KOSIKOSI KOSIKOSI
996
BLOG

"Smoleńsk! Historia prawdziwa." Reżyseria: Antoni Macierewicz.

KOSIKOSI KOSIKOSI Kultura Obserwuj notkę 9

 

Smoleńsk – historia prawdziwa”, w reżyserii posła Antoniego Macierewicza. Historia autentyczna i oparta na faktach.

Proszę wziąć pod uwagę, że opisane tu „absurdy”, to w zdecydowanej większości absurdy wzięte żywcem z prawicowych for internetowych, blogów i komentarzy. Oczywiście dodałem tu również trochę fantastyki własnej "roboty", jednak wbrew pozorom wcale nie jest to większość.

 

"Smoleńsk - historia prawdziwa"

 

 

Akcja rozpoczyna się na lotnisku w Warszawie. Lech Kaczyński wraz z małżonką przed wejściem na pokład odmawiają uroczystą modlitwę o pomyślną podróż, część z załogi podaje pasażerom przygotowane na tę okoliczność różańce, aby umilały im czas podczas lotu. Po zakończeniu modlitwy i przekazaniu sobie wzajemnie znaku pokoju, wszyscy obecni wsiadają na pokład, nie zdając sobie sprawy że będzie to ich ostatni lot. Samolot startuje…

 

W tym samym czasie Donald Tusk wraz z Radosławem Sikorskim, ukryci w limuzynie z przyciemnianymi szybami wykonują telefon do Władimira Putina. „Wystartowali”, mówi Donald Tusk z lekko słyszalnym, rosyjskim akcentem. Odkłada telefon i przyjmuje kieliszek z szampanem od Radosława Sikorskiego. Uśmiechają się złowieszczo i zgodnie z rosyjską tradycją, wypijają całą butelkę, po czym ruszają z piskiem opon spod lotniska.

 

Akcja przenosi widza ponownie na pokład TU-154. Wszyscy pasażerowie nadal w radosnych nastrojach, umilają sobie podróż śpiewając „Barkę” i tuląc się do siebie radośnie. O godzinie 8:22, wchodzą w rosyjską przestrzeń powietrzną. Śpiewy urywają się. Czuć narastające napięcie, atmosfera robi się złowroga. Gdzieś nad samolotem zaczynają uderzać błyskawice. Pasażerowie z przerażeniem wypatrują ratunku w osobie Lecha Kaczyńskiego. Ten wstaje z miejsca i przemawia.

- Nie lękajcie się. Jestem z Wami. Nic Wam nie grozi na tej zapomnianej przez Boga ziemi. 

Sam jednak jest wyraźnie zaniepokojony i widać po jego twarzy, że ma złe przeczucia. Udaje się szybko do kabiny pilotów aby sprawdzić jak naprawdę wygląda ich sytuacja.

 

- Witam, panowie! Mówi donośnie do obecnych w kabinie wojskowych.

- Czołem, Panie prezydencie! Odpowiadają piloci.

- Czuję odkąd wlecieliśmy w rosyjską przestrzeń powietrzną, że coś złego dzieje się na pokładzie. Czy moje przeczucia są uzasadnione?

- Panie prezydencie, ma Pan całkowitą rację. Od momentu wejścia w rosyjską strefę powietrzną czujemy że samolot znosi w stronę ziemi, pomimo naszych prób poderwania go wyżej. Jakby ktoś chciał nas przyciągnąć niewidzialnym magnesem…

- Miałem takie samo wrażenie. Odpowiedział Lech Kaczyński. W dodatku pod lewym skrzydłem widać dziwne wcięcie w konstrukcji. Tak jakby ktoś je otworzył, ukrył coś w środku i pospiesznie zespawał.

- Samolot przechodził ostatnimi czasy gruntowny remont Panie prezydencie. Premier Donald Tusk osobiście pilnował aby ekipa wyrobiła się na czas i aby wszystko było dopięte na ostatni guzik… Odpowiedział główny pilot, po czym spojrzał z przerażeniem na prezydenta i zamilkł…

- Czy myśli Pan o tym samym co ja? Odpowiedział Lech Kaczyński?

- O Boże. Miej nas w swojej opiece….

 

 

W kolejnej scenie przenosimy się do Moskwy, gdzie Władimir Putin wydaje ostatnie polecenia wieży kontrolnej w Smoleńsku.

 

- Da! Na ścieżce i na kursie! Da, prawilna. Wot maladcy! Priekrasna!

Kończy rozmowę, chwyta za swój telefon komórkowy i szybko wystukuje na klawiaturze treść smsa:

„To już niebawem. Domyślili się że zamontowaliście trotyl. Skrzydło zostało źle zespawane. Idioci. Teraz my musimy zająć się resztą…”

Opcje -> Memory 5 -> Donald Tusk -> Wyślij…

 

 

Kamera wraca na pokład samolotu. Lech Kaczyński wyraźnie zdenerwowany wraca do reszty pasażerów. Wie że musi działać szybko. To co ukryte było w skrzydle samolotu, nie było istotne. Skoro robił to Donald Tusk, to wiadomym było że nie wypali. Gorszym zagrożeniem byli Rosjanie.

Nie wiedział czego dokładnie się spodziewać z ich strony, jednak na wszelki wypadek rozpoczął poszukiwania spadochronów, koniecznych do ewakuacji. Wiedział, że w momencie w którym wylądują w Smoleńsku, czeka ich pewna śmierć.

 

- Słuchajcie mnie wszyscy uważnie! Krzyknął do zebranych, przestraszonych ludzi. Musimy opuścić pokład samolotu. Odkryliśmy, że ktoś chce przeprowadzić zamach.  Trzeba szybko się ewakuować, jednak nie wystarczy spadochronów dla wszystkich. Jest ich zaledwie 20. Pierwsze będą skakać kobiety. Mężczyźni jakoś dadzą sobie radę… Uśmiechnął się dobrodusznie do swojej żony. Wiedział że nie wyjdą z tego żywi, ale trzeba próbować uratować kogo tylko się da.

 

Można było próbować wykonać skoki tandemowe jednak nie był pewien czy wszyscy zostali na tyle przeszkoleni w tym temacie aby ryzykować. Zresztą, kapitan nigdy nie opuszcza statku pierwszy. Miał do wykonania swoją misję.

Kobiety rozpoczęły skoki w ostatniej chwili, gdy samolot znajdował się nad lasem przy lotnisku w Smoleńsku. Piloci, jak już się spodziewali, byli przez wieżę kontrolną naprowadzani w taki sposób że wykonanie manewrów według ich zaleceń oznaczało pewną śmierć. Załoga TU-154 jednak dobrze wiedziała co robić.

Nagle nad lotniskiem pojawiła się wielka mgła. W oddali można było zauważyć tysiące ukrytych nieudolnie rosyjskich „Ład”, które ze swych rur wydechowych wydzielały tyle spalin na raz, że widoczność była praktycznie zerowa.

Lech Kaczyński założył swój podręczny noktowizor i naprowadzał pilotów na pas startowy. Było to jednak niemożliwe, ponieważ lotnisko nagle zniknęło, ukryte pod matą maskującą rozpostartą przez załogę rosyjskiego lotniska.

- Cóż. Musimy lądować w lesie! Szybko, główny pilocie! Lądujmy przy tej brzozie, nie wygląda na solidną, powinno się udać.

Samolot opuścił się nieco niżej, wszyscy zamarli w bezruchu. Wiele osób zaczęło się modlić.

W końcu, dosięgnęli ziemi. Tak jak przypuszczali, skrzydło samolotu bez problemu skosiło stojącą na drodze brzozę i tupolew z hukiem osiadł na gruncie, z niewielkim tylko wgnieceniem w kokpicie.

 

Rozpoczęła się akcja ratunkowa. Wszyscy rzucili się do wyjścia ewakuacyjnego i po wypuszczonej, dmuchanej zjeżdżalni opuszczali samolot. Jakie było ich zdziwienie gdy po dotarciu na zewnątrz, został otoczeni przez kordon agentów KGB z wycelowanymi w ich stronę karabinami maszynowymi.

 

- Proszę, nie! Tylko nie zabijaj Lecha! Krzyknął ktoś z tłumu i rzucił się na kolana.

- Matko Boska, miej nas w swojej opiece. Powiedział ktoś obok.

 

Zza agentów KGB wyłoniła się złowieszcza postać w czarnym kapturze.

- Lord Vol… Chciał powiedzieć Lech Kaczyński, jednak bardzo szybko dostrzegł w jakim był błędzie…

- Lord Władimir… Poprawił się.

 

Postać zdjęła kaptur i ich oczom ukazała się przerażająca twarz Władimira Putina. Uśmiechał się nieznacznie, groteskowo. Widać było że ma złe zamiary.

 

Nagle, bez ostrzeżenia, agenci KGB otworzyli ogień do polskiej delegacji. Okazało się także, że wcześniej ewakuowane za pomocą spadochronów kobiety, były także wśród pojmanych.

