rycina, o której mowa - opublikowana z błędnym podpisem w roku 1931
rycina, o której mowa - opublikowana z błędnym podpisem w roku 1931
Jacek Korabita Kowalski Jacek Korabita Kowalski
1313
BLOG

Powstanie 1863: bitwa w Dobrosołowie – NIEZNANY DOKUMENT

Jacek Korabita Kowalski Jacek Korabita Kowalski Historia Obserwuj temat Obserwuj notkę 6

 

 

 

…dokument wizualny: nieznany, a przynajmniej, jak się zdaje, absolutnie zapomniany. Widnieje powyżej – w kiepskiej reprodukcji sprzed ponad 80 lat, tyle, że omylnie podpisanej – i dlatego aż dotąd nie wiązanej z trzemeszeńskimi ochotnikami. Znacznie lepszą reprodukcję otrzymał kilka dni temu w prezencie burmistrz Trzemeszna, a mniejszą nieco zamieściły (przed)ostatnie Pałuki (za podszeptem niżej podpisanego). Ale ab ovo

| pobudka |

Ledwie zdrzemnąć się zdążyli,

Straże budzą ich po chwili:
Dalej, dalej w dal!
Bo Moskale o pół mili,
Zaraz się będziemy bili;
Ładuj, cel i pal!
          piosenka Wyprawa trzemeszeńska

Grubo przed świtem 2 marca 1863 zerwano trzemeszeńskich „gimnazyastów” na nogi ze spartańskich łóż w „Kaźmirskich Lasach” [poprzednie losy oddziału-odcinek wcześniejszy-TU]. Pomaszerowali ku zachodowi. Ich głównodowodzący, Kazimierz Mielęcki, nic o tym nie wiedział. Bo dowódca bezpośredni, Garczyński, samowolnie podjął decyzję o wymarszu. Tym samym osłabił oddział główny. Gdy Mielęcki zorientował się, że ubyło mu żołnierzy, poderwał resztę powstańców i zaczął szukać zguby. Tymczasem nadeszli Moskale…

|rycina|

W kilka lub kilkanaście dni potem (zapewne – tak sądzę) ukazała się w prasie niemieckiej całkiem spora rycina rozmiarów mniej więcej 20 na 20 cm, zatytułowana: „Treffen bei Mieczownica. Nach einer Originalzeichnung, von Wilch. Dietz”. Ona to właśnie jest tym nieznanym dokumentem, o którym mowa w tytule notki. Dzieje jej zapomnienia opowiem za chwilę; wpierw obejrzyjmy ją sobie jako taką. 

| kozacka barbarzyńska horda |

Widać na niej to, czym emocjonowali się i czego oczekiwali od ówczesnych żurnalistów polscy i niemieccy czytelnicy: wizję walki bohaterskich powstańców z okrutnymi hordami dzikich Moskali. Wizję lekko przesadzoną – lecz piękną.

| autor ryciny |

Szkic pod rycinę wykonał Wilhelm Diez (podpisujący się też Dietz), wzięty batalista i malarz koni, wykształcony w Monachium. Aby narysować starcie, nie zapoznał się z mapami sztabowymi – czyli z sytuacją topograficzną okolicy, w której zdarzenie miało miejsce. Wystarczyła mu garść prasowych relacji, obiegowe wizerunki polskich ułanów z roku 1831 i gazetowe wizje powstańczych kos i rogatywek. 

|tłum kozaków, ułanów, strzelców|

Większą część obrazowego pola wypełnia wielki tłum jeźdźców w charakterystycznych, futrem obszytych „kozackich” czapkach, ze spisami w dłoniach. Zdają się płynąć od prawej ku lewej, niczym fale potopu. Pod ich naporem uciekają ku krawędzi ryciny wątłe polskie szeregi. W głębi – jeśli się dobrze przypatrzeć – widnieje polska jazda. Bliżej jest piechota – strzelcy; to jeden z nich gdzieś tam daleko trzyma powiewający sztandar.

