bitwa pod Olszakiem (zwana bitwą pod Tartakiem, Pątnowem, Olszyną etc) | XIX-wieczna pocztówka patriotyczna | z archiwum autora
bitwa pod Olszakiem (zwana bitwą pod Tartakiem, Pątnowem, Olszyną etc) | XIX-wieczna pocztówka patriotyczna | z archiwum autora
Jacek Korabita Kowalski Jacek Korabita Kowalski
1430
BLOG

Powstanie 1863: KÓRNICZANIE W POWSTANIU STYCZNIOWYM

Jacek Korabita Kowalski Jacek Korabita Kowalski Historia Obserwuj temat Obserwuj notkę 2

 

 


22 stycznia 2013 roku o godz. 18.00, w 150 rocznicę wybuchu powstania styczniowego, odprawiona została w kórnickiej kolegiacie uroczysta Msza Święta za dusze uczestników i organizatorów powstania związanych z Kórnikiem. Burmistrz, dyrektor Biblioteki Kórnickiej PAN (czyli Zamku) oraz delegacja miejscowego koła PiS złożyli kwiaty na grobach hrabiego Jana Działyńskiego i kórnickich powstańców (zachowały się groby Hermogenesa Węclewicza i Franciszka Kosmalskiego). Bractwo Kurkowe oddało salwę honorową. Udział w uroczystości wzięło dziesięc pocztów sztandarowych szkół, różnych organizacji społecznych, bractwa kurkowego i partii politycznych (PiS, PSL).

 

O udziale kórniczan w powstaniu styczniowym wiemy wiele, ale – jak napisał autor podstawowego opracowania, Ryszard Marciniak – „nazwisk pewnej ilości ochotników nigdy już się nie dowiemy – ślad o nich zaginął; o niektórych tylko blade wspomnienie następnych pokoleń przekazało wieść”. Ostatnie lata pouczają, że ta lista wciąż jeszcze może zostać uzupełniona. Tu apel do czytelników: jeśli ktokolwiek ma jakąś wiedzę na ten temat – prosimy o kontakt. Na przykład – o wpis na założoną właśnie w tym celu stronę  www.okruchy1863.pl. Za już przyjęte sygnały – dziękuję, nie zdążyłem ich jeszcze wszystkich wykorzystać. Tymczasem, nadal apelując do rodzinnej pamięci mieszkańców Kórnika i nie tylko, nie zaszkodzi przypomnieć podstawowe fakty.

 

KOMITET DZIAŁYŃSKIEGO

Powtórzę tu cytowane już przeze mnie na tym blogu wspomnienia siostry Jana Działyńskiego i Sługi Bożej Jadwigi Zamoyskiej – Anny z Działyńskich Potockiej:

 

Gdy przyszła pierwsza wieść o powstaniu, krzyk boleści się rozległ najpierw; bo wszyscy od razu zrozumieli, że to nieszczęście straszne się gotuje, że sił zabraknie, że przygotowania innego potrzeba, że chwila źle wy­brana. Ale […] zaraz wszelkie usiłowania zwróciły się do tego, by nieść pomoc powstaniu w ludziach, pieniądzach, odzieży i amu­nicji.

 

Ośrodkiem organizującym tę pomoc stał się tajny Komitet Działyńskiego z siedzibą w Pałacu Działyńskich w Poznaniu i zapleczem w dobrach kórnickich:

 

Dom nasz [Pałac Działyńskich] w jedną wielką pracownię się zamienił. U Brata mego [Jana Działyńskiego] na górze ludzi ciągle naradzających się po dniach i no­cach pełno było; lano kule, sporządzano broń, pisano. Na dole Matka moja cały warsztat na odzienia otworzyła. […] wraz ze mną poszła od sklepu do sklepu, prosząc o popar­cie sprawy […] Pamiętam jeszcze te ogromne bale płótna, flaneli, sukna, stosy ciepłych rękawic, filcowych butów, wreszcie cygar i wódek. Cały dzień w domu i całą noc prawie krajano, fastrygowano i robotę po domach roznoszono. Wieczorem przy czytaniu gazet robiłyśmy szarpie i krajały bandaże.

