Wspominamy Królaka Wspominamy Królaka
291
BLOG

Łobodziński o Królaku5: De profundis

Wspominamy Królaka Wspominamy Królaka Osobiste Obserwuj temat Obserwuj notkę 0

 Wielokrotnie usiłowałem przewidzieć, co się Jackowi spodoba – w filmie, który obejrzałem przed nim, w muzyce, do której pierwszy dotarłem, w wierszu czy książce. Nierzadko trafiałem sam środek tarczy, ale czasami kompletnie nie stykało. Jakby pociąg, którym podróżujemy, nagle trafił na rozjazd trakcji i rozwidlił się w dwie różne strony.

Był jeden przypadek, którego do dziś nie rozumiem. Być może stanowi on dowód, że idealizujemy naszych mistrzów, gdy tymczasem na powierzchni ich dusz też pojawiają się rysy niekonsekwencji. Jacek uwielbiał filmy Marka Koterskiego. Sam mówił, że w Adasiu Miauczyńskim odnajduje po prostu siebie, swoje neurozy i poczucie klęski. Zaśmiewał się niemal do ekstazy, bo należał do tych nielicznych istot, które potrafią śmiać się same z siebie, ze swego urojonego lub prawdziwego kalectwa, nieudacznictwa, pokrzywienia. Mnie Koterski nie od razu zauroczył, dopiero po jakimś czasie zorientowałem się, że zaczynam mówić dialogami z Życia wewnętrznego, Porno czy Nic śmiesznego.

W 1999 roku szturmem zdobył kina film Sama Mendesa American Beauty. Tym razem ja z kolei długo nie mogłem się pozbierać wewnętrznie, bo w Lesterze Burnhamie, w jego frustracji dostrzegałem sporo z siebie samego. Nie w anegdocie, a w samym stosunku do świata. Jacek nie mógł zrozumieć, czemu tak to osobiście odbieram. Tłumaczył mi, że odbieranie filmu jak zwierciadła jest błędem, że dostrzeganie siebie w kinie to zły trop, to pułapka, która przesłania to, co tam naprawdę jest ważne.

Nigdy nie zdołałem usłyszeć od Niego zadowalającej odpowiedzi na pytanie, czemu osobista perspektywa ma być pomocna w odbiorze Nic śmiesznego, a zaburzać odbiór American Beauty.

Tego nie rozstrzygnąłem do dziś. Zaczynam natomiast rozpoznawać, co Go pociągało w pewnych książkach czy filmach – w dużym uproszczeniu można to nazwać metafizyką. Mam wrażenie, że Jacek, który zaciekle bronił się przed jawną tolerancją nadprzyrodzonego czy „tylko” pozacielesnego bytu w tym, co nam się przydarza – z taką transcendentną realnością miał do czynienia na co dzień. To lekkie uniesienie ponad poziom ziemi urzekało Go w głosie Iana Curtisa, trąbce Milesa Davisa, w filmach Herzoga, w Milczeniu owiec, w esejach W. H. Audena czy w malarstwie Bacona, Czapskiego, Velazqueza.

Sfera metafizyczna zapewne – nie wiem, jedynie się domyślam, bo pewnie jeszcze nieprędko nauczę się ją bezbłędnie rozpoznawać – pozwala na szybsze, lepsze widzenie. Daje umiejętność syntezy, widzenia nieoczywistych związków, kwintesencji. Wielu mniej oczytanych ludzi Jacek zdumiewał łatwością, z jaką potrafił wskazać najważniejsze etapy drogi intelektualnego rozwoju, najważniejsze idee danego twórcy, najistotniejsze obrazy czy wiersze.

Porażał. Ale myślę, że nie ta jego swobodna, wciąż pracowicie odnawiana, rekultywowana erudycja była u Niego najbardziej godna podziwu. Wielu jest przecież erudytów, humanistów z najwyższej półki, herosów ducha. Rzecz w tym, że większość z nich wyrosła na bardzo przyjaznej glebie.

Jacek sam siebie zbudował. Wychował się w środowisku dalekim od akademii i Parnasu. Wszystko, czymkolwiek nas wszystkich zadziwiał i wprawiał w podziw – zawdzięczał sobie samemu. Miał bardziej pod górkę w drodze na szczyt, a z nas wokół nikt tak dobrze nie podskoczył.

Jeśli ktoś chciałby zamieścić tekst na tym blogu proszę o przysłanie go pod adres: wspominamyjacka@gmail.com

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości