0 obserwujących
33 notki
9262 odsłony
  334   0

Jaki las? Jakie liście? Liście zwrotne!

Chcie-liście? To macie. I nie w tomacie to skumbrie. Ale Donald w całej okazałości. Trudno się oderwać od tego tematu przewodniego (przewodniczącego nawet) ostatnich godzin i dni, czyli zapowiadanego od dłuższego czasu powrotu, w który do końca nie wierzyłem, aliści się ziścił. A o co chodzi z tymi liśćmi? To nawiązanie do myśli Chestertona z opowiadania „Złamana szabla” („Przygody księdza Browna”). Ksiądz Brown odpowiada na pytanie: „gdzie mądry człowiek ukryje liść?”. „W lesie”. To oczywiste, ale... alle... alee... jeśli nie ma lasu? „Mądry człowiek zasadzi las, żeby ukryć w nim liść”. Jaki liść chce teraz ukryć Donald i co będzie tym lasem?


...te „obwodnice w Markach” i inne wynalazki, to był tylko las, w którym pan premier próbował przemycić listek w postaci „Inwestycji Polskich”. (Stanisław Michalkiewicz)


Poprzednio – zdaniem red. Michalkiewicza, wyrażonym w tydzień po tzw. drugim expose premiera Tuska (12 października 2012), mimo że było to de facto trzecie expose – tym liściem była właśnie instytucja pod nazwą „Inwestycje Polskie”, rodzaj nad-ministerstwa, przeznaczonego do koordynacji inwestycji państwowych funduszy, ogromnych funduszy. Budżet tej instytucji, wynoszący ok. 40 mld złotych, miał pochodzić ze zrzutki ze spółek z udziałem Skarbu Państwa[1]. Bystry redaktor Michalkiewicz podejrzewał, że „Inwestycje Polskie” to może być miejsce „żerowiska dla ubowniczków młodych”, pewnego rodzaju „przebłagalnym darem dla bezpieczniackich watah”.

Nie trzeba było długo czekać, żeby ten pomysł, z tzw. „drugiego expose”, nabrał realnych kształtów. Już w styczniu 2013 roku Gazeta Wyborcza w artykule Andrzeja Kublika (nie mylić z Agnieszką Kublik) – jeszcze pełna rządowych ogłoszeń i bogata w prenumeraty – obwieszczała wszem i wobec, że powstała spółka Ministerstwa Skarbu pod nazwą Polskie Inwestycje Rozwojowe SA i będzie ona decydować o finansowaniu konkretnych projektów z rządowego programu "Inwestycje polskie" (mimo że rząd Tuska nie sprecyzował, jakie są priorytety tego programu i czym konkretnie miałaby się zajmować ta spółka, prócz mglistych zapowiedzi o „inwestowaniu strategicznym” w sektorach związanych z energetyką, infrastrukturą przemysłową i telekomunikacją). Kredyty na poszczególne projekty miał przyznawać Bank Gospodarstwa Krajowego. Ówczesny minister skarbu Mikołaj Budzanowski (następca Aleksander Grada w drugim rządzie Tuska) zapowiadał, że prezesem tej spółki zostanie „ekspert z wieloletnim doświadczeniem bankowo-inwestycyjnym”. I nawet się nie pomylił.

Na stanowisko prezesa PIR powołano człowieka, który ukończył studia bankowe w Wielkiej Brytanii i uzyskał dyplom z bankowości międzynarodowej w The Chartered Institute of Bankers w Londynie. W wieku 23 lat (1983) zatrudnił się w Grindlays Bank. Po przejęciu banku przez Australia and New Zealand Banking Group pracował w nim do 1991 r. Potem pracował także w Citibank (Londyn), ING Bank (już na stanowiskach zajmował kierowniczych), ABN AMRO[2] Bank Polska (w zarządzie, potem został prezesem zarządu banku i szefem Grupy ABN AMRO na Polskę), Banku BPH (wiceprezes zarządu), BRE Banku (prezes), Domu Maklerskim Money Makers (szef Rady Nadzorczej) oraz Aviva Towarzystwie Ubezpieczeń na Życie SA (członek Rady Nadzorczej). Był nim Mariusz Grendowicz, którego życiorys w Wikipedii (jak wielu innych możnych tego świata) zaczyna się od czasu studiów. Dzięki temu istnieje podejrzenie, że może urodził się w Polsce, bo studiował ekonomikę transportu na Uniwersytecie Gdańskim[3].

W tym samym 2013 roku państwowa spółka, którą kierował Mariusz Grendowicz, podpisała list intencyjny w sprawie udziału w funduszu China-CEE Investment Cooperation Fund (ICF). A więc instytucja, która miała inwestować w firmy polskie, aby ułatwić im rozwój, aby wspierać innowacyjność i przedsiębiorczość krajową, wspierać wzrost polskiego PKB i tworzenie nowych miejsc pracy, postanawia inwestować w fundusz, który będzie inwestować w Europie Środkowo-Wschodniej. Na dodatek prezes oświadcza, że to „jeden z trzech filarów naszej strategii, obok inwestycji w zupełnie nowe projekty oraz modernizacje”[4]. Zachwyca się możliwością dużego zarobku w związku z tą współpracą z ICF. Brzmi to trochę jak radość giełdowego spekulanta podczas hossy. To pięknie, że ICF dysponuje dużym kapitałem i miło, że „jednym z najważniejszych jego założeń będzie zainwestowanie co najmniej połowy zgromadzonych pieniędzy w Polsce i na Węgrzech”[4], ale kto miałby kontrolować, jakie środki i komu taki fundusz użycza? Jednym z trzech filarów spółki Skarbu Państwa jest wyrzeczenie się kontroli nad częścią dysponowanych przez nią funduszy inwestycyjnych, na dodatek pochodzących z „rodowych sreber”, czyli drogocennych spółek Skarbu Państwa[1]. Ciekawe.

Lubię to! Skomentuj1 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Gospodarka