7 obserwujących
109 notek
26k odsłon
  311   3

I co dalej?

To chyba dobre pytanie. Siedzimy w ciepłych domach i obserwujemy w telewizorach obrazy wojny w sąsiadującym z nami kraju. W kierunku Kijowa posuwa się 20-kilometrowa kolumna czołgów, wyrzutni i wozów zaopatrzenia. Na Białorusi, przy granicy z Ukrainą, sformowały się siły, które zaatakowały z północy. To nie jakieś mrzonki, czy gry strategiczna. To nie „Tank Battles”. To rzeczywistość. Giną ludzie. Giną dzieci. Niektórzy od pocisków, niektórzy od wybuchu bomb, niektórzy po prostu rozstrzeliwani.

My w tej wojnie nie weźmiemy udziału, bo to konflikt Ukrainy z Rosją. Czyżby? Przecież tyle razy powtarzaliśmy, że nie ma wolnej Polski bez niepodległej Ukrainy. Coś się zmieniło? Czym ta „operacja Putina” różni się od zajęcia przez Hitlera Czech, Moraw i Śląska Czeskiego, zakończonego utworzeniem Protektoratu Czech i Moraw w 1939 r.? Wtedy też rozbiór Czechosłowacji nie został uznany przez tzw. społeczność międzynarodową. Ale Czechosłowacja przestała istnieć.

Kiedyś uważano, że jak ktoś silny, to nie dasz mu rady. Nie ma siły. Nie ma sposobu. Ale jeśli zjednoczy się przeciw silnemu kilku słabszych, to mogą dać mu radę. Czy nie tak było w 1410 r.? No tak, dziś mamy broń atomową. Jak ktoś grozi, to nie wolno atakować, bo może dojść do konfliktu nuklearnego. Do tego nie wolno dopuścić. Czy to znaczy, że straszący nas zaszachował? Ze zostaliśmy zastraszeni? Przecież straszak atomowy polegał na tym, że kraj, który posiadał tę, broń mógł jej użyć, a nie, że wprost groził jej użyciem. Skoro Rosja grozi, to nieobliczalny Putin może użyć broni atomowej, więc uciekajmy i schowajmy się wszyscy do piwnicy? W niektórych są jeszcze schrony. W Warszawie były takie budowane jeszcze w latach sześćdziesiątych XX w. I w tych piwnicach, w tych schronach będziemy bezpieczni?


Myśli nieuporządkowane

Geostrateg dr Jacek Bartosiak, rozchwytywany ostatnio przez wszystkie stacje telewizyjne i radiowe, twierdzi wprost, że... „możliwe, iż to Joe Biden” doprowadził do wybuchu tej wojny swoimi wypowiedziami. Jak to?


Kiedy się jest przedstawicielem światowego mocarstwa, trzeba uważać na to, co się mówi. Inni tego słuchają. (dr Jacek Bartosiak, S&F)


Słuchają i wyciągają wnioski. Skoro sankcje mniejsze, za mniejsze wykroczenie (czytaj: wkroczenie), to może zróbmy mniejsze wykroczenie. A skoro sankcje są większe, to dlaczego zatrzymywać się przy wykroczeniu (czytaj: wkroczeniu) mniejszym. Jakiś dureń oskarży mnie zaraz o to, że jestem przeciw sankcjom wymierzonym w Rosję. Nie, nie jestem przeciw. Sankcje są spóźnione i niewystarczająco dotkliwe. Dziś słyszymy, że „zaaresztowano” dwa ogromne, luksusowe jachty wycieczkowe oligarchów, którzy są z „otoczenia Putina”. To musi zaboleć. Naprawdę? Miliarderów zaboli to, że przez kilka tygodni stracą zyski z jakiegoś jachtu? To mają być sankcje?

A może tymi sankcjami nie objęto wszystkich, których trzeba? A których pominięto i dlaczego? Pominięto dlatego, że to byłoby zbyt kosztowne? A wojna jest mniej kosztowna? Pod koniec 1939 roku znaliśmy już odpowiedź na to pytanie. A dziś? Dziś Putin oświadcza, że Rosja ma prawo do niepodległości, ale Ukraina – która wyrzekając się broni atomowej dostała od Zachodu (czyli od nas?) i Rosji „gwarancje” bezpieczeństwa – takiego prawa nie ma. Próby odzyskania przez Ukrainę zagarnięte w 2014 roku części republik donieckiej i ługańskiej (nie wspominając o zajętym wcześniej Krymie) to jakieś „chore wizje”. Ciekawe.

Jeszcze przed inwazją Rosji na Ukrainę Chiny wyraźnie oświadczyły - ustami swojego ministra spraw zagranicznych – że nie pochwalają stosowania sankcji i odrzucają je jako działania nie mające umocowania w prawie międzynarodowym. Dziś już wiemy, że Chiny nadal prowadzą normalną współpracę handlową z Rosją.


Apetyt Władimira Putina na ekspansję terytorialną nie osłabł w ciągu czterech lat prezydentury Trumpa, a świat nie stał się w magiczny sposób bezpieczniejszym miejscem. Źli aktorzy, tacy jak Putin, po prostu wiedzieli, że muszą się powstrzymać, bo poniosą konsekwencje. W niemal każdy możliwy sposób prezydent Biden osłabił Stany Zjednoczone i naszych sojuszników, wzmacniając Putina. W rezultacie Rosja jest w marszu, mimo że Ukraińcy zainspirowali świat swoją odwagą i stawianym oporem. A za kulisami, stanowiący największe zagrożenie dla Ameryki – Chiny Xi Jinpinga – czekają i obserwują.[1]


Już nie obserwują. Po serii wypowiedzi, raz za (nie będziemy ingerować w poczynania Rosji), raz przeciw („respektując” integralność terytorialną wszystkich krajów i ubolewając nad losem ofiar na Ukrainie) – widać teraz wyraźnie, że wpływ niektórych Noblistów jest jednak większy niż przypuszczamy – Chiny chcą być mediatorem.


Chiny zasygnalizowały, że są gotowe do odegrania roli mediatora prowadzącego do zawieszenia broni w wojnie wypowiedzianej Ukrainie przez Rosję. Chińczycy wyrazili wielkie zaniepokojenie z powodu krzywd doświadczanych przez ukraińskich cywili.[2]

Lubię to! Skomentuj8 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka