| Homer sobotni klnie Moskala |
Nad Homerem
cne pacholę
W trzemeszeńskiej
ślęczy szkole
Myśląc: Boże mój!
Niech Homera
jedzą mole,
A my w pole,
a my w pole!
Za Ojczyznę w bój!
28 lutego 1863 roku była sobota – dziś jest czwartek. Rocznica, którą się dziś będzie w Trzemesznie fetować. Jadę tam za chwilę. Ks. Chotkowski:
W sobotę [28 lutego] miał dyrektor, w połączonych prymach, Homera. Czytaliśmy 5 książkę Iliady i właśnie na tę sobotę przypadał ustęp, w którym Diomed tak srodze walczy, że nawet zranił Minerwę, a klnie, aż liście z drzewa się sypią. Niezmiernie mi te bohaterskie czyny przemawiały do serca, a przede wszystkiem postanawiam sobie, nie szczędzić Moskalom takich homerycznych wyzwisk, skoro ich tylko zobaczę, a przecie już po południu wybierałem się w drogę.
| wyjście południowe |
W sobotę do południa mieli być wszyscy w szkole, a od południa pojedynczo wychodzić z miasta i iść nad jezioro pod Miatami, na wskazane miejsce. Było tam urwisko, w którem mogła się bezpiecznie ukryć gromada ludzi. Była nadto instrukcya, żeby każdy wziął albo uwolnienie na kilka dni od dyrektora, albo świadectwo odejścia. — Niestety, tej instrukcyi mało się kto trzymał. Druga była wydana przestroga, żeby każdy zabrał żywności na trzy dni, ale i o tem mało kto pamiętał.
| pseudodonos & nikt nie skrewił |
Kiedym sam przybył na umówione miejsce, zastałem już wszystkich zgromadzonych. Ani jeden nie skrewił, z popisowych. Nagle usłyszeliśmy sygnały wojskowych trąbek, które z miasta dochodziły do nas po wodach jeziora. Rzeczywiście, major pruski gromadził swoje zastępy, bo przyniósł mu pewien chłop denuncyacyę, że się powstańcy w lesie gromadzą. Las ten był w przeciwnej stronie, a chłop był umyślnie na to posłany, żeby wojsko pruskie z miasta wyprowadzić. — Podstęp udał się zupełnie. Na miejscu zebrania zastał każdy z nas swoją broń i pakunek. Nie brakło ani śpilki.
| Ruchocin & śledź z beczki |
Ruszyliśmy tedy pieszo do miejsca, gdzie czekały podwody i stamtąd dojechaliśmy do Ruchocina, gdzie czekała kompania gnieźnieńska i reszta ludzi z powiatu mogileńskiego, którzy razem z nami mieli tworzyć kompanię mogileńską. — Dano nam też w Ruchocinie kolacyę. Składała się ze śledzia i chleba. Śledzie były prosto z beczki, ale ja sobie przypomniałem, że mam kiełbasę w torbie. Więc najprzód dostał kawał mój przyjaciel Bolech, ale wnet amatorów znalazło się tylu, że moja kiełbasa znikła, jak kamfora bez pieprzu. Miałem też blaszaną manierkę, pełną kminkówki, więc i tę kminkówkę spotkał ten sam los co kiełbasę.
| CIĄG DALSZY NASTAPI |
[CYTOWAŁEM ZA: za: Ks. Władysław Chotkowski, „Wyprawa trzemeszeńska roku 1863”, Poznań 1913[odbitka z „Dziennika Poznańskiego”]
- - - -
NADTO ZAPRASZAM DO WPISÓW NA www.okruchy1863.pl
i do własnej płyty:
Idźmy!
śpiewy powstańcze 1863:
z ukłonami, jk





Komentarze
Pokaż komentarze