Strzały trwały około kilku minut. Później pozostało już tylko dobijanie rannych. Owo dobijanie zostało uwiecznione nagraniem, którego dokonał swym telefonem komórkowym marki Nokia, pewien przechodzący obok rosyjski zbieracz grzybów. Słychać na nim śmiechy morderców, prośby o litość, groźby a także krzyki „Ku chwale ojczyzny”, wykonywane przez niedobitków. Grzybiarz ów, szybko udał się do domu i opublikował straszne nagranie na „youtube”. Do dzisiaj można je obejrzeć wraz z polskim tłumaczeniem. Jest to obecnie jeden z głównych dowodów rzeczowych w sprawie.

 

Gdy wszyscy z pojmanych zostali uśmierceni, na scenie pojawia się ekipa remontowa zwerbowana na pobliskiej budowie, która szybko zabiera się za „piłowanie” skrzydła samolotu. Miała to być zmyłka dla śledczych, świadcząca o tym, że skrzydło zostało oderwane wyniku zderzenia z brzozą.

Gdy opuszczali teren zasadzki i mordu, niespodziewanie nastąpił wybuch… To z opóźnionym zapłonem, aktywował się ładunek wybuchowy podłożony w skrzydle przez Donalda Tuska.

 

- Priekrasna! Wykrzyknął Władimir Putin i zaczął śmiać się jak opętany, a krzyk jego wystraszył całe okoliczne ptactwo, które zerwało się ku nieboskłonowi. Ciągle zanosząc się śmiechem, wsiadł do postawionej nieopodal Łady, która pomagała wcześniej w utworzeniu sztucznej mgły i odjechał na Kreml…

 

Zmiana scenerii. Znajdujemy się znowu w lesie. Pod jednym z drzew, zamaskowany pod płaszczem, leży człowiek. Kamera zbliża się do niego, pokazuje jego twarz. To Antoni Macierewicz. Okazało się, że złapał on wcześniej za jeden ze spadochronów i ewakuował się z samolotu razem z kobietami. Okazało się że jego nie odnaleziono i przeżył masakrę. Nasz dzielny poseł, szybko przedostaje się do miasta, kradnie na pobliskim bazarze komplet dresów, aby wtopić się w tłum, po czym włamuje się do pobliskiego mercedesa i czym prędzej, ciągle dodając gazu, kieruje się ku polskiej granicy… Jedyny ocalały, który ma w niedalekiej przyszłości ogłosić światu ogrom zbrodni jaka miała miejsce w Smoleńsku…

 

 

Pojawiają się napisy końcowe i w tle brzmi złowroga muzyka skomponowana na okazje premiery przez samego Piotra Rubika. Widzowie siedzą przerażeni w fotelach i zdejmują swoje okulary 3D. Widać, że trzęsą im się ręce.

Na scenę wychodzi Antoni Macierewicz i dziękuje wszystkim zebranym za poświęcenie uwagi, filmowi jego reżyserii, który przedstawia oficjalną i autentyczną wersję wydarzeń z dnia 10 kwietnia 2010 roku. Wyraża również nadzieję, że film ten przejdzie do klasyki, światowych filmów dokumentalnych, opartych na autentycznych wydarzeniach.

Publiczność zaczyna klaskać i rzucać na scenę kwiaty. Po seansie każdy z nich zgłasza się do pobliskiego punktu poboru wojskowych i zgłasza się na ochotnika do armii. Wszyscy szykują się na wojnę z Rosją. Czołgi zbierają się przy granicy, snajperzy śledzą ruch celników. Niebawem usłyszą rozkaz, wzywający do ataku i dotrą aż do Moskwy. Wejdą szturmem na Kreml i pomszczą śmierć swojego prezydenta.

Donald Tusk i Radosław Sikorski zostali straceni 2 dni po premierze. Tłumaczyli, że zrobili to ponieważ Putin, obiecywał im że zdejmie karnety na tiry dla polskich przewoźników i przyśle im wysadzane diamentami matrioszki. Płakali i przepraszali, ale sąd ludowy nie znał litości, tak samo jak i oni nie znali jej wcześniej…

Rozpoczęło się powstanie Wielkiej Polski! Ruszyła krucjata przeciwko prawosławnym barbarzyńcom, a cała Rosja została siłą nawrócona na katolicyzm. Po kilku latach granice Polski sięgały aż do Chin, a Ci bardzo zadowoleni ze swego nowego sąsiada, rozpoczęli z nami handel na ogromną skalę, przez co Polska stała się drugą gospodarką na świecie. Rządy przejął brat zmarłego prezydenta, Jarosław Kaczyński, premierem i bohaterem wojennym został Antoni Macierewicz. Zlikwidowano demokrację i wprowadzono autorytaryzm. Polska stała się krajem mlekiem i miodem płynącym i jest tak po dzień dzisiejszy. Amen.

 

 

 

 

 

KOSIKOSI
O mnie KOSIKOSI

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (9)

Inne tematy w dziale Kultura