A z przodu – jeszcze jakiś strzelec składa się do strzału, ale dominuje panika. Na pierwszym planie leży porzucona kosa – niczym symbol przegranej bitwy. Obok żołnierz z szablą w dłoni wspiera ramieniem rannego kolegę, wolno zdążając za zdrowymi uciekinierami. Kolejny ranny leży na ziemi, dźwiga się na wyciągniętej ręce – i daremnie usiłuje pochwycić karabin, który zapewne właśnie wypadł mu z dłoni. Wszyscy ci Polacy raczej nie mają szansy na ocalenie: szarżujący Moskale są tuż za nimi.

|sceny indywidualne |

Widać jeszcze dwie zastanawiające sceny: tuż ponad dolną krawędzią ryciny jakiś kozak obalił się z koniem na ziemię. A więc Polacy nawet w ucieczce potrafią kąsać! Nieco dalej samotny ułan polski (wedle „modelu” 1830-1831), uciekając w pełnym galopie, stara się odbić szablą cios kozackiej spisy. Te postaci należą do powszechnie znanego alfabetu charakterystycznych scen, znanych każdemu malarzowi-bataliście. Nie przekazał ich świadek stoczonej bitwy, wyszły z imaginacji artysty. 

| prawdziwy rów |

Prawdziwy (choć znacznie za płytki) jest tylko ów rów, biegnący po lewej stronie ryciny w głąb kompozycji. Jako pierwszy opisał go „Dziennik Poznański” z piątku 6 marca 1863, a zatem w cztery dni po starciu – nie wątpię, że Diez znał to doniesienie:

[oddział naszych ] niechcąc przyjąć walnej potyczki, usiłował wśród odstrzeliwania dostać się do najbliższych borów. W drodze tej napotkawszy rów głęboki i pełen wody zmuszony był przejść takowy, skutkiem czego cała ammunicya zamokła tak, iż z palnej broni użytku zrobić nie mógł. 

Tak. Niestety, tylko ów rów, nieco symboliczny, jest wyrazem aspiracji artysty do bycia autorem „prawdziwej” relacji z pola bitwy.
 

| prawdziwy bieg wypadków:
konnica |


A było tak: wycofujących się ku zachodowi powstańców dopędzili Moskale pod Dobrosołowem. Nad równiną górował dwór, usadowiony na końcu rzędu chałup. Zwycięzcą zostać miał ten, który obsadzi chałupy i dwór – skąd można było strzelać do przeciwnika, samemu pozostając pod osłoną. I otóż… 

Mi[e]lęcki kazał już pierwej dwór zająć swojej kawaleryi. Lecz ta mała garść pierzchnęła galopem, skoro moskiewski dowódca pchnął całą sotnię kozaków na zajęcie tegoż dworu. [wspomnienia Chotkowskiego]

Tu (to znaczy w jakiejś podobnej relacji, lecz nie tej, bo tę napisano w 50 lat później) mamy źródło owej niepoliczonej ćmy kozaków i uciekających ułanów. Szkoda, że Diez nie wyrysował jeszcze dworu! Ale nie żądajmy za wiele. 

| prawdziwy bieg wypadków: strzelcy |

Po niepowodzeniu powstańczej konnicy do ataku na dwór ruszyli strzelcy – zapewne w znaczniejszej części „gimnazyaści” trzemeszeńscy. Przez kładkę przerzuconą nad rowem przedostali się na przedpole chałup i popędzili na północ, ku dworowi. 

Ale niestety – nie dobiegli. Większa część zrejterowała, kilku zginęło. Bo zza chałup i zza dworu prażyli już do nich Moskale. Kilku naszych „gimnazyastów” okrążyło stawek, znajdujący się przed dworem – i dało nura w las. Jeden tylko Chotkowski zawrócił i natychmiast dostał się pod rosyjskie kule bijące zza chałup. Nie starając się już ponownie dobiec do kładki, przebył wpław rów pełen zimnej wody – i popędził za kolegami na zachód, w stronę Mieczownicy. 

A oddział Mielęckiego był już w rozsypce.

|odwrót osłonięty|

Szczęściem jednak Mielęcki kazał zerwać most, prowadzący przez rów. Potem przy zwalonym moście pozostawił ochotników, aby osłaniali odwrót reszty. Osłonili – ale zginęli.

Wkrótce jakąś grupę uciekających powstańców wyciął oddział dragonów; inni zostali zaskoczeni przez Moskali ponad granicznym jeziorem, które jeden z nich, choć ranny, przebył wpław. I wreszcie inny z nich zginął w wypadku: na powstańczym wozie wiozącym prochy wypaliła przypadkiem strzelba, nastąpił wybuch. 

