Krytyczno-cyniczny Krytyczno-cyniczny
82
BLOG

Ludu, mój! Ludu! Nie było żadnego zamachu!

Krytyczno-cyniczny Krytyczno-cyniczny Polityka Obserwuj notkę 12

Po 10 kwietnia byłem, proszę mi wybaczyć, wkurwiony. Przyznaję, nie mam nerwów ze stali. Gdy doszedłem do siebie po początkowym szoku, w rozmowie ze znajomym powiedziałem - albo sprawa się wyjaśni w najbliższych dwóch tygodniach, albo nie wyjasni się w ogóle. Każdego kolejnego dnia utwierdzałem się w przekonaniu, że o wiele bliższa jest ta druga ewentualność. Ogarniająca mnie złość była w stanie przyćmić żal i smutek. Zdumiewająco szybko stało się jasne, że rząd spartaczył sprawę, oddał wszystko w ręce Rosjan. Wygodnie. Nawet jeśli Putin spapra śledztwo, polskie społeczeństwo nie będzie w stanie wyciągnąć od niego żadnych konsekwencji. Doniu umyje ręce, zrzuci winę na ruskich, a z pomocą swoich... tfu, przepraszam, zaprzyjaźnionych mediow narobi szumu medialnego wokół czegoś zupełnie innego. Cholernie wygodnie. A ja mam ochotę rozbić kineskop, gdy widzę w telewizji jego gębę zapewniającą mnie, jak to mu zależy na wyjaśnieniu okoliczności katastrofy. 


Katastrofy... Cóż, to też ciekawy wątek w całej tej sprawie. Nie mogłem wyjść ze zdumienia, gdy zaraz po rozbiciu się rządowego Tupolewa, z ambony zaczęto zapewniać społeczeństwo, że to na pewno nie zamach. Oto z miejsca wykluczono jedną z kluczowych hipotez. Człowiek nawet nie wie jakich to specjalistów ma w rządzie. Ot, rzucili okiem i z miejsca potrafili wykluczyć zamach. Panowie! Z powołaniem się mineliście! Zajmijcie się badaniem katastrof, a nie polityką!


Ech, żarty na bok. Bo chciałem podzielić się swoimi przemyśleniami na temat tej pochopnie odrzuconej ewentualności - zamachu, znaczy się. Proszę mnie źle zrozumieć, nie należę do tej panoszącej się po internecie zgrai, wrzeszczącej po forach, że ruscy nam prezydenta zabili. Uważam jednak, że w sposób karygodny odrzucono możliwość zamachu. Nie przeprowadzono (a przynajmniej nie podano tego do wiadomości publicznej) żadnych czynności śledczych, które mogłyby zweryfikować taką możliwość. Już prawie odetchnąłem z ulgą, gdy Seremet rzucił w jakimś tam wywiadzie, że do pomocy w śledztwie zamierza zaprosić Amerykanów i zbadać możliwość wygenerowania mgły za pomocą urządzeń technicznych. Niestety, na deklaracjach się skończyło, bo o Amerykanach więcej nie usłyszałem. Najwyraźniej Kwiatkowski opier... przepraszam, poinstruował Seremeta, aby tenże nie narażał stosunków międzynarodowych Polski. Zgaduję oczywiście z tymi stosunkami, bo powodów ingerencji w teoretycznie niezależne śledztwo mogło być wiele innych. Zostawmy to na razie. 


Żyjemy, jakby nie patrzeć, w XXI wieku. Jak dla mnie, wygenerowanie mgły przy pomocy jakichś tam urządzeń wydaje się zupełnie możliwe. Aż przypomina mi się wywiad z pewnym niemieckim meteorologiem - Karstenem Brandtem. Rzecz w Polsce nie do pomyślenia, ale pan Brandt wraz kilkoma innymi naukowcami wytoczyli proces rządowi niemieckiemu o manipulowanie pogodą. Dla nie wtajemniczonych, manipulacji pogodą zabrania ENMOD, czyli Konwencja ONZ o Modyfikacji Śodowiskowej. Nie pamiętam już jak się rzecz skończyła, ale wiem, że niemieckie wojsko przyznało się do eksperymentów pogodowych. Niemożliwe? A jednak. Tworzenie chmur poprzez rozpylanie chemikaliów w jonosferze. Cóż więc za problem dostosować technologię do emisji pary wodnej z poziomu gruntu? 


