Wspominamy Królaka Wspominamy Królaka
856
BLOG

Królak, Ty zaraz spotkasz Boga

Wspominamy Królaka Wspominamy Królaka Osobiste Obserwuj temat Obserwuj notkę 2

Wpadliśmy na siebie w najtrudniejszym momencie mojego życia. W korytarzu, tłoku, dymie papierosów i cierpkiej wilgoci wina. Byłem w mrocznym dole, z którego próbowałem malutki kroczkami się wydostawać. Jego to zafascynowało. Uwielbiał trudne, skomplikowane sytuacje. Pokręcone losy i ciemne uliczki. Rammstein, „Zagubioną autostradę” i Francisa Bacona.

Widywaliśmy się bardzo często. Odbyliśmy setki rozmów. O sprawach ostatecznych. O ludzkich wyborach, postawach. O skomplikowaniu i pięknie świata. O obrazach i muzyce. Najwięcej o ludziach i ich doświadczeniu. O głupocie. Kpiliśmy , rechotaliśmy, kamienieliśmy w zachwycie. Wypiliśmy morze wina.

Chciał ze mną pójść i przyjrzeć mi się w mojej niedoli i wyczołgiwaniu się. Pytał, badał, nakłuwał, patrzył i słuchał. Wędrował po mojej duszy i umyśle. Jak zaciekawiony naukowiec, który trafił na bardzo nietypowy okaz. W wędrówkach po duszy był zaciekawiony ale wrażliwy i delikatny. Pełen empatii. W wędrówkach po umyśle bywał bezwzględny.

Był mi Bratem. Przyjacielem. Przewodnikiem.  Sprawił mi niezwykły dar. Zaprojektował grób dla moich najbliższych. W czarnej, granitowej płycie wyciął krzyż. Ten projekt i to jak go odczytywaliśmy wypływał z dziesiątek a może setek godzin naszych rozmów  śmierci, jej tajemnicy i znaczeniu.  O odejściu Dagmary i Szymonka. O cierpieniu.

Czytaliśmy to inaczej. On mówił, ze narysował brak krzyża. – Tu nie było Boga – mówił. Ja: - Narysowałeś krzyż, przez który oni unoszą się do nieba.

I myśl o tym, czy wtedy był Bóg, był przy nich, czy go zabrakło towarzyszy mi ile razy staje przed grobem Dagmary i Szymona. Teraz odszedł Królak i zastanawiam się, czy znowu spieralibyśmy się o to samo. Czy odszedł, bo zabrakło Boga, czy Bóg był przy tym. 

Jacek towarzyszył mi do momentu, w którym wróciłem do normalnego świata. Stanął przy ołtarzu, obok Bogny i mnie, kiedy zakładaliśmy nową rodzinę.  Kazał nam cieszyć się i bić w dzwony. Potem zaczął znikać.

Kiedy zabierał się za coś, oddawał się temu w pełni. Napisanie kartki tekstu zajmowało mu masę czasu. Nie chciał zostawić jednego źle napisanego, pustego zdania. Kiedy projektował najdrobniejszą rzecz, robił to na tysiąc sposobów, aż doszedł do kształtu, który w pełni akceptował. Był w tym okropnie upierdliwy. Nie znosił drogi na skróty.

 Drążył każdy temat i każdego napotkanego człowieka, jeśli wydał mu się interesujący. Nieciekawych omijał i zostawiał szybko. Fascynował się, nie znosił letniości. Uwielbiał tropić absurdy, miałkości i bzdury. Uwielbiał zapędzać w kozi róg, kpić. Poświęcał godziny dla jednego efektu. Dowcipu, numeru, efektownego finału.

Nigdy nie był do końca zadowolony. Zawsze pełen niedosytu. Drążył, szukał, próbował. Nie wystarczało mu czasu, miejsca. Szukał treści, gęstości. Nadwyżki.  

Naszej przyjaźni też się oddał, jak wszystkiemu. Złożył mi wielki dar.

Potem uciekł. Wpadł w ciemność. I trwał w niej długo. Doszedł do jakiejś ściany. Zostawił nas wszystkich. Byliśmy  na niego wściekli. Bo przegiął.

Teraz odszedł na amen. I jesteśmy jeszcze bardziej wściekli. Królak, naprawdę przegiąłeś. Ale jeśli myślisz, że Boga nie ma, mylisz się, Przyjacielu. Zaraz Go spotkasz.

Do zobaczenia.

Igor Janke

Jeśli ktoś chciałby zamieścić tekst na tym blogu proszę o przysłanie go pod adres: wspominamyjacka@gmail.com

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Rozmaitości