gimnazyasta trzemeszeński lat onych | zbiory p. Artura Bilewskiego
gimnazyasta trzemeszeński lat onych | zbiory p. Artura Bilewskiego
Jacek Korabita Kowalski Jacek Korabita Kowalski
419
BLOG

Powstanie 1863: JUTRO CHŁOPCY UCIEKNĄ ZE SZKOŁY: Trzemeszno

Jacek Korabita Kowalski Jacek Korabita Kowalski Historia Obserwuj temat Obserwuj notkę 0

  

|ksiądz Chotkowski… |

…czyli później ksiądz, a na razie jeszcze „gimnazyasta” szkoły trzemeszeńskiej, wyprowadził sześćdziesięciu kolegów na śmierć. Już jutro - minus sto pięćdziesiąt lat. Po pięćdziesięciu latach żałował, ale i tak  pisał - że szli za Ojczyznę się bić. Bez sensu - ale jednak. Dziś preliminaria tej wyprawy… Poszli w sobotę (rocznica w czwartek), a ostatnie przygotowania były w piątek (czyli w dzisiejszą środę minus 150 lat). To był zabór pruski, Wielkopolska - ale granica Królestwa zaledwie o krok. Słowa Chotkowskiego:

 

| zostaję
komisarzem cywilnym |

Wiadomość o wybuchu powstania wywarła na mnie deprymujące wrażenie, chociaż od da­wna go się spodziewałem. Wiedzieliśmy jednak tyle, że do powstania nic nie jest przygotowane, a walkę podjęto z wielkim i potężnym wrogiem. O tem żeby porzucić książki i szkołę, którą mia­łem właśnie tego roku kończyć, w pierwszej chwili nie myślałem.

 

Zaledwie jednak minął tydzień niepewności, przyszedł rozkaz od komitetu rządu narodowego z Gniezna. Nakazano, żeby stu gimnazyastów by­ło gotowych do wymarszu, skoro rozkaz przyj­dzie. — Szałek mianowany został komisarzem wojennym, a ja komisarzem cywilnym. Ten wy­soki urząd polegał na tem, że otrzymałem kilka­naście talarów i. kilkanaście par rękawic cie­płych. Kto otrzymał parę rękawic, był tem sa­mem przyjęty do wojska narodowego. Jednemu kupiłem burkę, jednemu buty, zakupiłem kilkanaście kos od żyda: — i fundusze narodowe by­ły w kasie komisarza cywilnego wyczerpane.

 

| ochotnik z kijem |

Pamiętam dobrze, jak pewnego dnia zgłosił się do mnie czeladnik stolarski z ogromnym ki­jem w ręku. — Na co koledze ten kij? — pytam ochotnika. — Jak go tem zgolę między ślepie, to się przewróci! — odpowiedział zuchowato. — Musiałem mu tłumaczyć, że na wojnie kij nie przyda się na nic, i że będzie strzelał do Moskali z karabinu, który później dostanie. A tymczasem dałem mu do ręki pudełko kapiszonów, na znak przyjęcia.

 

| pójdzie sześćdziesieciu |

Wszelkie rozkazy komitetu spełnialiśmy do­kładnie, tylko na jednym punkcie stanęliśmy obaj ze Szałkiem twardo tj. oświadczyliśmy sta­nowczo, że gimnazyastów nie weźmiemy, ani je­dnego więcej, nad sześćdziesiąt. Robiliśmy bo­wiem przegląd ścisły i dokładny. — Malcy z niż­szych klas, byliby wszyscy pobiegli, aleśmy przecie z „Partyzantki” Stolzmana wiedzieli, jakie­go zdrowia i sił taka wojna wymaga. Na star­szych nie wywieraliśmy żadnej presyi, liczyliśmy tylko na tego, kto sam się oświadczył z ochotą. Naliczyliśmy więc 60 takich, których można by­ło uważać za zdatnych. — Komitet musiał ustą­pić, chociaż nawet niektórzy profesorowie wy­rażali zdziwienie, że tylko tak mało nas pójdzie.

 

| idzie broń do komina |

Z wolna zaczęła napływać broń rozmaitego gatunku, a niektórzy z chłopców sami się o nią postarali. — Mieszkałem wówczas z Bolechem w budynku starego gimnazyum. Był tam, przy dawnej auli gimnazyalnej, olbrzymi komin, do którego prowadziły ukryte drzwi żelazne. Mo­żna było przez nie przejść dosyć wygodnie. Ten komin miałem zapełniony bronią i rozmaitą amunicya.

 

| Prusacy ściągają buty |

Tymczasem dowiedziano się w Poznaniu o tem, co się święci i przysłano do Trzemeszna dwie kompanie piechoty. Komenderujący major miał polecenie, przeszkodzić na wszelki sposób, żeby gimnazyaści nie wyszli do powstania. Przypuszczano prawdopodobnie, że utworzy się zbrojny oddział i pomaszeruje z paradą. Stoso­wnie do tego też p. major działał z wszelką ostrożnością. Wiedzieliśmy, że z zachodem słoń­ca krążą po drogach za miastem patrole, i ka­żdego przechodnia zatrzymują. Doświadczyliś­my tego na sobie, obaj ze Szałkiem, bo nas rewidowano dokładnie. Mnie nawet buty ściągnęli z nogi. — Trzeba się więc było do tego zasto­sować.

 

| 26 lutego czwartek
- 27 lutego piątek |

Niecierpliwie oczekiwaliśmy. Dzień został wreszcie oznaczony na sobotę 28 lutego. Dopiero w czwartek [26 lutego] powiadomieni zostali wszyscy popi­sowi pod zaklęciem, żeby żaden tajemnicy nie zdradził. W piątek [27 lutego] miał każdy, za dnia, wynieść do wskazanej pod miastem stodoły, broń i wszel­kie przybory. W piątek też zajechał, na ozna­czoną godzinę, wóz na podwórze starego gimtiazyum i stanął pod mojemi oknami. Mieszkałem na piętrze, ale dom był stary, więc piętro było tak niskie, jak wysoki parter. Wynosiłem przeto wszystkie zapasy ze wspomnianego komina i po­dawałem oknem, a woźnica układał w słomie na wozie i słomą wszystko nakrył. Potem otworzy­łem bramę i zamknąłem za nim.

 

| CIĄG DALSZY NASTĄPI |

 

[CYTOWAŁEM ZA: 
ks. Władysław Chotkowski,
„Wyprawa trzemeszeńska roku 1863”, Poznań 1913
[odbitka z „Dziennika Poznańskiego”
]

 

- - - -


NADTO ZAPRASZAM

DO WPISÓW

NA  www.okruchy1863.pl

i do własnej płyty:

 
Idźmy!
śpiewy powstańcze 1863:


TU SKLEPIK

A TU KLIP


z ukłonami, jk

 

 

 

Zobacz galerię zdjęć:

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Kultura