Właśnie się trochę wzruszyłem, bo dostałem pobożne życzenia świąteczne od dyrektora publicznej instytucji. W jego imieniu i w imieniu pracowników. Cytuję:
W imieniu pracowników... składam... życzenia... świąt,
które, pisze ten pan dalej, nie będą pozbawione refleksji o Zmartwychwstaniu Chrystusa.
Tak napisane, wprost. I jeszcze dwa zdania, a potem, w tzw. "Post Scriptum", dodatek:
...w związku z pełną... desakralizacją... nie załączam kolorowanek z jajkami, baziami, kogutkami, króliczkami itd....
Tak, dobrze Państwo przeczytali te życzenia napisał wysłał dyrektor państwowej instytucji. Wysyłał je pewnie do wielu adresatów, wielu osobom. Więc ta korespondencja jest chyba publiczna. Rodzynek! szef mojej instytucji już tak od jakiegoś czasu nie pisze. I stawia na stronie właśnie kolorowanki z baziami.
Dlatego właśnie nie ujawniam adresu instytucji ani imienia człowieka, który posłał mi te piękne życzenia. Mogłoby się bowiem okazać, że stanie sie nagle osobą niepożądaną. Persona non grata. Tak myślę, że to juz możliwe, niestety.
A pamiętam, pamiętam! jak za Komuny, bodaj Tadeusz Żenczykowski w Wolnej Europie, w latach '80 albo '70 komentował otrzymywane przez siebie z PRL-u kartki świateczne. Mówił, że tak je lubi! - bo nie są, jak na Zachodzie, abstrakcyjne, ale Boże. Z Chrystusem, Krzyżem. A nie z zajączkami i jajkami. Albo z bazią i nic więcej.
A Kościół był wtedy, jak by nie było, prześladowany.
Teraz już u nas prawie jak na Zachodzie. Kościół nie jest prześladowany. Ale jest. Wierzę zatem, że to powierzchowna zmiana. Że wciąż "naród jak lawa" i tylko po wierzchu zastygła i "plugawa". Że odejdą w cień i zbledną wyczyny i postulaty tych, o których nie mam ochoty pisać. Ale tak w ogóle - trzeba mówić. I jak gdyby nigdy nic składać pobożne życzenia.



Komentarze
Pokaż komentarze