| zapluty pluralizm |
Wielu wyznaje zasadę: „nie akceptuję twoich poglądów, ale dam się zabić za to, żebyś mógł je głosić swobodnie”.
Ale co to właściwie oznacza: głosić swobodnie? Czy na przykład chodzi o to, aby w ramach tak zwanego pluralizmu każde dowolne poglądy miały prawo znaleźć się w programie szkolnym?
Nie. Na pewno nie.
| nowi inżynierowie dusz |
Dziś w prasie nowe obyczajowe rewelacje
[TU-a było i w GazWybor, ale już jakoś znikło i nie mogę znaleźć...] – zalecenia Światowej Organizacji Zdrowia, czyli zapowiedź nowego programu przedszkolnego i szkolnego, który zaznajamiałby czterolatki z technikami masturbacji, a dziewięciolatki z zasadami zakładania kondomów et caetera.
| drzwiami w twarz |
Podejrzewam, że te prasowe niusy zostały obliczone (nieco? mocno?) na wyrost, wedle techniki „drzwiami w twarz”. Czyli, iż żadna stąd pociecha, bo wszystko po to jedynie, aby za chwilę sztucznie obniżyć nam poziom adrenaliny poprzez (tymczasową) rezygnację z większości szatańskich pomysłów, dla skutecznej realizacji jednego. Nu i chwatit, i po ptokach. Tą techniką jeden zrealizowany pomysł rychło pociągnie za sobą następne. Nawet najbardziej, wydawałoby się, fantastyczne i szalone, rodem z Lema.
| „to jest wojna” |
Andrzej Wajda powiedział już jakiś czas temu: „to jest wojna”. Uczynił to niczym nieświadomy prorok, znany nam z Ewangelii. Tak: ciemna strona wypowiedziała nam wojnę. I niestety, warunki owej wojny nie są jasno określone, a kombatanci nie zawsze wiedzą, po czyjej stronie stoją oraz którędy przebiega linia frontu. Na tym polega siła nie do końca widzialnego, diabelskiego przeciwnika.
| widoczny punkt starcia |
Jest wprawdzie jeden punkt tego starcia oczywisty i bardzo widoczny: prasowy ostrzał Kościoła i Radia Maryja. Jestem przekonany, że nasi władcy (niech kto chce jak chce rozumie to sformułowanie) zobowiązali się (wobec kogo? chciałbym wiedzieć) do likwidacji lub spacyfikowania toruńskiej rozgłośni, która dla laickich panów tego świata jest niewyobrażalnym i bezprzykładnym zgorszeniem – w skali globu. Czeka nas zatem albo próba likwidacja całej stacji, albo próba zmiękczenia, przekupstwa, zneutralizowania. Osłoną dla tej operacji jest właśnie prasowy ostrzał Kościoła, czytaj przede wszystkim hierarchii – która jest dzielona i medialnie kneblowana. Koniec Radia Maryja jako wielkiej, niezależnej siły chrześcijańskiej (niedoskonałej, lecz prawdziwie niezależnej, czyli dla panów tego świata nieprzewidywalnej) byłby początkiem diabelskiego triumfu. I to, uwaga! zupełnie niezależnie od tego, jak krytycznie można się czasem do Radia Maryja odnosić.
| nie oglądajmy się na prawicę |
Siła przeciwnika polega też i na tym, że taka „prawica”, która teoretycznie powinna stać po stronie Prawa Bożego i bronić moralności chrześcijańskiej – po pierwsze niezupełnie jest prawicą (bo pojęcie to straszliwie rozmyło się i przekręciło), po drugie – co widać szczególnie na Zachodzie, acz nie tylko – bardziej zależy tej prawicy na stołkach, niż na trzymaniu się chrześcijańskich zasad, jako że, po trzecie – wielu jej liderów wcale nie żyje w zgodzie z Panem Bogiem.
A obejrzą się na pana Boga tylko wtedy, jeśli poczują, że Kościół Boży, czyli My, wszyscy wierzący– stoimy murem za Prawem Bożym. Tylko wtedy. Więc nie oglądajmy się na jakakolwiek prawicę – raczej niech ona ogląda się na nas.
| hipokrycie szczury a Fortuna |
Póki jednak Prawo Boże ma jakiś posłuch i jest szanowane nawet przez hipokrytów, sytuacja wygląda nie najgorzej. Co prawda właśnie hipokryci zaczynają powoli odpadać z gry. Czy to dobrze? Niby tak, bo co nam po hipokrytach. Ale też nie ma się z czego cieszyć. Hipokryci niczym szczury okrętowe, czując nadchodzącą falę zmiany autorytetów – zaczynają podłączać się pod spodziewanych zwycięzców batalii. Czyli pod ciemna stronę mocy. I to już bardzo niedobrze.
Na szczęście wielokrotnie bywało już i tak, że szczury uciekały przedwcześnie bądź zgoła w ogóle niepotrzebnie. Jedyne co tym osiągnęły – to szczurowy kamingałt – czyli objawienie wszem i wobec, że są szczurami.
Niekoniecznie wszak musimy przegrać. W świetle Słowa Bożego to wręcz niemożliwe, choć zarazem wiemy, że mogą nadejść czasu wielkiego ucisku. Jednakowoż Fortuna variabilis, Deus mirabilis.
Koniec z nieświętą cierpliwością
Niewiele osiągniemy nie objawiając własnej chęci szczerej. Potrzebny jest zatem koniec okresu nieświętej chrześcijańskiej cierpliwości. Czas powstać i głosić z mocą Słowo Boże, nastawać w porę i nie w porę. „Nie przyszedłem nieść pokoju, ale miecz” powiada Pan Jezus(Mt 10, 35). Niech każdy rozumie to tak, jak mu Duch Święty podpowiada.


Komentarze
Pokaż komentarze