55 obserwujących
288 notek
475k odsłon
  641   8

Dziwna analogia, warta konkluzji

Od dawna przyglądam się rozwojowi sytuacji politycznej w USA o wiele intensywniej, niż temu, co dzieje się w Polsce. Trochę wiąże się to z marnym poziomem polskiej telewizji, tak przeładowanej tematyką pandemii, że mimo wagi przekazywanych informacji, ich uporczywe powtarzanie staje się nieznośnie monotonne, a nawet osłabiające wrażliwość. Szczególnie trudno mi też strawić irytujące spektakle, w których na ekranie pojawiają się kilkuosobowe składy polityków, wygłaszających swoje słowotoki, zawsze tej samej, przewidywalnej treści, często pełne kłamstw, z których nigdy nie są poważnie rozliczani. Prowadzący takie spektakle dziennikarze nie potrafią zapanować nad rozmówcami, a dodając swoje niemądre uwagi i komentarze, powiększają chaos. Oglądam więc ostatnio głównie dwie amerykańskie stacje telewizyjne – zmierzającego do upadku giganta CNN i rosnącego w siłę internetowego beniaminka Newsmax. Prezentują one całkowicie odmienne poglądy na to, co dzieje się dzisiaj na scenie politycznej USA, więc mam w miarę pełny i obustronny ogląd sytuacji.
Jestem tym zainteresowany nie dlatego, że tamte wydarzenia i ich prezentacja są bardziej atrakcyjne do śledzenia, ale z dwóch innych powodów. Po pierwsze, 30 lat moich intensywnych kontaktów naukowych i bardzo częstych pobytów w USA zaowocowały wielkim sentymentem i podziwem dla tego kraju, a zwłaszcza podziwem dla jego ludzi, ich patriotyzmu i umiłowania wolności, której, mam nadzieję, nigdy nie pozwolą się pozbawić. Dzisiaj stoją przed ogromnym wyzwaniem, bo technika i narzędzia zniewalania stały się mocno wyrafinowane; ja chcę zobaczyć na bieżąco, jak sobie z tym wyzwaniem dadzą radę. Po drugie, jestem przekonany, że rozwój sytuacji w USA zadecyduje o losach świata, a tym bardziej ma ogromne znaczenie dla tego, co będzie się dziać z Polską. Tego uczy nas historia, a jeszcze bardziej współczesność, która w szybkim tempie niszczy najbardziej wartościową cywilizację i rujnuje to, co dotąd uznawaliśmy za pożądany rozwój człowieczeństwa. Nie da się zlekceważyć wiodącej roli mocarstwa USA w walce o przetrwanie naszej cywilizacji i warto wiązać nadzieje z amerykańskim narodem, mimo pamięci o haniebnej Teherańsko-Jałtańskiej zdradzie narzucającej polskiemu sojusznikowi kilkudziesięcioletnie zniewolenie po okrutnej gehennie wojny. Tamto było zdradą zaprogramowaną i przypieczętowaną przez przywódców, bez rozpoznania konsekwencji takich decyzji przez naród amerykański. Dzisiaj niebezpieczny rozwój sytuacji w USA jest dostrzegany przez wielu Amerykanów, a bezprecedensowe tempo niszczenia budzi coraz bardziej powszechną świadomość nadzwyczajnego zagrożenia.
Nie pretenduję do roli obserwatora i analityka amerykańskich wydarzeń, który miałby przekonująco opisać to, co się tam dzieje. Są inni, znacznie bardziej kompetentni i przygotowani do pogłębionych analiz, zwłaszcza ci, których rozwój sytuacji dotyka bezpośrednio. Pragnę natomiast zwrócić uwagę na zaskakujące analogie, które zwróciły moją uwagę, gdy porównuje się amerykańską sytuację z tym, z czym od wielu lat mamy do czynienia w Polsce. Analogie te są zaskakujące, ponieważ porównujemy dwa całkowicie różne narody, dramatycznie różnej wielkości, z różną historią, strukturą narodowościową i etniczną, z różnymi tradycjami, obyczajami, poziomem życia, z inną pozycją polityczną, w innym otoczeniu geograficznym. A jednak są analogie kryzysowej sytuacji w obu krajach, których nie da się zlekceważyć, warto więc wymienić podobieństwa ważnych elementów charakteryzujących kryzys w Polsce i w USA. Konkretnie chodzi o podobieństwo podziału społeczeństw według uproszczonego schematu: PiS – Anty-PiS w Polsce i Trump – Anty-Trump w USA. Wymieńmy więc te elementy analogii, nie oceniając ich wagi, ale z góry wyznam, że w obu przypadkach, części z przedrostkiem Anty- uznaję z stronę Złej Mocy:

1.    Dramatyczny podział społeczeństwa na dwie antagonistyczne części, które na podstawie wielu wyborczych i sondażowych wyników są praktycznie jednakowo liczne.
