PROBLEM
W zasadzie myślałem, że już nie trzeba tak bardzo tłumaczyć. Najwyraźniej jednak sprawy oczywiste nie są oczywiste. Patrzę: Maciej Eckardt w notce umieszczonej wysoko na SG Salonu narzeka, że dowiedział się z tygodnika „W sieci” à propos powstania styczniowego,
…że gdyby nie ono, to nie byłoby dzisiaj wolnej Polski. Że ci, co kwestionują sens tego Powstania, to przeciwnicy niepodległości. Że to w zasadzie zakamuflowana „opcja rosyjska”. A skoro tak, to niewątpliwie ruska agentura. Patrzę w lustro. Więc tak wygląda ruski agent. Hmm…
A poniżej blogerka Woman In Fur nadaje w ten sposób:
Zrozumiałabym, gdyby to był rok powstania wielkopolskiego, ale nie rozumiem, dlaczego mamy czcić narodową hekatombę.
PO PIERWSZE: PISZĘ JAKO WIELKOPOLANIN i PROSZĘ…
...MI TU NIE WYJEŻDŻAĆ Z POWSTANIEM WIELKOPOLSKIM, w duchu „POWSTANIE WIELKOPOLSKE TAK, POWSTANIE STYCZNIOWE NIE”. To durne. Tak mogą pisać i mówić ci, którzy nie do końca znają historię powstania wielkopolskiego. Powstanie wielkopolskie bazowało bowiem (z początku) na niemal takich samych straceńcach, jak powstanie styczniowe. Odniosło sukces – bo wybuchło we właściwym momencie i w rezultacie masowo, ale to inna sprawa. Wszak bynajmniej nie wszyscy w momencie wybuchu byli przekonani, że powstanie należy robić. Tak wyszło, że tak się stało. I równie dobrze mogło się skończyć tragicznie. I wtedy pisalibyśmy o powstaniu wielkopolskim tak jak o styczniowym: że niepotrzebne, że głupie, etc. W 1918 roku wcale nie wszyscy chcieli w powstania, byli liczni i szacowni przeciwnicy. Powtarzam: powstanie wielkopolskie przeforsowała garstka szaleńców, wychowanych m. in. na ideałach pobudzonych legendą roku 1863; dopiero, gdy okazało się, że moment jest akuratny – reszta poszła za nimi.
PO DRUGIE: PRAWICA A LEWICA
Poza tym, zastanawiam się, czy rozmawiamy tymi samymi językami. Chyba jednak nie.
Niegdyś tak zwana prawica miała być programowo przeciwna powstaniu – a lewica przychylna. Obecnie sprawy idą wspak: „prawicowa” prasa zasadniczo chwali, „lewicowa” zasadniczo gani.
Czyli, że lewaki się wypyszczają na powstanie, choć to oni są specjalistami od bezsensownego terroru i bezpardonowej walki bez celu. A spośród prawicowców, jeśli który czuje awersję do powstania, to zaraz się dziwi, że reszta „jego” prawicy jest propowstańcza. Rzekomo wbrew regułom (no, bo podziały lewica-prawica przebiegają dziś wielomiejscowo i rozbieżnie od historycznych; ale nie o to teraz idzie).
PO TRZECIE: O CO IDZIE
Mym skromnym zdaniem wszystko toto dlatego, że jak zwykle idzie o:
a) niuanse i odcienie, które w prasowym zwierciadle nagle stają się ostrymi kontrastami;
b) rzeczywistość obecną, na której użytek podkolorowuje się przeszłość, a na ten użytek gra się niuansami do bólu.
PO CZWARTE: CO DO RZECZYWISTOŚCI OBECNEJ / czyli ad A /
Zdaje mi się, że podstawą reakcji prawicy i lewicy jest – jakże prosta sprawa! – stosunek do miłościwie nam panującej władzy, postrzeganej przez gros prawicy jako władza „komoruska” (uwaga! nie zamierzam dyskutować z tymi, którzy powiedzą, że nasza władza nie jest komoruska; stwierdzam fakt, że taki pogląd istnieje); co za tym idzie, obecna lewica będzie lekko proruska i prorządowa, a prawica antyruska i propowstańcza.
Dlaczego?
Bo tak.
Kwestia polityki i odczuć politycznych bieżących.
PO PIĄTE: CO DO PRAWDY HISTORYCZNEJ / czyli ad B /
…a zatem co do RZECZYWISTOŚCI roku 1863. O ile oczywiście jest ona dla nas osiągalna.
Otóż są takie fakty związane z powstaniem, które wątpliwości nie ulegają. Albo raczej nie ulegają. I co do których i prawica, i lewica mogą być zgodne (tylko, że pewno nie chcą tej zgodyprogramowo, i szukają dziury w całym):
1.
Zgodzimy się, że ci, którzy powstanie wywołali, popełnili, delikatnie (bardzo delikatnie) rzecz ujmując – głupotę. Nawet skrajni gloryfikatorzy powstania przyznają, że moment wybrany był fatalnie, że przygotowania były niedostateczne (brak broni, kadr wojskowych, sensownego planu), że skutek nocy styczniowej – okazał się skrajnie odmienny od oczekiwanego.
