| polegli, abyśmy żyli |
Mijał 2 lutego. Bitwa pod Dobrosołowem była już przegrana. Mielęcki cofał się ku pruskiej granicy. Oddział szedł w rozsypkę. Trzeba było osłonić bezładny odwrót.
…część naszej kompanii mogilnickiej została przy moście i zerwała go, przepuściwszy swoich. Mieliśmy prawie wszyscy małe toporki, bo taki był rozkaz wydany od rządu narodowego. Przydały się teraz, bo chłopcy zerwawszy most, powstrzymali pościg nieprzyjaciela. Część ich zostawił Mi[e]lęcki w lasku sąsiedniej wsi, żeby odwrót zasłaniali. — Chłopcy spełnili ten rozkaz i celnemi strzałami powstrzymywali kozaków, którzy wysłani byli przodem. Lecz podobno napadli ich z tyłu koloniści niemieccy i wymordowali.
Napisano potem, że ów oddział powstańców wymordowany został na cmentarzu, na którym pochowano poległych. To raczej niemożliwe. Trzeba raczej przyjąć wersję księdza Chotkowskiego: że mowa tu o tylnej straży, która po zerwaniu mostu pozostała w lesie, zapewne na południe od drogi biegnącej ku zachodowi, tej drogi, którą wycofywali się powstańcy.
| wybuch |
Tymczasem po nieudanym ataku na dwór w Dobrosołowie przyszły ksiądz Chotkowski znalazł się sam na pustym polu pomiędzy lasem, drogą i dworem. Zamierzał dołączyć do reszty oddziału, ale nie dane mu było:
…nagle spostrzegłem ogromny dym i skręciłem na prawo. Ten dym powstał stąd, że któremuś z kolegów na furgonie puściła strzelba i nie tylko drugiego zranił, ale i proch nasz podpalił. Biegłem dalej resztkami sił przez pole, koło jakiejś kolonii. — Przy płocie stała wiejska kobieta i patrząc na mnie, załamywała ręce i wołała z płaczem: — o biedne wy sieroty nieszczęśliwe!
| herbata |
Tamta ósemka, z którą wyruszyłem na zajęcie dworu, doszła do zabudowań i spostrzegłszy całe podwórze pełne kozaków, zawrócili i obszedłszy owo jeziorko, szli już prosto przed siebie. Połączyłem się więc z nimi. Doszliśmy tak do pewnego dworu, gdzie w tej chwili postawiono na stole dziewięć szklanek herbaty. Byłbym się chętnie napił, bom był na czczo, a kąpiel w rowie nie bardzo mnie rozgrzała. Lecz nasz porucznik Śniegocki naglił do pospiechu i ruszyliśmy dalej.
Czy był to dwór w Kąpieli? Może.
| koloniści niemieccy |
Idąc brzegiem jeziora powidzkiego przeszliśmy pruską granicę i skręciliśmy do lasu. W tem rozległy się za nami krzyki. Byli to koloniści niemieccy, którzy wypadli z drągami, widłami itp. i poczęli nas gonić, wrzeszcząc przeraźliwie, a ponieważ żołnierz po przegranej bitwie zawsze jest zdemoralizowany, więc też popłoch ogarnął nas wielki, bo byliśmy przekonani, że nas gonią Moskale. — Uratował sytuacyę nasz porucznik Śniegocki, bo spostrzegłszy, kto nas goni, zaczął wołać na nas. Stanąwszy, złożyliśmy się do strzału, a na ten widok poszedł ich animusz w pięty. Mogliśmy więc spokojnie iść w dalszą drogę, tylkośmy trzech stracili towarzyszów, którzy w popłochu rozbiegani, uciekli w prostym kierunku do Powidza.
| broń i jezioro |
Tymczasem noc zapadła. Zakopawszy broń, w znanem Śniegockiemu miejscu, bezbronni już zdążaliśmy do Orchowa. […]
Reszta oddziału podzieliła się. Jedni z Garczyńskim, jak już wspomniałem, doszli szczęśliwie do Mielżyna i stąd biegli tak szybko do domu, że. jeszcze tego wieczora byli w Trzemesznie. Jeden z nich zdążył nawet wysłać list do rodziców, jeszcze przed odejściem poczty i ten list. ze stemplem pocztowym 2 marca, służył mu następnie za dowód, że tego dnia był w Trzemesznie […] Gorzej powiodło się tym, którzy wrócili do Ruchocina, bo tam już czekało na nich pruskie wojsko i połapało kilkunastu. Wzięto ich do Gniezna, gdzie przesiedzieli parę tygodni w kozie. […]
| dwór w Orchowie |
Szliśmy oranem polem i już były zabudowania dworu w Orchowie blisko, kiedy naraz zawołał na mnie Szałek, który szedł przedostatni przedemną: — połóż się! — Padłem […] To patrol pruskich ułanów wracał drogą, właśnie z Orchowa, gdzie dwór rewidowali. […] W Orchowie przyjęła nas p. Moraczewska herbatą. Było to nasze pierwsze śniadanie. Zmęczony byłem jednak do tego stopnia, że nic jeść nie mogłem. Za chwilę byliśmy w pokoju, gdzie były przygotowane łóżka, a ledwom głowę przyłożył do poduszki, już o świecie nic nie wiedziałem.