2.     Podział jest trwały i tak głęboki, że kompromis jest niemożliwy, a tylko wygrana jednej ze stron może prowadzić do rozstrzygnięcia, którego stabilność zwykle będzie ograniczona.
3.    Podział dotyczy w zasadzie wszystkich dziedzin życia społeczeństw, aż po te, które definiują istotę najostrzejszego konfliktu różnych cywilizacji. Różnice poglądów podzielonych społeczeństw zarówno w USA, jak i w Polsce obejmują w zasadzie wszystko to, co najważniejsze w życiu wspólnotowym. Normalnemu językowi, który jest niezbędnym narzędziem komunikacji społecznej, przeciwstawia się język poprawności politycznej, łamiący ustalone przez wieki zasady, pozbawiony logiki i odwracający cały pielęgnowany dotychczas system wartości. Inna jest kultura, estetyka, ocena przeszłości, stosunek do własnego kraju, aż po drastyczne odrzucenie Boga, hołdowanie dewiacjom, relatywizację pojęcia grzechu, tolerancję dla przestępców i odrzucenie świętości życia, w którym aborcja i eutanazja podniesione są do rangi praw człowieka.
4.     Podziały w obu przypadkach wykazują zdecydowaną regularność składu obu grup. Liczebność grupy „Anty” znacząco przeważa w ośrodkach wielkomiejskich, a przeciwnicy dominują na terenie szeroko pojmowanej prowincji. Fakt, że ludzie żyjący bliżej natury zachowują „chłopski rozum” i odpowiednio - „common sense”, a gęste skupiska sprzyjają zachowaniom stadnym, jest powszechnie znany, natomiast niezwykle groźną i wstydliwą prawidłowością jest to, że takie stadne, „politycznie poprawne” zachowanie jest powszechnie kultywowane w ośrodkach uniwersyteckich i naukowych, a także w środowiskach intelektualnych, które uzurpatorsko uznają się za elitę. W obu krajach ta uzurpacja przyjmuje karykaturalne formy, gdy różnej nominacji celebryci, osoby popularne, zwłaszcza aktorzy podejmują się całkowicie bezpodstawnie roli opiniotwórczych autorytetów.
5.    W obu krajach podobna jest rola środowiska sędziowskiego, które w większości identyfikuje się i wspiera stronę „Anty”, mimo deklarowanego obiektywizmu i niezawisłości. To jest niezwykle groźny objaw, bo obejmuje formalną strukturę władzy rozstrzygającej o racjach także w konfliktach jawnie politycznych. W Polsce obserwujemy powszechną praktykę ferowania wyroków motywowanych politycznie, prawie zawsze faworyzujących stronę „Anty”.  W przeciwieństwie do Polski, sędziowie w USA nie ukrywają swoich poglądów politycznych i ma to zasadniczy wpływ na powoływanie ich na odpowiedzialne stanowiska, ale w ważnych rozstrzygnięciach politycznych także prawda staje się nieważna. Klasycznym przykładem może być zachowanie całych grup sędziów, którzy mieli rozstrzygać o nieprawidłowościach ujawnionych w trakcie wyborów prezydenta USA 2020 roku. Fundamentalna sprawa decydująca o wyniku wyborczym, który pozostaje wciąż kwestionowany i jest powodem dramatycznego zwarcia podzielonych stron, kompromituje sędziów zajmujących się rozstrzyganiem protestów. W zasadzie wykorzystano najmniej ważne, często sztuczne preteksty, by w ogóle nie rozważać żadnej dokumentacji przedłożonej przez protestujących, a Sąd Nawyższy, podobno z przewagą sędziów konserwatywnych, nawet nie zakwestionował bezprawnych zmian prawa wyborczego, dokonanych w niedozwolonym czasie i bez udziału prawnie do tego powołanych stanowych legislatur. Bezwzględnie ordynarne i polityczne zachowanie sędziów jest jednym z koronnych powodów, dla których kryzys i podział społeczeństw w obu krajach trwa i pogłębia się.
