...lecz zbryzgano mózgiem bruk
i bruk się wzdyma powoli
krew nie płynie już, już tylko skrzep
rozstrzelano moje serce w Poznaniu...
Kazimiera Iłłakowiczówna
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
To było 54 lata temu, też 28 czerwca i też we czwartek. Ludzie mieszkający w centrum Poznania usłyszeli nagle ogromny szum, jakby odgłos wzburzonego morza - to robotnicy wyszli od Cegielskiego i szli przez miasto, zgarniając po kolei załogi z wszystkich zakładów pracy znajdujących się w mieście. Jak wiadomo, wszyscy zgromadzili sie na Placu Mickiewicza, a niektórzy dorwali się do megafonu, stanęli na zatrzymanym tramwaju i zaczęli wygłaszać "postulaty". Tłum trwał jak w transie. Spiewał zakazane w publicznym wykonaniu pieśni narodowe i kościelne, a potem - jako że nie było żadnego konkretnego planu - podzielił się: niektórzy wtargnęli do Domu Partii i usiłowali go podpalić (personel zwiał), inni pobiegli na Dąbrowskiegi i rozwalili wielka zagłuszarkę zagłuszająca Wolna Europę; inni pobiegli ku więzieniu przy ulicy Młyńskiej (sądzono, że zostali tam zatrzymani przedstawiciele robotników); ci ze zdobytego wkrótce więzienia wzięli broń; a reszta tłumu poszła już pod siedzibę UB przy ulicy Kochanowskiego; wpierw w pokojowej manifestacji, ale tam ktoś strzelił i rozpoczęła sie wymiana ognia pomiędzy ubekami a tłumem. Padli zabici.
Nasze mieszkanie znajduje sie na rogu ulicy Kochanowskiego i ulicy Sienkiewiecza. Naprzeciwko jest wielka zajezdnia tramwajowa - tak zwane ZNTK. Tu wszystko, co się w mieście dzieje, słychać. Kiedy tłum po raz pierwszy ruszył z Cegielskiego przez miasto - moja mama, podówczas studentka, pobiegła do innej dzelnicy (na tak zwaną Wildę), na stancję znajomego kolegi ze studiów, żeby go zaalarmować. Znajomym był Czesiek, czyli przyszły mąż Mamy i mój Tata. Przybiegli na Plac Mickiewicza, a po tych chwilach wzniosłych i łapiących za gardło, gdy tłum się podzielił, przyszli do mieszkania przy Sienkiewicza. Kule - wedle wspomnień Mamy - świstały już raz po raz wzdłuż ulicy. Leżąc na balkonie spoglądali ku gmachowi UB - odległemu o kilkaset metrów, za skrzyżowaniem z Dąbrowskiego. Widzieli, jak pod zajezdnię naprzeciwko - na rogu Gajowej i Sienkiewicza - zajechała ciężarówka; podbiegli robotnicy i rozebrali pomiędzy siebie przywieziony zapas karabinów.
Tymczasem, gdyz gmachu UB padły strzały,na skrzyżowaniu Kochanowksiego i Dabrowskiego tłum zatrzymał i przewrócił tramwaj, z którego powstała barykada. Zajechały pierwsze czołgi, które miały spacyfikować miasto, ale żołnierze zbratali sie z poznaniakami. Przejazd pierwszego zdobytego przez tłum czołgu przed frontem gmachu UB wywołał wśród funkcjonariuszy zrozumiała trwogę. Dopiero potem przyjechały te inne czołgi. I miasto wymarło. Ileśdziesiąt ofiar z obu stron już nie żyło. To był zasadniczo koniec.
Tę opowieść - acz o wiele obszerniejszą, tu ja bowiem znacznie skróciłem - słyszałem w domu wielokrotnie.
XXX
W roku 1981, za Solidarności, postawiono wielki pomnik - Poznańskie Krzyże. Przeżywaliśmy dramat związany z konkursem i wykonaniem pmnika - wzbudzały one wielkie emocje. Niekiedy negatywne. Ale to kędy indziej.
Odstłonięcie pomnika i pierwsze w historii obchody rocznicy Czerwca '56 - to było coś niesamowitego. Dwa dni to trwało, a wszystko znów za gardłochwytało. Ludzi przyszło więcej niż w 1956 roku. Jako młody licealista chłonąłem tę atmosferę i robiłem fotografie. Tam, gdzie rozdawano broń, naprzeciwko naszego mieszkania - powstała i stoi dotąd tablica pamiatkowa; na niej widnieje fragment wiersza Kazimiery Iłłakowiczówny - która mieszkała w kamienicy połozonej naprzeciwko naszej - i naprzeciwko zajezdni.
Dziś temperatura nie taka wysoka i atmosfera nie tak wzniosła, ale jednak człowiek się wzrusza. Załączam fotografie wklejone do mojego licealnego pamietnika - z dopisanymi wówczas, niezręcznymi objasnieniami.
Inne tematy w dziale Kultura