| pruscy ułani i cygara |
Nazajutrz rano dowiedzieliśmy się, że pruscy ułani przyjechali w nocy, żeby dwór zrewidować. Pani Moraczewska była w rozpaczy, lecz nie straciła głowy. — Wysłała służącego z butelką araku i pudełkiem cygar, z tern poleceniem, żeby podoficerowi przedstawił, że w dornu są chore dzieci, a powstańców nie masz, bo przecie dwór był już dwa razy z wieczora rewidowany. — Tymczasem pospieszyła do naszego pokoju, żeby nas pobudzić, w nadziei, że może zdążymy jeszcze oknem uciec. Zaczęła budzić pierwszego przy drzwiach, wołając, że są Prusacy, ale odebrała odpowiedź: — dobrze, dobrze! — Przekonała się więc, że go się nie dobudzi. Drugich już wcale budzić nie próbowała, bo tymczasem przyniósł służący dobrą wiadomość, że ułani, wypiwszy arak i zabrawszy po garści cygar, szczęśliwie zawrócili. — Pierwszym, który spał tak twardo najbliżej drzwi, był piszący we własnej osobie. Tegoż dnia byłem jeszcze przed południem w Trzemesznie, krótko po mnie zjawił się mój przyjaciel Bolech Jastrzębski.
| i znów lekcja Homera |
W środę (4 marca) przypadała znowu, od godziny dziesiątej do jedenastej, lekcya Homera i powtarzaliśmy ten sam piękny ustęp z V księgi Iliady, który czytaliśmy w przeszłą sobotę. — Jakże teraz odmienne robił na mnie wrażenie! Czasy się zmieniły, kochany Homerze, pomyślałem sobie. — […] Zaraz następnego dnia, we czwartek, wszedł do klasy dyrektor i oznajmił, że gimnazyum zostało zamknięte.[…]
| nabożeństwo |
W środę rano byliśmy w kościele — jak zwykle — na mszy Św., a kiedyśmy wracali z kościoła rzędami, stało kilku ojców i krewnych, przypatrując się, czy nie zobaczą swoich synów. Był między nimi także p. Nawrocki z Nieczajny, który pragnął zobaczyć swojego syna Józefa. Śliczny chłopiec, był we wyższej sekundzie i rokował wielkie nadzieje. Ten nie wrócił. Niestety, takich było wielu, bo poszło nas 60, a wróciło 48, czyli 12 poległo, t. j. 20 procent. […]
| mogiła |
W nieszczęśliwej bitwie pomiędzy Dobrosołowem a Szyszłowem poległo w ogóle naszych trzydziestu i trzech. […] Na mogile ich stoi krzyż drewniany, średniej wielkości. […]
| zdanie godne pamięci |
…nie chciałbym we wspomnieniu tem, poświęconem moim towarzyszom, co za ojczyznę tak młodo polegli, pominąć milczeniem tego; że oficerowie rosyjscy powróciwszy z pod Dobrosołowa do Kalisza, nie mogli się nadziwić tej odwadze, z jaką chłopcy szkolne szły w ogień [...]
[…] Od młodzieży można tylko żądać zapału, albowiem na starość każdy człowiek stygnie, więc coby z niego było, gdyby za młodu był zimny? — Lecz od starszych trzeba żądać rozumu, nabytego doświadczeniem, ale niestety, tego właśnie nie mieli ci, którzy powstanie styczniowe wywołali. To powstanie było jednak tylko domiarem nieszczęść poprzednich, bo w nieszczęściach samych pomnażała się nasza nieszczęsna sława.
Lecz wówczas byłem jeszcze za młody na takie refleksye, a musiałem wierzyć w to, że w rządzie narodowym są ludzie ze sercem i głową. Nie moja wina, że było inaczej.
Dodajmy, że ani ksiądz Chotkowski, ani jego przyjaciele nie zrezygnowali z dalszej walki. Wkrótce znów wyruszyli w pole. „Szałek” – Alojzy Szałkowski – zapłacił za to najwyższą cenę. Chotkowski za to żył długo. Został profesorem i rektorem Uniwersytetu Jagiellońskiego.
- - - - - - - - -
CYTOWAŁEM za: ks. Władysław Chotkowski, „Wyprawa trzemeszeńska roku 1863”, Poznań 1913 [odbitka z „Dziennika Poznańskiego”; reprint z lat ’90 XX wieku, Trzemeszno, b.d.]
| TU JUŻ KONIEC
RELACJI
O WYPRAWIE
TRZEMESZEŃSKIEJ |
A JA ZAPRASZAM
DO WPISÓW
NA www.okruchy1863.pl
i do własnej płyty:
Idźmy!
śpiewy powstańcze 1863:
TU SKLEPIK
A TU KLIP
a TU sejmowe nagranie piosenki
Wyprawa trzemeszeńska
z ukłonami, jk





Komentarze
Pokaż komentarze (1)