6.     W obu krajach strona „Anty” jest niezwykle agresywna, a ich przeciwnicy są zaskakująco spokojni, tolerancyjni, skłonni do rzeczywistego dialogu i cierpliwi. Można przywołać wiele szczegółowych wydarzeń i obrazów, by uzasadnić takie twierdzenie, jednak każdy może sam je zestawić w bogaty ciąg wielostronnej dokumentacji. W Polsce wystarczy porównać spokój, porządek i wzorcową godność ponad stu tysięcy uczestników kolejnych Marszów Niepodległości, z hałaśliwymi, wulgarnymi, obraźliwymi, antypolskimi i niszczącymi zachowaniami zawodowych zadymiarzy protestujących pod szyldami obywatele RP, Strajk Kobiet, KOD, czy puczystów PO, wnoszących swoją nienawiść i brak kultury do gmachu Sejmu RP, wtedy w grudniu 2016 i przy każdej okazji dzisiaj. Jeszcze drastyczniej ta agresja strony „Anty” objawia się w USA. Obrazy, jakie oglądaliśmy, gdy grupy Antify i BLM objawiły swój skrajnie niszczący potencjał, płonące ulice i sklepy amerykańskich miast, dewastowane pomniki, palone flagi, walki z policją i kilkadziesiąt ofiar, mogą być porównane ze spokojem i naturalnym entuzjazmem o wiele liczniejszych grup na spotkaniach w kampanii Prezydenta Trumpa. Nawet zdobycie Kapitolu 6 stycznia nie miało w istocie niszczącego przebiegu, mimo tak chętnie przywoływanych ofiar, wśród których była protestująca, ale bezbronna kobieta zastrzelona z zimną krwią, z bliskiej odległości przez agenta security, jeden z funkcjonariuszy, którego przyczyny śmieci są wciąż wyjaśniane i dwóch funkcjonariuszy, którzy w kolejnych dniach popełnili samobójstwo. Wszyscy potępiają agresorów i wyrażają żal z powodu ofiar tego wydarzenia, ale te wcześniejsze i długotrwałe zamieszki są przez grupę „Anty” zrozumiane jako uzasadnione, są usprawiedliwiane, a ważni politycy zagrzewają do dalszych zamieszek. Wydarzenia z 6 stycznia i tak są wyjątkiem, w którym można się doszukiwać agresji, ale jeszcze śledztwo się nie zakończyło i nie wiadomo, komu przypisać odpowiedzialność, bo schemat prowokacji był, aż nadto widoczny. Jedno też przejawia się w tych wydarzeniach, mianowicie to, że cierpliwość i tolerancja drugiej strony dobiega już kresu. Byłoby pożądane, by w Polsce też zauważono, że są granice tolerancji dla agresji.
7.    Bardzo wyraźna analogia dotyczy nierównowagi medialnej obu stron podziału, obejmującej wszystkie media, łącznie z tymi, które w większości niesłusznie nazywane są określeniem „społecznościowe”. Trzeba stwierdzić, że media, które mają być głównym narzędziem komunikacji społecznej, odgrywają najbardziej destrukcyjną rolę i są decydującym elementem w tworzeniu i pogłębianiu podziału i w stabilizacji sytuacji, w której nie ma możliwości autentycznego, dialogu rozładowującego podział społeczeństwa. Strona „Anty” ma zdecydowaną przewagę w mediach i skutecznie manipuluje odbiorcami, bo kłamstwo dysponuje szeroką dowolnością nieprawdziwych argumentów, a prawda jest tylko jedna. Warto dodać, że zarówno w Polsce, jak w USA kłamstwo coraz bardziej się zapętla, manipulacja staje się coraz trudniejsza, ucieczka w sferę ograniczania wolności słowa coraz wyraźniejsza, a prawda nabiera coraz większej mocy. To musi w końcu mieć wpływ na strukturę mediów.
8.    W najgłębszym wymiarze analogia sytuacji w obu krajach obejmuje stosunek do religii, do wiary w Boga i do roli przyznawanej, lub odmawianej duchowieństwu w dalszym rozwoju społeczeństw. Mimo różnorodności wyznań mających swoje struktury w USA, Kościół Rzymsko Katolicki stał się tam od dawna szczególną ofiarą ataków, a w Polsce z wyjątkowo jednolitym składem wyznaniowym, wojna z Kościołem przybrała skalę, której nie dało się przewidzieć wobec niespotykanego bogactwa duchowego, którym Polskę obdarzył pontyfikat św. Jana Pawła II. W obu krajach strona „Anty” wykorzystuje wszystkie możliwości, by niszczyć Kościół katolicki i eliminować wiarę w Boga. Jeśli hunwejbini tej wojny nie hamują się z żadnym, najpodlejszym bluźnierstwem i nie skrywają swoich ostatecznych celów, politycy tej strony podziału zdecydowanie kamuflują swoje wsparcie dla tych działań i zwykle deklarują się jako wierzący i praktykujący katolicy. Demonstracyjny pokaz ślubu zawieranego przez Tuska szykującego się do wyborów i zdjęcie z ołtarzykiem modlitewnym w jego domu, trzeba zestawić z jego wieloma jednoznacznie negatywnymi wypowiedziami pod adresem Kościoła, by obnażyć niesłychane zakłamanie. Podobnie Biden, uchodzący za katolika w USA, zdecydowany zwolennik aborcji i rozwiązłości, by nie wspomnieć innych grzechów wymienianych publicznie, żegna się znakiem krzyża na pogrzebie ofiary wydarzeń 6 stycznia. Ta sama hipokryzja i obłuda, a jednocześnie to samo odrzucenie Boga.
