Przeczytałem dzisiaj tekst zupełnie niewiarygodny i jestem pewien, że gdyby ktoś opowiedział by mi go własnymi słowami zapewne kazałbym mu mocno postukać się w głowę. Jest to opis rozmowy przedstawicieli UE z prezydentem Czech Vaclavem Klausem odbytej w ubiegły piątek na zamku w Hradczanach. Czeska prezydencja, która już niedługo nastąpi, stanowi dla większości socjalistyczno – liberalnej w UE niejaką zagadkę, można więc z dużą dozą prawdopodobieństwa przyjąć, że spotkanie Klausa z delegacją UE miało na celu tzw. ustawienie figuranta w celu łatwiejszego sterowania nim w niedalekiej już przyszłości.
Jeśli słowa opublikowane na internetowych stronach Prezydenta Czech są prawdziwe to ubiegły piątek na Hradczanach doszło do bezprecedensowej próby zastraszenia Prezydenta suwerennego kraju przez grupę wpływowych w UE deputowanych. To jeśli chodzi o ocenę polityczną tego niesłychanie niewiarygodnego wprost zdarzenia. Oceniając zaś atmosferę tych rozmów to wypowiedzi delegatów są przykładem krańcowo rozbuchanej bezczelności i buty, ukazują też mechanizmy i zwykłe kłamstwa jakimi posługują się deputowani z frakcji liberalno – socjalistycznych oraz przedstawiciele tzw. Zielonych w realizowaniu swoich celów.
Najbardziej skandaliczna wypowiedź Cohen-Bendita, znanego w Europie zwolennika liberalizacji pedofilii, jest tak zdumiewająco bezczelna, że nie dziwię się słowom zdumienia ze strony V. Klausa:
Vaclav Klaus :Muszę powiedzieć, że w ten sposób i tym tonem nikt jeszcze ze mną tutaj nie rozmawiał przez 6 lat mojej prezydentury. Nie jest pan tutaj na paryskich barykadach. Sądziłem, że taki styl komunikacji wobec nas skończył się 19 lat temu.
Z ust innego przedstawiciela UE Grahama Watsona dowiedzieliśmy się, że:
Historia pokazała, że europejska solidarność umożliwia znalezienie rozwiązania, dzięki niej udało nam się zatrzymać wejście Rosji do Gruzj(…).
Wreszcie prawda została odkryta. To solidarność UE a nie prezydent Kaczyński z prezydentami państw bałtyckich (wiec poparcia w Tbilisi 12.08.2008 r.) zatrzymała rosyjskie wojska przed wkroczeniem do Gruzji. Pytam więc gdzie była UE kiedy Płd. Osetia i Abchazja, z pod -uszczenia Moskwy proklamowały oderwanie swoich terytoriów od ziem gruzińskich? Z tego co mi wiadomo ów Graham Watson, deputowany z płd. – zach. Anglii i Gibraltaru odwiedził Tbilisi dopiero 17.10.2008 r., kiedy wojska rosyjskie już od ponad 2 miesięcy okupowały część Gruzji. Jest to więc jawne kłamstwo ze strony angielskiego polityka nie mające żadnego pokrycia w faktach.
Niebywale kuriozalna jest też część wypowiedzi niejakiego Briana Cowleya, deputowanego z Irlandii:
(…)Przez to, że po przyjeździe do Irlandii spotkał się pan z Ganleyem, dopuścił się pan obrazy irlandzkiego narodu. Ten człowiek nie wykazał, z czego finansował swoją kampanię. Spotkać się z kimś, kto nie posiada mandatu z wyboru, jest niebywałą zniewagą narodu irlandzkiego. Chcę pana po prostu poinformować, jak to odczuwają Irlandczycy(…)
Jak wiadomo Declan Ganley jest tą osobą, która potrafiła zmobilizować Irlandczyków aby odrzucić w referendum traktat lizboński. Aby go zdyskredytować deputowany UE Cowley nie ma żadnych hamulców, zarzucając Prezydentowi Czech obrazę(sic!) irlandzkiego narodu z powodu spotkania tego ostatniego z Ganleyem. Czyli prezydent suwerennego państwa w UE podczas wizyty w innym państwie UE nie ma prawa się spotkać z innym obywatelem tejże UE nie narażając się na ciężkie oskarżenia.
Zupełnie podobny był ton wypowiedzi Łukaszenki gdy przedstawiciele rządu RP spotykali się z Milinkiewiczem, Szuszkiewiczem czy Angeliką Borys.
Na koniec tej niebywałej wymiany zdań zabrał głos Hans-Gert Poettering:
(…) chciałbym powiedzieć rzecz następującą i opuścić ten pokój na dobre: to, żeby pan nas porównywał do Związku Sowieckiego, jest więcej niż niedopuszczalne(…)
Zaiste rzadka bezczelność i tupet. Jako szef delegacji UE Hans-Gert Poettering zezwolił na obrażanie, kłamstwa i poniżanie Prezydenta Republiki Czech przez swoich kumpli a potem, gdy ten zaprotestował oskarżył go, że porównuje ich ze Związkiem Sowieckim co w ogóle nie miało miejsca. To się nazywa dyplomacja.
Teraz puentuję. W slangu kieszonkowców można iść „na palce”, na „przyklejankę”, można też na „królika”. To są wyrafinowane metody kradzieży, taka wyższa szkoła złodziejskiej jazdy. Najbardziej prostacka i głupia, stosowana przez kieszonkowców- debili jest ta zwana „na wyrwę”. Pottering i cała reszta pokazali całemu światu, że ich umiejętności dyplomatyczne są adekwatne do tej właśnie złodziejskiej metody „na wyrwę”.



Komentarze
Pokaż komentarze (12)