W TOKFM i za tym medium także i w GazWybor mamy wypowiedź prof. Głowińskiego. O aferze "Kamieni na Szaniec" [tu].
Poszło, jak wiemy, o interpretację tej lektury. Gesty jednego przyjaciela wobec drugiego - umierającego - zostały przez panią X zinterpretowane jako homoseksualne.
Narosła wokół tej interpretacji burza ma ujawniać - według prof. Głowińskiego - kołtuństwo tych, którzy homoseksualizm uważają za coś złego i chcą homoseksualistów wykluczyć. Prof. Głowiński zauważa, że "działa tradycja" wedle której "przez wieki ktoś, kto nie był heteroseksualny, był traktowany jak wyrzutek społeczeństwa".
Otóż jeśli działa taka tradycja, to tym bardziej działała ona w latach wojny na autora "Kamieni". Wątpliwe, aby opisując wspomniane gesty, pragnał, aby mogły one stanowić podstawę do uznania jego bohaterów za "wyrzutków społeczeństwa". Jego cel był inny.Natomiast po prostu zmieniła się nasza wrażliwość, która dziś inaczej ocenia gesty.
Literaturoznawca powinien to wiedzieć. Bo nie tylko w "Kamieniach na szaniec" znajdziemy opisy takich gestów - które nie mają wydźwięku homoseksualnego. Albo: nie miały. Ale jeśli jest się ideologiem, no - to interpretuje się co się chce - jak się chce, wedle własnego widzimisię. I anachronicznie, czyli wedle współczesnej wrażliwości.
Czy dla prof. Głowińskiego nie jest to jasne? Najwyraźniej nie. A może jest dlań jasne, ale woli, by tak rzec "żyć współczesnością"? Chyba tak, bo cała ta sytuacja pozwala mu poczynić uwagę, że awantura wokół "Kamieni" - "wiąże się [...] z przedziwną ideą <<propagandy homoseksualizmu>>. To jest absurd. Czegoś, co jest wrodzone, nie można propagować".
Jak wiemy, nikt jeszcze nie udowodnił, że homoseksualizm jest wrodzony.
Ale profesorowi to nie przeszkadza. Tak jak nie przeszkadza homoseksualnej propagandzie.
Smutne.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)