 

BOJOWY CHRZEST KÓRNICZAN

W tym czasie kilkudziesięciu kórniczan zasiliło już oddział sławnego dowódcy Kazimierza Mielęckiego. Pobity pod Nową Wsią, wycofał się w lasy pod Kazimierzem Biskupim koło Konina. Tu dołączyli kolejni kórniczanie. Wśród nich – były oficer rosyjski Aleksander Magnuski, który objął ponoć funkcję szefa sztabu, oraz kowal z zakładów Cegielskiego Czesław Olsztyński [zob. www.okruchy1863.pl, OKRUCH nr 2, oraz mój tekst na tym blogu, TU]. Po powstaniu obaj zamieszkali w Kórniku, gdzie Magnuski zmienił nazwisko na Antoni Szulczewski i prowadził w Rynku znany sklep z cygarami i tytoniem, Olszyński zaś spokrewnił się z rodzinami Kociałkowskich i Grzegorowskich (zmarł jako właściciel sklepu w Kościanie – tamże znajduje się jego grób). Po zwycięskiej potyczce pod klasztorem w Bieniszewie dotarł do Mielęckiego oddział płk. Antoniego Garczyńskiego, a w nim syn kórnickiego rolnika Antoni Izikiewicz. Zginął on kilka dni później pod Dobrosołowem; po tej klęsce powstańcy Mielęckiego uciekli na stronę pruską, aby lizać rany.

 

CALLIER NA KÓRNICKIM PROBOSTWIE

Tymczasem do Kórnika przyjechał Wielkopolanin francuskiego pochodzenia (w trzecim pokoleniu), były żołnierz legii cudzoziemskiej, a potem znany historyk Edmund Callier. „Porzucił bez wahania stanowisko swoje, pożegnał rodzinę i przyjaciół, i pospieszył ku granicy, by z najpierwszym oddziałem wyruszyć w pole” (wedle wspomnień Żychlińskiego). A teraz wspomina uczestnik tej wyprawy, Józef Szmyt z Radzewa:

 

W niedzielę w pierwszych dniach marca 1863 r. przybył Callier wieczorem na probostwo do Kórnika w chęci porozumienia się, w jaki sposób i gdzie zebrać oddział ochotników. […] hr. Jan Działyński […] zawezwał swego pomocnika i nadleśniczego i polecił im wydobyć z dóbr 60 tysięcy talarów na poparcie powstania. […] Ofiarował Callierowi wszelką broń, jaką miał w zbrojowni zamkowej (reszta zamówionej przezeń w Belgii broni nadchodziła z wolna i dostawała się oddziałom później się tworzącym) i przesłał ją w skrzyni na miejsce zborne ochotników, na Zofiówkę, folwark należący do Wielkich Jezior pod Zaniemyślem.

 

Rozkazy hrabiego [więcej o Janie Działyńskim tu na moim blogu] wypełniali ponoć Kazimierz Gierliński, który jako leśnik ze Zwierzyńca miał wozić broń oraz urzędnicy kórnickich dóbr Józef Szlagowski i Jan Szrejbowski. Podobnych wypraw było więcej. Niektórzy ochotnicy dali się jednak schwytać przez Prusaków. I tak w dniu 21 marca pojmani zostali kórniczanie: lakiernik Telesfor Blachowski, szewc Bonawentura Szelążkiewicz, igielnik Andrzej Smoczyński, uczniowie szewscy Marcin Kochankiewicz i Franciszek Pełczyński, czeladnicy rzeźniccy Ignacy Pełczyński, Jan Kopankiewicz i Stanisław Chmielewski, czeladnik blacharski Adam Rychlicki, czeladnik ślusarski Szymon Kowalski, czeladnik kuśnierski Antoni Pawłowicz, uczeń krawiecki Mikołaj Wujek, czeladnik murarski Kazimierz Ptaszyński oraz Władysław Królikowski. Wszyscy oni trafili na czas jakiś do poznańskiej Cytadeli, ale niektórzy po uwolnieniu znów ruszyli do powstania.