2.
Zgodzimy się, że choć powstanie wywołali „czerwoni”, to jednak po chwili „biali” przyłączyli się do nich. Uznali powstanie za swoje. Bo naród uznał je za swoje. A zatem zdecydowani i rozumni przeciwnicy powstania zdecydowali, że jak już się zaczęło – czyli, że jak już jest wojna – to trzeba wziąć w niej udział i to po konkretnej stronie.
Nie można tego białym (ergo i wszystkim innym brać za złe. „Biali” usiłowali wygrać źle zaczęte powstanie, kładąc na szalę własne głowy wraz z majątkami. Chwała im za to. Szczegóły pomijam. Dla objaśnienia cytuję wspomnienia Anny Potockiej de domo Działyńskiej:
Gdy przyszła [do Poznania] pierwsza wieść o powstaniu, krzyk boleści się rozległ najpierw; bo wszyscy od razu zrozumieli, że to nieszczęście straszne się gotuje, że sił zabraknie, że przygotowania innego potrzeba, że chwila źle wybrana. Ale nie długo poddawało się Księstwo bezczynnemu smutkowi : „Dzieci wskoczyły do wody ! toć my starsi musimy iść za niemi” — i zaraz wszelkie usiłowania zwróciły się do tego, by nieść pomoc powstaniu w ludziach, pieniądzach, odzieży i amunicji.
Potępić?
3.
Z kolejnej strony (ta sama autorka):
[…] zapał był nie do opisania […] Paliło się zupełnie w głowach młodzieży, malcy uciekali do powstania nawet z najniższych klas gimnazjalnych; starsi, to choćby który nie chciał, to musiał, boby go zakamienowali już nie tylko koledzy, ale siostry rodzone.
Bo jednak nie było tak, że sądzono, iż jesteśmy skazani na bezapelacyjną klęskę. Ta refleksja przyszła później, znacznie później. Marzono o sukcesie. Były niezłe usiłowania dyplomatyczne – i były wojskowe. Dyplomacja francuska długo łudziła: durez! – „trwajcie!” (nie komentuję).
A teraz drugi cytat, słowa konserwatysty, rektora UJ, księdza Chotkowskiego, który za młodu sam poprowadził swoich „gimnazyalnych kollegów” na pole walki, czytaj pole śmierci:
Od młodzieży można tylko żądać zapału, albowiem na starość każdy człowiek stygnie, więc coby z niego było, gdyby za młodu był zimny? — Lecz od starszych trzeba żądać rozumu, nabytego doświadczeniem, ale niestety, tego właśnie nie mieli ci, którzy powstanie styczniowe wywołali. To powstanie było jednak tylko domiarem nieszczęść poprzednich, bo w nieszczęściach samych pomnażała się nasza nieszczęsna sława. Lecz wówczas byłem jeszcze za młody na takie refleksye, a musiałem wierzyć w to, że w rządzie narodowym są ludzie ze sercem i głową. Nie moja wina, że było inaczej.
Czy można potępić szeregowych powstańców za to, że poszli się bić? Nie można. Tych młodych, którzy poszli się bić, trzeba przeciwnie – uczcić. Powstanie styczniowe pokazało, że jesteśmy narodem, który chce mieć nowoczesne państwo. I jest do tego zdolny. Mimo, że jego wysiłki zaowocowały hekatombą. Ale nie hekatombę czcimy – tylko wolę Narodu, poświadczoną ofiarami życia.
4.
Zgódźmy się: bez woli posiadania wolnej Ojczyzny nie ma wolnej Ojczyzny. O Czechach proszę mi tu nie mówić. No dobrze, chwała Czechom, ale nie możemy gdybać – "co by było, gdybyśmy byli Czechami" (osobiście nie chciałbym, ale de gustibus etc.) – bo Czechami nie byliśmy i nie jesteśmy. To, że Polska powstała w roku 1918 – zawdzięczamy jednak temu, że kolejne pokolenie poszło w bój. Też bez broni – czytaj, z początku bez własnej armii. Gdyby nie przykład powstańców styczniowych – zapewne tego by nie było. Bo to szeregowi powstańcy styczniowi, dokładnie tak samo, jak wielkopolscy, pokazali, że jesteśmy narodem, który chce niepodległości. Jedno wynika z drugiego. Kropka.
- - - - - - - - -
NADTO GOSPODARZ STRONY ZAPRASZA:
b) na najbliższy koncert: "POWSTALI 1863" w Poznaniu w Auli UAM - w tę sobotę o godz. 18.00 (a wcześniej, przed południem, będzie konferencja popularnonaukowa o powstaniu styczniowym - zacne osoby będą tam głosić - w Pałacu Działyńskich, zob. [TU]) - i na wszelakie inne koncerty;
a) do dzielenia sie okruchami wspomnień etc. na stronie WWW.OKRUCHY1863.PL
c) do płyty własnej "Idźmy!śpiewy powstańcze 1863", która po raz pierwszy pokaże się podczas w/w koncertu w dniu 19 stycznia [klip z płyty- tu].
z ukłonami, jk


Komentarze
Pokaż komentarze (5)