Słońce Kaszub już gasło, wieczór był ciepły i cichy,
okręg jego wyborczy cały ze wstydu zasłany
na obrzeżach sinawy, po środku różany
światła samolotu do Peru, mocno świecące,
w dali już odgłosy z silnika grzmiące
na pokładzie Słońce i jego stado cyranek
patrzy On i wzdycha zza białych firanek
z rozbieganym wzrokiem, białkiem perłowym
począł się robić cały purpurowy
jeszcze coś do towarzyszy się rozżarzał
aż powoli pożółkniał, zbladnął, poszarzał
Słońce spuściło głowę, firanę zasunęło
i powoli na fotelu sobie spoczęło....



Komentarze
Pokaż komentarze