9.    Kolejna analogia związana jest z działaniami strony „Anty” skierowanymi przeciw własnemu krajowi. Chodzi o wszystkie działania w Polsce związane z propagandą wstydu, ze zniekształcaniem polskiej historii, czy z bezpośrednimi działaniami szkodzącymi Polsce, jak wyprzedaż majątku narodowego, wyprowadzanie za granicę kapitału, sprzyjanie przestępcom, zmuszanie Polaków do emigracji, niszczenie nauki, edukacji, kultury i dziedzictwa narodowego, osłabianie armii, likwidacja połączeń komunikacyjnych, komend policji, poczty, czy bezpośrednie atakowanie Polski w gremiach zagranicznych, zwłaszcza w Niemczech i w UE. Podobne działania prowadzone są w USA, a tutaj kolejne „executive orders” nowego prezydenta najlepiej pokazują zmianę hasła Trumpa – „America first’ na hasło Bidena – „America last”. 
10.    Aby przerwać to przydługie wyliczanie analogii, przywołam jeszcze tę jedną, która dla mnie jest najbardziej zaskakująca. Chodzi o nienawiść skierowaną przeciw konkretnemu człowiekowi, która jest głównym motorem wszelkich działań strony „Anty”. Działania te mają jednak inne wymiary i znacznie gorsze cele, niż poskromienie jednego człowieka, który jest ważnym symbolem narodowego oporu i jawi się jako skuteczny przywódcą. Histeryczna nienawiść skierowana i demonstrowana powszechnie przez całą grupę „Anty” przeciw Trumpowi od czasu jego kandydowania na prezydenta poczynając od 2015 roku, pełna jest ataków, wypowiedzi i działań, które nie mieszczą się w zwykłych kanonach rywalizacji politycznej. O wiele wcześniej, dłużej i intensywniej zetknęliśmy się z taką samą nienawiścią w Polsce. Była początkowo skierowana przeciw ś.p. Prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu i została nazwana „przemysłem pogardy”, a po zamachu smoleńskim głównym obiektem tej nienawiści stał się Jarosław Kaczyński i jej objawy do dzisiaj przekraczają wszelkie normy zachowań politycznych. To rzeczywiście jest zagadkowa analogia sytuacji w USA i w Polsce.

Konkluzja wywiedziona z tego porównania wydarzeń, które mają miejsce w obu krajach i ze stwierdzenia ich podobieństwa, musi być prosta, krótka i jasna. Można ją wyrazić parafrazą słów Kornela Ujejskiego, które wydobył kiedyś z pamięci Premier Jarosław Kaczyński. Tak podobny scenariusz realizowany w dwóch całkowicie różnych krajach musi mieć wspólnego autora, więc „…CI SAMI SZATANI SĄ TAM CZYNNI…”

W sierpniu 1976 r. kard. Karol Wojtyła, odwiedzając Stany Zjednoczone, wypowiedział ważkie słowa: „Stoimy dziś w obliczu największej konfrontacji, jaką kiedykolwiek przeżyła ludzkość. Nie przypuszczam, by szerokie kręgi społeczeństwa amerykańskiego ani najszersze kręgi wspólnot chrześcijańskich zdawały sobie z tego w pełni sprawę. Stoimy w obliczu ostatecznej konfrontacji między Kościołem a anty-Kościołem, Ewangelią a jej zaprzeczeniem. Ta konfrontacja została wpisana w plany Boskiej Opatrzności. To czas próby, w który musi wejść cały Kościół, a polski w szczególności. Jest to próba nie tylko naszego narodu i Kościoła. Jest to w pewnym sensie test na dwutysiącletnią kulturę i cywilizację chrześcijańską ze wszystkimi jej konsekwencjami: ludzką godnością, prawami osoby, prawami społeczeństw i narodów”.
To się właśnie dzieje, dlatego warto obserwować wydarzenia w Polsce i w USA. Możemy jednak mieć pewność, że dzieje się to z udziałem Opatrzności. Zatem:  „Nie lękajmy się!”
                                


Lubię to! Skomentuj39 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka