieniwszy jednym ciurkiem ZSRR i Chiny odruchowo napisałem o bloku socjalistycznym „my” (w pierwszej, cytowanej tu wyżej, „chińskiej” notce). Ewentualne zagrożenie chińskie rysowało się obco i egzotycznie, ale realnie. Stąd moje słowa, ale i reakcja kolegów w szkole, tych samych, którzy kpili z braku mięsa i podwórkowo żartowali z sowietów. 27 lutego zapisałem:
[…] Po napaści na Wietnam w klasie naszej nastąpiły satyryczno-antychińskie nastroje. W tym dniu jednym to się działo: przodowali P., M. i cała reszta. Chińczykowi na tablicy upamiętniającej Międzynarodowy Rok Dziecka przyczepiono grzyb atomowy a potem sztylet w kapelusz wbity. Szczyt nastąpił na ostatniej lekcji, geografii. Otóż […] M. napisał papierek pt. „Ochotnicy do oddziału grabarzy 1 Pułku Piechoty Poznańskiej” – do Chin oczywiście. I to dziewczynki, czy też P. porwały i na lekcji puściły w obieg. Papierek obiegł cała klasę, bez spostrzeżenia ze strony nauczycielki, p. B. Wszyscy się podpisali jako „ochotnicy”. […] [fol. 17 verso – 18 recto]
Także i ja postanowiłem wyżyć się artystycznie sporządzając „komiks o naszej klasie, pt. ‘Przygody 29 ochotników w Chinach’. Mam już 4 strony”. Te makabryczno-wisielcze humory miały chyba w tle świadomość naszej (polskiej, peerelowskiej) nicości wojskowej. I stąd zapewne wzięła się prześmiewcza lista ochotników: absurdalna, zabawowa i, o dziwo, akceptowana przez wszystkich uczestników tej„gry”.
Przepowiednie …
Pocieszenie i przerażenie siały nadal przepowiednie. W ich tle zastanawiałem się – jak inni – czy z tego wietnamsko-chińskiego konfliktu…
…będzie III wojna światowa? Zagrażałaby nam też: może jednak USA stanie [sic!] po naszej stronie. Transkontynentalne pociski z atomowymi głowicami mogą Europie zagrażać. Nie bójmy się jednak: przepowiedziano papieża Polaka (choć w 8 miesięcy po nim ma być koniec świata) i teraz przepowiada się, że wojny III światowej nie będzie, a tylko Chiny odegrają rolę, której się nie spodziewamy oraz nastąpi krach dolara i lądowanie kosmitów. [t. I, fol. 13 verso]
…i kosmici
Nie byłem aż tak naiwny, żeby w te przepowiednie wierzyć, zwłaszcza co do kosmitów. Ale mimo to zaprzątali mi głowę. Zapisałem dalej, że kosmo-plotka „może się okazać przemyślnie fałszywa” i zarazem „podana na podatny grunt”. Może celowo podsyca się ufoludkowy boom? Nie tylko u nas, bo przede wszystkim pono we Włoszech, gdzie w tamtym roku - zapisałem sobie -wciąż „UFO tu, UFO tam” się pojawiało czy pojawiać miało.
Koniec wietnamsko-chińskiej pieśni
Dokładnie po miesiącu, czyli 17 marca mogłem zapisać, że „Chiny wycofały się z Wietnamu. Iskra na wschodzie wygasa”. I tyle tego było. Na jakiś czas znów zapomnieliśmy o Azji.
[CDN]





Komentarze
Pokaż komentarze