 

BITWA POD OLSZAKIEM [zob. foto wyżej]

Tymczasem Callier przedostał się do Mielęckiego w lasy kazimierskie pod Koninem. Byli wówczas z nim (między licznymi innymi, których nazwisk nie znamy) Józef i Jan Szmytowie – czyli panicze z Radzewa (ich brat Lucjan znalazł się już wcześniej u Mielęckiego jako lekarz), Byczyński z Bnina, szewc Hermogenes Węclewicz z Kórnika oraz Wojciech Jaskóła i Stanisław Kucharski z Małych Jezior pod Zaniemyślem. W obozie stanęli też dwaj wujowie kórniczanki Anny Michałowskiej (prababki piszącego te słowa) – Maciej i Stanisław Kryszkiewicze. Wszyscy razem pokazali, co potrafią, w sławnej bitwie stoczonej w dniu 22 marca pod Olszakiem (nazywanej też bitwą pod Pątnowem, Tartakiem lub pod Olszowym – dziś przedmieścia Konina). Po pięciogodzinnej walce rosyjski dowódca, książę Emil de Wittgenstein był przekonany, że ma do czynienia z czterokrotnie silniejszym przeciwnikiem – i wycofał się. Jednak Callier został ciężko ranny, a sam Mielęcki – śmiertelnie. U ich boku rany odnieśli też Józef Szmyt, walczący jako strzelec i Aleksander Magnuski. Jeszcze tego samego dnia druga kolumna rosyjska majora Nielidowa zaskoczyła powstańców pod Mikorzynem koło Ślesina. Tu zginął Maciej Kryszkiewicz, a cały oddział poszedł w rozsypkę. Część ludzi przeszła do innych dowódców; Hermogenes Węclewicz uszedł za granicę pruską.

 

YOUNG I TACZANOWSKI

Ale otwierał się nowy etap powstańczych walk. Za sprawą Komitetu Działyńskiego wyekwipowano trzy oddziały, oddane pod dowództwo Edmunda Taczanowskiego oraz Francuzów: Léona Younga de Blanhkenheim i Emila Faucheux. Rozłożyły się one obozami: w Pyzdrach, pod Słupcą i w lasach kazimierskich jako zalążek armii, planowanej na 10.000 żołnierzy. 26 kwietnia pod Nową Wsią Young zmusił do ucieczki za granicę pruską majora Nelidowa. Z Youngiem ponownie ruszył w pole Olsztyński, po raz pierwszy zaś Leon Król, rymarz i siodlarz z Kórnika,przodek kórnickich rodzin Andrejewskich, Ciastowskich, Kościańskich, Królów, Krzyżostaniaków i Tomczaków, który pozostawił po sobie pamiętnik, zdeponowany w zbiorach Biblioteki Kórnickiej [zob. www.okruchy1863.pl, OKRUCH nr 12]. Jak sam pisze, znajdował się „w drugiej kompanii, która się z samych poznańczyków składała, pod kapitenem Maryjańskim”. Younga wspomógł oddział Józefa Alojzego Seyfrieda, w którym służyli Byczyński z Bnina i dwaj bracia Szmytowie z Radzewa. Byczyński i Jan Szmyt zostali ranni, ten ostatni, jak się okazało – śmiertelnie. Z to Lucyan Szmyt już przed tą bitwą zrezygnował z funkcji medyka, mianowany adiutantem kapitana Zielińskiego, a wkrótce awansowany na porucznika.

