Powiewa biało-czerwona flaga. Zza niej, z okien knajp, samochodów i bloków wyzierają mniej lub bardziej obmierzłe mordy. Czy Państwa to nie drażni?
Przepraszam z góry; dzisiaj będzie serio. Na szczęście krótko i ze znakiem zapytania.A pytanie brzmi: czy symbol, który przez pokolenia wyznaczał cel, za który warto było oddać życie, dobrze czuje się jako gadżet w rękach szemranej proweniencji dresiarza, który w korku samochodowym zajeżdża mi drogę i wygrywa klaksonem rytm sygnału futbolowego?
Gdyby oceniać po liczbie wywieszonych w ostatnich dniach flag, należałoby uznać, że populacja naszego kraju składa się głównie ze sportsmenów i patriotów.
Lecz przecież nie składa się!
Żadne z narodowych świąt, upamiętniających zdarzenia o wiele ważniejsze niż uprawianie choćby najprzyjemniejszej dyscypliny z zakresu sportu lub gimnastyki, nie skłania Rodaków do równie masowych manifestacji patriotycznych. Spiralę histerii nakręca telewizja, prasa, a przede wszystkim – producenci i sprzedawcy piwa, które – jak wiadomo – najlepiej smakuje pod zakąskę z narodowego godła.
Czyż nie znajdzie się nikt, kto wreszcie ogłosi, że te manifestacje to ordynarna profanacja?



Komentarze
Pokaż komentarze (10)