Gdy rozum śpi, budzi się poseł Janusz Palikot.
Celem starań posła Palikota jest by prezydent RP Lech Kaczyński ujawnił wyniki własnych badań lekarskich. Poseł dla zachęty sam się już przebadał i upublicznił wyniki. Teraz czeka, aż prezydent zrobi to samo. Prezydent jest uparty i nie chce ujawnić nie tylko poziomu cukru we krwi, ale nawet wiadomości, jak to tam jest u niego z sercem czy z wątrobą.
Poseł Palikot nie waha się – skoro prezydent ukrywa nerkę, poseł pokaże swoją. Skoro prezydent nie chce podać do publicznej wiadomości stanu własnej trzustki, poseł odsłoni swoją trzustkę. Prezydent tai poziom cholesterolu? Bardzo proszę, oto mój wynik!
Tak zwana opinia publiczna, zlokalizowana gdzieś pomiędzy programem „Szkło kontaktowe” i „Gazetą Wyborczą” a zakładem fryzjerskim „Sara” w Szepietowie (powiat Wysokie Mazowieckie) spragniona jest – jak zwykle – by ci, co na górze, brali się za głowy, więc z zapartym tchem wsłuchuje się w kolejne doniesienia o stanie zdrowia posła Palikota. A ten, niczym tytułowy tancerz mecenasa Krajkowskiego z opowiadania Witolda Gombrowicza, jeszcze żwawiej stroi miny i coraz zręczniej kokietuje Jaśnie Oświecony Motłoch.
OB., morfologia, echo serca… Jeśli będzie za mało, poseł Palikot każe sobie zrobić mammografię. W końcu – stać go. Z własnych pieniędzy płaci, a oszczędzać nie musi.
- Dlaczego ten prezydent taki uparty. Już by tam się przebadał i opowiedział… - myśli sobie obywatel.
Ale nie, prezydent milczy. A skoro milczy, pewnie coś ukrywa. A co się zwykle ukrywa? Wiadomo, ukrywa się prawdę! I to nie tę miłą, przynoszącą chlubę. Ukrywa się prawdę straszliwą; okrutną jak zapalenie śluzówki żołądka albo hemoroidy.
- Panie prezydencie, niech pan się wstydzi! – pomstuje obywatel.
Prezydent się rzeczywiście pewnie wstydzi, lecz nie wstydzi się poseł Palikot i podaje informację, że z poziomem testosteronu nie jest u niego należycie.
- A jak z testosteronem u prezydenta…? – mruży szyderczo oczy poseł Palikot.
Pałac milczy nadal.
- Prezydent nas zwodzi. Wczepił się pazurami w tron i nie ustąpi, choć patrzy już na księżą oborę… - wyobraża sobie obywatel.
Nie pamięta się jakoś, że podobnie ciężko chore lub ciężko zdrowe jest blisko czterdzieści milionów pozostałych obywateli, bo przecież do tej pory tylko jeden Polak, poseł Palikot, uczynił publiczną własnością wskaźniki medyczne swojego organizmu.
Nie dokonał tego dotąd żaden inny bohater masowej wyobraźni: swoich parametrów zdrowotnych nie wyjawił ani Jan Kowalski z ulicy Dworcowej w Koluszkach, wieloletni bohater przyklejanych na skrzynkach pocztowych kartek z instrukcją adresowania kopert; nie wiemy nic o poziomie cukru w moczu Krzysztofa Kononowicza, ekscentrycznego polityka z Białegostoku; nie zyskaliśmy autorytatywnych informacji o stanie zdrowia nawet tak żarliwie i niedyskretnie promującej się postaci, jak Kuba Wojewódzki. Podobnie - zbrodniarze komunistyczni, dla których zdrowie jest przecież kwestią pierwszorzędną, skoro unikają procesów sądowych za sprawą zwolnień lekarskich. Nie, oni również nie udostępniają opinii publicznej wiedzy o tym, co im w istocie dolega.
Wiemy natomiast wszystko o poziomie hemoglobiny, jaki utrzymuje się wewnątrz posła Palikota.
Czy poseł skłamał?
Skądże! Sztandar prawdy niesie wysoko ponad bujną czupryną. On powie prawdę nie pytany i nie proszony prawdę pokaże. Gotów jest zorganizować nawet transmisję z wizyty u proktologa. Niechby sobie każdy zobaczył posła od środka. On wpuści kamerę do własnej jamy ustnej podczas ekstrakcji prawej górnej ósemki. Jest politykiem, społeczeństwo ma prawo wiedzieć, jakie plomby nosi w zębach jego przedstawiciel. Jaką bowiem inną wartość może ofiarować społeczeństwu mąż stanu, jeśli nie precyzyjną wartość poziomu mocznika?Poseł Palikot nie ma nic do ukrycia. Jest przeźroczysty. I widać przezeń, jak przez szklaną taflę, że to ten drugi – ten, którego poseł atakuje, coś ukrywa.
Tak, poseł Palikot jako szklana tafla… Czy zdarzyło się Państwu spojrzeć na świat przez wybrakowaną, nierówną szybę?
Tu właśnie rodzi się kłamstwo. Jak dzieło sztuki według modnych teorii estetycznych. Ono nie powstaje w artyście; nie rodzi się też w ukształtowanym przez niego tworzywie. Ono rozgrywa się pomiędzy twórcą, tworzywem a odbiorcą. Chytre, prawda?



Komentarze
Pokaż komentarze (11)