 

29 kwietnia rosyjski generał Kostanda uderzył na Younga pod Brdowem. Walczyli tam kórniczanie Król i Olsztyński, nadto Ludwik Gasiński (syn rajcy kórnickiego Kazimierza), tapicer Marceli Igler, Stanisław Pudelski (syn rajcy kórnickiego Jana, czeladnik rzeźnicki), Wojciech Twardowski, dwaj synowie mistrza rzeźnickiego Marcina Kopankiewicza: Jan (czeladnik szewski) i Marcin (prawdopodobnie rzeźnik) oraz Telesfor Blachowski, a także wspomniany już Stanisław Kryszkiewicz i Franciszek Kosmalski, późniejszy bninianin. Po czterech godzinach walki oddział rozproszył się; Jan Kopankiewicz zginął, Blachowski został wzięty do niewoli i zesłany w głąb Rosji, a Gasiński, Pudelski oraz Igler osadzeni w więzieniu w Koninie. Twardowski, Olsztyński i Marcin Kopankiewicz przedostali się do Kórnika. Król przeszedł do oddziału Alojzego Seyfrieda, którym potem dowodził Ludwik oborski. W tej bitwie poległ też Young de Blankenheim. Wedle długo utrzymującej się legendy miał jednak uciec do Kórnika i ukrywać się w domu państwa Rozmiarków przy ul. Dworcowej, a po ozdrowieniu powrócić do ojczystej Alzacji. Ta plotka zrodziła się zapewne – jak sądził Ryszard Marciniak – za sprawą kórnickich podkomendnych Younga.

 

HRABIA JEDZIE DO OBOZU

Zarazem w Poznaniu w dniu 28 kwietnia, po rewizji w Pałacu Działyńskich, doszło do dekonspiracji Komitertu. Aresztowano sekretarza tajnej organizacji – Józefa Rustejkę, kórnickiego bibliotekarza. Hrabia Jan uciekł do obozu Taczanowskiego w Pyzdrach. Przedostali się tam również znani nam już Hermogenes Węclewicz, Franciszek Kosmalski, a ponadto Jan Mikołajczak (który, podobnie jak Olsztyński i Szulczewski, został kórniczaninem już po powstaniu). 29 kwietnia wzięli udział w zwycięskim odparciu rosyjskiego ataku na Pyzdry. Innym ochotnikom nie poszczęściło się – na granicy zatrzymani zostali zdążający do powstania dwaj czeladnicy szewscy z Kórnika, Józef Czechlewski i Stanisław Głódziński oraz parobek Ignacy Machay.

 

Wkrótce oddział Taczanowskiego musiał cofnąć się przed nadchodzącym generałem Brunnerem. Powstrzymano go wprawdzie pod Kołem (wiemy, że miał tu walczyć Węclewicz), ale pojawiła się kolejna kolumna majora Mikołaja Krasnokutskiego. W lesie pod kolonią Ignacewo, pomiędzy Sompolnem a Ślesinem, doszło do sławnej i długiej bitwy z połączonymi siłami Rosjan. Na znanej akwareli uwiecznił ją wkrótce Juliusz Kossak. Walczyli tu Węclewicz, Kryszkiewicz i Mikołajczak, który został ciężko ranny. Udział wzięli też zapewne wszyscy pozostali wyżej wymienieni kórniczanie. Ponieśli klęskę, bo niemieccy koloniści wskazali Rosjanom ukrytą drogę na tyły polskich szyków. Odznaczył się wówczas hrabia Jan Działyński. Przytoczmy wspomnienia kawalerzysty – Wyskoty Zakrzewskiego:

 

Z mojego miejsca widziałem także Działyńskiego, stojącego na szańczyku i strzelającego z prawdziwie budującym spokojem ze swego 16-tu strzałowego karabinu jak prosty żołnierz. Prawda, czynił on to samo pod Pyzdrami, ale tam stali nasi za sosnami w bardzo łagodnym ogniu – tu biło w szańczyk, mający co najwyżej 120 kroków długości, 8 armat i strzelało do niego 1000 karabinów.

