Tasiemcowe wywody o czerwonawym zagrożeniu i wielkoruskiej machinie energetycznej (personifikacja: Władymir Putin) - to naturalna kontynuacja zadawnionej choroby antyrosyjskeij w Europie. W poprzednich odsłonach czynił on z Rosjan „obrońce restauracji ” (brednie liberalne) - w czasach późniejszych zaczął dopatrywać się na każdym kroku spisku i wpływów moskiewskich.
Antyrosyjska choroba uwidacznia się teraz najczęściej w postaci stadionowych zadym, ohydnych malunków na murach, czy w profanowaniu cmentarzy żołnierzy rosyjskich i miejsc związanych z męczeństwem tego narodu. Sekundują temu prawackie matoły z antyrosyjskimi bluzgami; chamscy karykaturzyści przyrównujący Rosjan do nazioli etc.
Horrendalne nonsensy powielane są nie tylko przez pełnych kretynów, lecz także ludzi umiejących jako tako artykułować „procesy myślowe”. To dodatkowo świadczy o tym, jak głęboko antyrosyjskia patologia zakodowana jest w (wschodnio) europejskim miękiszu. Nie chodzi o poszczególne przypadki chorobowe, lecz dokładne sklasyfikowanie tego zjawiska.
Bez tego nie da się zwalczyć patologii antyrosyjskiej, będącej jednym z głównych symptomów eurochoroby nienawiści. Wg mnie historyczna i historioficzna uczciwość wymaga, aby najpierw rozliczyć wielowiekowy antyprawosławny stereotyp, którego „zwieńczeniem” była ZimnaWojna, a potem dopiero ew. pogadać o „Mołotowie, Rokosowskim i Andropowie”, a nawet o Karolku.
I to już w zasadzie koniec - jeśli kogoś dziwi moj wpis to informuję że jest ona jedynie wprawką nt. jak pisząc wiele nie napisać nic konketnego. Oraz oczywiście jak odwrócić kota ogonem tak aby się nie zorientował.
Aby pozostaćw zgodzie z prawem autorskim podaję link do mego mistrza
http://prawdalezynawierzchu.salon24.pl/115076,antyzydowska-eurochoroba
Komentarze
Pokaż komentarze (4)