Reszta dotarła do granicy pruskiej i przebyła ją szczęśliwie. 

| a co do ryciny… |

…znałem ją już wcześniej, bo została zreprodukowana przed wojną w powieści Juliana Wołoszynowskiego „Rok 1863” (Poznań 1931), na wkładce pomiędzy stronami 96 i 97. – ale z mylnym podpisem, jako wizerunek ataku na Miechów. Poza tym „obcięto” jej górną partię (na której widnieją, to prawda, jedynie skłębione chmury). 

Na szczęście na wycinku prasowym, który właśnie zawieszono na wystawie czasowej w Wielkopolskim Muzeum Wojskowym – zachował się oryginalny podpis, który nie pozwala na wątpliwości. Ma to być bitwa pod Mieczownicą, czyli Dobrosołowem, wyrytowana wedle rysunku Wilhelma Dietza. 

| prezent od „Pałuk” |

Jak dotąd nikt chyba tej ryciny, jako wizerunku bitwy dobrosołowskiej, nie opublikował. Za moją zatem namową redakcja „Pałuk” zakupiła w Muzeum Narodowym w Poznaniu skan oryginału – i wydrukowała w numerze sprzed tygodnia [LINK do wersji intenetowej i OBRAZKA!!!]. Nadto jedną, powiększoną i oprawioną reprodukcję otrzymał burmistrz Trzemeszna w prezencie. 

| moja reprodukcja |

Ja zaś nie mam wykupionego skanu z Muzeum Narodowego. Dysponuję jedynie ową przedwojenną fotografią, którą wydrukował Julian Wołoszynowski w swojej powieści. Ją też tutaj zamieszczam.

| reporterzy prasowi w akcji

– komentarz na zakończenie |

„Wiek pary i elektryczności” znał już fotografię, ale nie potrafiono jeszcze uwieczniać scen w ruchu. Nie było więc reportaży wojennych z pola walki – jeśli już, to niekiedy fotografowano pobojowisko (jak pod Gettysburgiem). Otwierały się za to możliwości dla artystów malarzy i rysowników; ich płody, szybko wykonywane, przekuwanço na drzeworyty – i następnie można je było reprodukować w wielkich nakładach. 

Prasa francuska, angielska, austriacka i pruska były naszym powstaniem mocno zainteresowane. Nie tylko jako międzynarodową sensacją; bo opinia publiczna sprzyjała Polakom. Ludzie chętnie kupowali wizerunki bohaterskich powstańców. Dlatego też w dziennikach paryskich, londyńskich, monachijskich, wiedeńskich i berlińskich ukazywały się obok artykułów – liczne ryciny. Liczba ich z pewnością znacznie przekroczyła pół tysiąca. Niektóre tworzono na podstawie rysunków przysłanych z Polski, większość jednak (chyba, tak sądzę na nosa) – to dzieła autorów zachodnich. 

| CIĄG DALSZY WYPRAWY TRZEMESZEŃSKIEJ NASTĄPI| 

TYMCZASEM ZAPRASZAM

...na warszawskie koncerty i dyskusję o powstaniu organizowaną przez Szcurabiurowego (jutro)...

ORAZ

DO WPISÓW
NA  www.okruchy1863.pl


i do własnej płyty:

Idźmy!
śpiewy powstańcze 1863:


TU SKLEPIK

A TU KLIP

 

a TU sejmowe nagranie piosenki

Wyprawa trzemeszeńska

 

z ukłonami, jk

Zobacz galerię zdjęć:

RYCINA - SKAN ORYGINAŁU OPUBLIKOWANY NA STRONIE INTERNETOWEJ "PALUK"
RYCINA - SKAN ORYGINAŁU OPUBLIKOWANY NA STRONIE INTERNETOWEJ "PALUK" rekonstrukcja bitwy - mapa Piotra Kamińskiego rekonstrukcja bitwy - mapa Piotra Kamińskiego - powiększenie fragmentu fragment ryciny Dieza - ułan walczący z kozakiem fragment ryciny Dieza - powstaniec podtrzymujący rannego towarzysza fragment ryciny Dieza - leżący ranny powstaniec prezent "Pałuk" dla burmistrza Trzemeszna - oprawiona reprodukcja ryciny, na biurku redaktora naczelnego | fot. Dominik Księski

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (6)

Inne tematy w dziale Kultura