Czy jest przepis na lewackich zadymiarzy na uniwersytecie?
Widocznie jest, skoro - jako rzecze Cwiąkalski [tu] - istnieje takowy przepis na zadymiarzy prawicowych. A przynajmniej powinien być takowy także na lewicowych, na zasadzie symetrii.
Ale premier jakoś o tym przepisie nie mówi. Ochroniarze zaś nie działają wobec lewackich zadymiarzy tak skutecznie, jak podczas wykładu prof. Srody wobec prawicowych. Pomijam analizę przypadku zaistniałego podczas tego wykładu, choć zdaje się, że jednak rzecz wyglądała inaczej, niż GazWybor nadaje. Ale - powiadam - pomijam.
Natomiast o zadymiarzach lewicowych, czy w zasadzie lewackich, wiem coś, bo, proszę Państwa, w ciągu ostatnich trzech tygodni paru osobników przebranych za homoseksualistów płci czworga (jeśli wolno się tak wyrazić) zaczęło grasować na naszym wydziale, jak i na wydziale sąsiednim. Urządzili znane już zapewne Szanownym Czytelnikom wulgarne pseudohepeningi - z przylepianiem na drzwiach kilku gabinetów swastyk, haseł "p... do gazu" itd itp. Że to niby w tych gabinetach siedzą faszyści, czyli homofoby.
Przedsięwzięcia te skierowane były przeciwko kilku naszym profesorom, członkom AKO, w związku z listem tego szacownego grona dotyczącym sprawy prof. Pawłowicz. Incydenty były po pierwsze głupie. Po wtóre niesmaczne i wulgarne. Po trzecie...
...powstrzymam się od ich dalszej analizy. Może nie warto ich w ogóle nagłaśniać. Wedle zasady: Genderjugend sama przyszła pokrzyczeć - niech sobie Genderjugend pokrzyczy sama i sama odejdzie. Przeżyliśmy potop szwedzki, przeżyjemy i radziecki, etc., mawiało się kiedyś. Nadto są to chyba jakieś importy pozawydziałowe (maskują się, więc pewności nie ma), takie przeszczepy z obcego ciała. Oby.
Tym niemniej, w związku z ich wulgarnymi działaniami policja - za zgodą rektora, a pono z inspiracji jakichś dziennikarzy - coś tam wszczęła. Ale oficjalnie rektor milczy, minister milczy, premier milczy. Media coś pisnęły i milczą. Za to na wierzchu medialnym są zakłócacze wykładu prof. Srody i obrońcy prof. Pawłowicz. Tutaj już premier i rektornie milczą: odcinają się, piętnują etc itd w różnych odcieniach, każdy wedle swego schematu i potrzeby.
Nie musi mi nikt tłumaczyć, dlaczego tak jest. Sam wiem od jakiegoś czasu - i od jakiegoś czasu przestaję się dziwić. I nie mam ochoty (na razie) komentować. Tyle rzeczy trzeba robić, a o tym sapienti sat.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)