Wspominamy Królaka Wspominamy Królaka
383
BLOG

Łobodziński o Królaku3: Wykład ojca Jacka Salija

Wspominamy Królaka Wspominamy Królaka Osobiste Obserwuj temat Obserwuj notkę 1

Styczeń 1987 roku był cholernie mroźny. Pamiętam, że temperatura spadła nagle 6 stycznia, w urodziny Marka Wojtczaka, nowego wówczas członka Zespołu Reprezentacyjnego. Marka nie było w domu, gdzieś zabalował w mieście, więc włóczyłem się z Carlosem Marrodanem po Warszawie, szukając okazji do napicia się. W jednym ze sklepów sprzedano nam białe wino nieznanej wówczas marki Sophia. To był początek kilkuletniego triumfalnego pochodu bułgarskich wytłoczyn przez polskie stoły. Na bezrybiu…

Ze dwa tygodnie później Jacek zadzwonił do mnie z wiadomością, że wieczorem o. Jacek Salij będzie miał ciekawy wykład w kościele na Powiślu. Spotkaliśmy się i ruszyliśmy przez sine od mrozu ulice. Tuż przed 19.00 dopadliśmy do kościoła na Tamce, ale drzwi były zamknięte. „Chyba musiałem coś pomylić… Może to nie ten kościół…” – mamrotał Jacek. Było za późno, żeby próbować się dostać pod właściwy adres, skoro nawet nie wiemy, gdzie to jest. Nie było Internetu, komórek, GPS.

Byłem trochę wściekły, że wkoło zimno, ciemno, widoków na zmianę ustroju nie ma, w sklepach bryndza, a tu jeszcze Jacuś wszystko pochrzanił. Co można zrobić, żeby jakoś zlikwidować niesmak? Pójść do sklepu, kupić flaszkę i wrócić gdzieś w ciepłe kąty. Czyli do mnie.

Pamiętam, jak szliśmy pod mostem Poniatowskiego, potem długo w górę Ludną i Książęcą. Wcale nie chciało nam się uciec od mrozu do jakiegoś autobusu. Jacek szedł w szaro-granatowym palcie i czapeczce, która wieńczyła mu czubek głowy. Ja pewnie w żółtej puchówce, jaką wtedy miałem. Grzała nas nie tylko perspektywa długiej rozmowy przy butelce, kanapkach i muzyce, ale i chwila obecna. Jacek poruszył wtedy temat muzyki klezmerskiej. Gdzieś usłyszał był trochę nagrań, pewnie na jakimś spotkaniu ze Stanisławem Krajewskim albo innym propagatorem kultury żydowskiej, i teraz opowiadał mi o tej zupełnie innej nucie. Mówił, że gdyby Zespół Reprezentacyjny zrobił program muzyki klezmerskiej, mogłoby z tego wyjść coś niezwykłego. Naiwnie uważał, że jest to w zasięgu Zespołu. Tak, jakbyśmy byli wirtuozami muzyki i nastroju. Jacek nie był zagorzałym fanem ZR, ale kibicował nam, bo ważni byliśmy my. Ludzie, których spotkał, oddali się czemuś, co sprawiało radość innym, więc samo to zasługiwało na Jego szacunek. Zrobił nam parę razy scenografię i światła. Potem jeszcze miał wielokrotnie dołożyć swój talent graficzny do naszych działań. Kręcił nosem na naszą muzykę, ale oddzielał ją od nas. A niektóre piosenki nawet lubił.

Wtedy, w styczniowy wieczór 1987 roku, złożyłem Mu obietnicę, że jeśli Zespół nie zrobi programu muzyki żydowskiej, to ja sam spróbuję. To było grubo przed modą na muzyczne judaica, którą Jacek może przeczuwał. Chciał, żebyśmy byli wśród pierwszych.

I udało Mu się. Powstał program wprawdzie nie klezmerski, a sefardyjski, ale to w dużej mierze zasługa inspiracji Jacka, że odważyliśmy się wejść na ten teren. Materiał mieliśmy w połowie zrobiony dużo wcześniej, ale nie myśleliśmy, że to ma sens, że ktoś tego będzie chciał słuchać. Minęło kilka miesięcy i program Sefarad miał premierę w Remoncie. Jacek zrobił wtedy przepiękne światła. 

Jeśli ktoś chciałby zamieścić tekst na tym blogu proszę o przysłanie go pod adres: wspominamyjacka@gmail.com

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Rozmaitości