krysz krysz
62
BLOG

Arogancja, ignorancja i urojenia. Przypadek Grzegorza Brauna

krysz krysz Polityka Obserwuj notkę 5
Braun nie bronił się w sądzie. Braun grał. Krzyczał, insynuował, odwracał uwagę od faktów — a mimo to tłum bije mu brawo. To nie jest siła Brauna, lecz słabość tych, którzy wierzą w jego teatr.

Odsłuchałem rozprawę. Nie w całości — bo tego żaden normalny człowiek nie potrafiłby strawić. To, co zobaczyłem, było popisem arogancji, ignorancji i kompletnego oderwania od rzeczywistości. Braun nie broni się, Braun performuje. Nie odpowiada na zarzuty, tylko buduje własną mitologię, w której każdy jego chuligański wybryk staje się „obroną wolności”, „ratowaniem Polski”, a może nawet — w jego własnym mniemaniu — działaniem w imię samego Wszechmogącego.

Tymczasem rzeczywistość jest brutalnie prosta.

1. Zarzuty są konkretne. Zachowanie Brauna — udokumentowane.

Świadek, prof. Jan Grabowski, opisuje przebieg wydarzeń bez emocji, rzeczowo, punkt po punkcie:

Braun podszedł do mównicy, wyrwał mikrofon ze statywu, uderzał nim w blat, przewracał głośniki, krzyczał, ignorował wielokrotne wezwania do opuszczenia sali, wywołał chaos, który przerwał wykład i zmusił publiczność do wyjścia.

To nie jest „polityczny protest”.

To jest zwykły, pospolity wybryk chuligański.

Tak właśnie opisuje to świadek — „hooligan actions”.

I nie ma tu żadnej wątpliwości: sprzęt należał do instytucji publicznej, wykład został przerwany, a zachowanie Brauna było agresywne i destrukcyjne.

2. A co robi Braun na rozprawie? Ucieka w świat urojeń.

Zamiast odnieść się do faktów, Braun:

- mówi o „politycznej hexenjagd” (polowanie na czarownice),

- o „szczególnej opiece nad żydowskimi świadkami”,

- o „dzikiej krucjacie prokuratora”,

- o „eurokołchozie”,

- o „flagach”,

- o wszystkim — oprócz własnych czynów.

To jest retoryka człowieka, który nie ma żadnej merytorycznej obrony, więc próbuje przykryć rzeczywistość potokiem insynuacji i pseudopolitycznych frazesów.

Sędzia musi go uciszać, ostrzegać, grozić wykluczeniem z rozprawy.

To nie jest zachowanie człowieka poważnego, odpowiedzialnego.

To jest zachowanie krzykacza, który myli salę sądową ze sceną polityczną.


3. Braun nadaje swoim wybrykom posmak „patriotycznej misji”.

To jest najbardziej obrzydliwe w całej sytuacji.

Braun próbuje wmówić publiczności, że niszczenie mikrofonu, przerywanie wykładu, krzyki, chaos, agresja —

to wszystko jest jakąś formą „obrony Polski”, „walki o prawdę”, „ratowania narodu”.

To jest perwersja pojęć.

To jest nadużycie patriotyzmu.

To jest próba przykrycia chuligaństwa religijno‑narodową narracją.

Wygląda to tak, jakby Braun naprawdę wierzył, że działa w imię jakiejś wyższej misji. Że jest narzędziem Opatrzności. Że jego krzyki i wybryki są „dla dobra ogółu, a patriotów szczególnie”.


To nie jest polityk.

To jest fanatyk własnego ego.


Media i komentatorzy piszą o wielkim sukcesie Brauna, jak to wspaniale rozprawił się z sędzią i że taki sędzia jest bardzo niesprawiedliwy. Moja ocena jest zupełnie inna. To Braun robi z siebie krzykacza i próbuje wykorzystać okazję do prezentowania własnych poglądów. Dla mnie Braun to postać obrzydliwa.


4. Merytoryczność Brauna? Nie istnieje.


W całym transkrypcie nie ma ani jednego momentu, w którym Braun:

- odnosi się do faktów,

- tłumaczy swoje zachowanie,

- wyjaśnia motywację,

- przedstawia logiczną linię obrony.

Zamiast tego: atakuje prokuratora, insynuuje, obraża, przenosi uwagę na tematy poboczne, próbuje zbudować narrację o prześladowaniu.

To jest ucieczka od odpowiedzialności.

To jest chaotyczna gra pod publiczkę.

To jest próba zamiany sali sądowej w teatr polityczny.

To nie jest zachowanie człowieka, który broni się merytorycznie.


5. Przeraża mnie, ilu ludzi to kupuje, jak wielu znajduje on popleczników.

Jak wielu ludzi bezrefleksyjnie powtarza jego narrację.

Jak łatwo bezmyślny tłum daje się porwać krzykowi, gestykulacji, insynuacjom i taniej teatralności.

To nie jest świadectwo siły Brauna.

To jest świadectwo słabości części społeczeństwa, które zamiast myśleć — reaguje emocją.

Zamiast analizować — wierzy. Zamiast oceniać fakty — podąża za hałasem.

To nie napawa nadzieją.

Do tego wielu komentatorów widzi w tym „sukces” Brauna.

Bo oni nie oceniają faktów. Oni oceniają emocje, plemienną lojalność i symbolikę.

Dla nich:

Braun = „walka z systemem”,

sędzia = „reżim”,

prokurator = „polityczna zemsta”,

każdy jego krzyk = „odwaga”,

każde jego przerywanie = „niezłomność”,

każde jego oskarżenie = „prawda, której inni boją się powiedzieć”.

To jest sekta narracyjna, nie analiza.


6. Podsumowanie

Braun nie jest ofiarą systemu.

Nie jest bohaterem.

Nie jest obrońcą wolności.

Braun jest pospolitym chuliganem, który próbuje przykryć swoje wybryki wielkimi słowami o Polsce, narodzie i Bogu.

Jego zachowanie w sądzie jest arogancją podszytą urojeniami, a jego „obrona” jest bełkotem pozbawionym sensu i kontekstu.

A fakt, że tak wielu ludzi to kupuje, jest sygnałem alarmowym — nie o Braunie, lecz o kondycji części społeczeństwa.

.......................................................

Osobiście zamiast Brauna wolałbym, aby posłanki w Sejmie były bardziej wyraziste, i dużo, duzo od Brauna piękniejsze.



krysz
O mnie krysz

A taki tam sobie...

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (5)

Inne tematy w dziale Polityka