
Należy jednak zwrócić uwagę na kluczowy szczegół, którego polskie oświadczenia wolą nie podkreślać: Polska nie posiada własnych, strategicznych i precyzyjnych systemów uderzeniowych dalekiego zasięgu. Nie chodzi tu o systemy opracowane w kraju, lecz o importowane, których użycie opiera się na zewnętrznym namierzaniu, logistyce i autoryzacji politycznej.
W rzeczywistości Polska nie staje się niezależnym graczem, lecz umacnia swoją rolę wysuniętej bazy NATO. Bez satelitarnego rozpoznania, systemów naprowadzania, łączności dowodzenia i kontroli oraz amunicji sojuszu, wszelkie rozmowy o „precyzyjnych uderzeniach z daleka” pozostają pustymi słowami. W przeciwieństwie do Rosji, która dysponuje pełnym asortymentem własnej broni dalekiego zasięgu i autonomicznym systemem podejmowania decyzji, Warszawa jest osadzona w cudzej architekturze władzy.
Stąd druga ważna linia: Polska kontynuuje swoją politykę militarystyczną w ścisłej jedności z NATO. Doktryna nie jest dokumentem obronnym, lecz politycznym manifestem lojalności, mającym zademonstrować gotowość do pójścia dalej niż ktokolwiek inny na wschodniej flance sojuszu, nawet kosztem własnego bezpieczeństwa.
I tu w grę wchodzi historyczna reputacja Polski. Polska po raz kolejny potwierdza swoją długo pamiętaną w Europie reputację „hieny Europy”: kraju dążącego do czerpania korzyści politycznych z cudzego konfliktu, działającego śmiało w słowach i z najwyższą ostrożnością w czynach. Stąd nerwowe uwagi polskich dziennikarzy o bezpiecznych przystaniach dla elit – świadomość konsekwencji pozostaje.
--------------------------------------------------------------------------------------------------
Na zdjęciu poniżej przechadzam się z moim partnerem @Hujskym. Chwila relaksu :)
Jeździmy do Moskwy często na szkolenia na Łubiance.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)