 

Po klęsce hrabia Jan objął dowództwo nad cześcią ocalałych powstańców i wyprowadził ich z okrążenia, przekroczył granicę zaboru pruskiego i udał się do Paryża, gdzie został przedstawicielem Rządu Narodowego. W stajniach zamkowych w Kórniku pozostał jego rumak „z 24-ma ranami po bitwie pod Ignacewem” (jak zapisała siostra hrabiego, Anna). Na jakiś czas wrócił do Kórnika także i Hermogenes Węclewicz, a Stanisław Kryszkiewicz bodaj wówczas wpadł w ręce Prusaków i został uwięziony w Śremie.

 

RAJDY TACZANOWSKIEGO, CALLIERA I INNYCH

Jednak część kórnickich ochotników pozostała w szeregach – jak Leon Król – a inni wkrótce do nich powrócili. W maju pojawił się znów niezmordowany Edmund Callier. Kiedy 10 czerwca poniósł klęskę pod Kleczewem, byli z nim kórniczanie Stanisław Czubała i cieśla Kubalak, którzy zmarli z ran; zapewne był też bninianin Czajkowski, uwięziony przez Prusaków, gdy przedzierał się na powrót do Księstwa. W lipcu zatrzymani zostali na granicy zdażający do powstania kórnicki rzeźnik Błażej Chmielewski i pisarz z dóbr Działyńskiego w Źrenicy pod Środą, Hektor Grochalski. Edmund Taczanowski ze swoją dywizją jazdy przemierzał wówczas Wielkopolskę wzdłuż i wszerz. Pod Taczanowskim służyli znani nam już dobrze Franciszek Kosmalski, Olsztyński (który otrzymał na ten cel wsparcie finansowe od hrabiny Celestyny Działyńskiej), Węclewicz i Król. Kosmalski jako członek sztabu dosłużył się podobno stopnia majora, a po powstaniu został nadleśniczym w dobrach kórnickich (jego grób znajduje się na dawnym przykościelnym cmentarzu w Bninie). Król jako strzelec wziął udział w wielu starciach podczas trzymiesięcznej kampanii Taczanowskiego. W swoich wspomnieniach barwnie opisał zwycięską potyczkę pod Sędziejowicami w dniu 26 sierpnia 1863 roku:

 

Po dosyć forsownym dwudniowym marszu udajemy się na spoczynek do Sędziejowic, strzelcy i kosynierzy obozują w boru małą mileczkę od Sędziejowic; nad ranem kiedy się zaczął dzień robić, napada 50-ciu książąt rosyjskich na kawaleryją polską w Sędziejowicach; po dwugodzinnej utarczce zostali owi książęta wyparci za wieś, za wsią na cmentarzu ustawili konie w czworobok i walka szła dali. Dopiero jak my strzelcy nadeszli i daliśmy ognia dwa razy, konie popadały, a książęta przyduszeni. Reszty kosyniery dokonali. Adjutantem przy Jenerale Taczanowskim był pan Stanisław Dąbski; naraz daje się słyszeć głos: „Stasiu Dąbski ratuj, jestem Orusow [właściwie: Urusow, przyp. JK]”. Dąbski komenderuje: „stój”. I o dziwo z tego rumowiska trupów wydobywają księcia Orusowa żywego, który potem został ułaskawiony i na wolność puszczony.

 

Zagłada doborowego oddziału kawalerii, w którym służyli synowie rosyjskich arystokratów, zelektryzowała rosyjskie dowództwo. W dniu 29 sierpnia, jak pisze tenże Leon Król,

 

Po paru potyczkach z Kozakami zostaliśmy rozbici pod Kruszyną. Ja szczęśliwie i zdrowo z bitwy wyszedłem. Najwięcej kawaleryja ucierpiała, gdyż na nią rakiety puszczali, a konie nie ujeżdżone w popłochu jeźdźców pozrucały i nogi sobie łamały.

 

Król walczył dalej, wstąpiwszy „do żandarmeryi pod dowództwem kapitana Powidzkiego”. Swój szlak bojowy zakończył dopiero bitwą pod Jeżewem 5 grudnia, gdzie został ranny. Po powrocie do Wielkopolski „wzięty za karę do wojska pruskiego” odbył kilka kampanii, aby potem zamieszkać w Kórniku, gdzie, jak pisano, „otoczony szacunkiem współobywateli” doczekał wolnej Polski.

 

Inni walczyli nieco krócej. Czesław Olsztyński opuścił szeregi przed klęska kruszyńską, Węclewicz w listopadzie. Doktor Lucjan Szmyt z Radzewa poległ 25 września „w bitwie pod Strykowem, cięty szablą w głowę przez Czerkiesa, w tej właśnie chwili, kiedy runął pod nim koń w biegu, a on wypadłszy z siodła, powstał i konia podnieść usiłował”.

 

INNI KÓRNICCY WETERANI

Obok nich powstańcem był też zmarły w 1930 roku kórnicki murarz Franciszek Leciejewicz, choć nie wiadomo, gdzie walczył. Inny kórniczanin, Ignacy Wieruszewski, działał w Warszawie w drużynach Rządu Narodowego. Został pojmany i skazany do rot aresztanckich; ślad po nim zaginął. Żyją też w Kórniku rodziny osiadłe później, które mają w żywej pamięci swoich antenatów – powstańców styczniowych. I tak przodek państwa Suszków, inż. Karol Firganek ze Stanisławowa, służył kolejno w dwu oddziałach, które przedostały się do Królestwa z Galicji, biorąc udział m.in. w sławnej potyczce o dwór koło Imbramowic. Pozostawił też po sobie niezwykle ciekawe pamiętniki, których odpis znajduje się w Bibiotece Kórnickiej.

 

[tekst powyższy(z małymi zmianami) został wcześniej opublikowany przez autora w ostatnim numerze czasopisma „Kórniczanin” (teraz w kilku drobnych fragmentach poprawiony)]

 

- - - - - - - - -
NADTO ZAPRASZAM:

A) na koncert "IDŹMY! ŚPIEWY POWSTAŃCZE 1863" w kościele parafialnym Niepokalanego Poczęcia w Górze Kalwarii, w niedzielę 27 stycznia o godz. 16.00 - i na wszelakie inne koncerty;

B) do dzielenia sie okruchami wspomnień 1863 etc. na stronie WWW.OKRUCHY1863.PL

C) do płyty własnej "Idźmy! śpiewy powstańcze 1863", która po raz pierwszy pokaże się podczas w/w koncertu w dniu 19 stycznia [klip z płyty- tu].

z ukłonami, jk

 

Zobacz galerię zdjęć:

Msza Święta 22 stycznia w kórnickiej Kolegiacie | foto Łukasz Grzegorowski
Msza Święta 22 stycznia w kórnickiej Kolegiacie | foto Łukasz Grzegorowski Msza Święta 22 stycznia w kórnickiej Kolegiacie | jeden z dziesieciu  pocztów sztandarowych | foto Łukasz Grzegorowski Msza Święta 22 stycznia w kórnickiej Kolegiacie | jeden z dziesieciu  pocztów sztandarowych | foto Łukasz Grzegorowski Msza Święta 22 stycznia w kórnickiej Kolegiacie | salwa honorowa bractwa kurkowego, oddana z wiwatówki | foto Łukasz Grzegorowsk kwiaty na grobie Franciszka Kosmalskiego w Bninie składa burmistrz Kórnika i Bnina | foto Łukasz Grzegorowski kwiaty nad kryptą Działyńskich w Kolegiacie, podczas Mszy św., składa dyrektor Bibl. Kórnickiej PAN | foto Łukasz Grzegorowski nasza płyta

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Kultura