Inna bajka to (nie)sławny HAARP, czyli High Frequency Active Auroral Research Program (państwo pozwolą, że przetłumaczę - Program Badawczy nad Wysokoczęstotliwościowym Sterowaniem Pogodą). Współfinansowany przez marynarkę i lotnictwo USA oraz Agencję Zaawansowanych Obronnych Projektów Badawczych Departamentu Obrony. Teoretycznie program ma na celu stosowanie środków technicznych w celu zapobiegania wpływu zjawisk pogodowych na systemy elektroniczne. W praktyce - któż to wie. Niemniej, patrząc po sponsorach tego projektu nie mam większych wątpliwości, że naukowcy z HAARP-a pracują również nad wojskowym zastosowaniem środków pozwalających kontrolować pogodę. A to wszystko wspierane danymi z obserwatorium HIPAS (ang. High Power Auroral Stimulation; pl. Stymulacja Pogodowa o Wysokiej Mocy). 


  Ktoś teraz powie: "Nie pieprz, gościu. Stany to nasz sojusznik". Dobrze, załóżmy, żę USA to rzeczywiście nasz sojusznik (w co osobiście szczerze wątpię). Podobne badania prowadzą zarówno Rosja, jak i Unia Europejska. W przypadku UE to owiany tajemnicą szereg instalacji w Skandynawii. W przypadku Rosji to SURA, czyli Instytut Badawczy Radio-Fizyczny w Niżnym Nowogrodzie. Ten drugi zasługuje na osobne kilka słów komentarza. W ramach eksperymentu SURA wojskowy Tupolew (Tu-16) wleciał w chmurę wytworzoną na pułapie 12300 metrów, co zupełnie zakłóciło działanie pokładowej elektroniki. Co ciekawe, wytworzona tzw. chmura srebrzysta w naturalnych warunkach występuje jedynie na wysokości od 75 do 85 kilometrów nad ziemią. Da się? Ano, da. 


Zostawmy kontrolowanie pogody. Jest jeszcze inna opcja. Otóż zastanówmy się teraz nad zasadą funkcjonowania wysokościomierza w samolotach. Ponoć to właśnie różnica w podawanej i odczytywanej wysokości doprowadziła do "katastrofy". Wysokościomierze to tak naprawdę nieco bardziej skomplikowane manometry. Cóż więc trzeba, by zakłócić działanie takiego urządzenia? Jako że jest ono w sporej mierze mechaniczne, a nie elektroniczne, zostają dwie ewentualności. Pierwsza - w samolocie zainstalowano urządzenie, które w sposób mechaniczny zakłóciło odczyt. Druga - wysokościomierz sabotowano w trakcie przeglądu przez rosyjskiego, prywatnego serwisanta Tupolewów tak, aby dało się zakłócić odczyt w chwili wysłania odpowiedniego sygnału radiowego. O ile pierwsza ewentualność zdaje się być mało prawdopodobna ze względu na zasady funkcjonowania wysokościomierzy, o tyle druga zdaje się być cholernie prosta. Czy naprawdę tak trudno sobie wyobrazić prywatną firmę, która przyjmuje gargantuiczną łapówkę w zamian za "możliwość zajrzenia do serwisowanego samolotu"? 


Nie lubię teorii spiskowych. Uderzają one w prymitywizm prostych ludzi i tworzą anarchistyczny klimat. Z drugiej strony, nie można ich wszystkich wykluczać. Rządy to zgraja wyrachowanych ludzi pozbawionych wszelkiej moralności (nie oszukujmy się, tacy właśnie są politycy). Tego kalibru gracze doskonale zdają sobie sprawę z faktu, że do wiadomości publicznej nie można podawać absolutnie wszustkiego. Każdy rząd ma swoje skrzętnie skrywane przed obywatelami sekrety. Każdy. 


A co można było zorbić? Prawnikiem nie jestem, więc nie wiem, czy to co zaraz napiszę ma ręce i nogi. Niemniej, uważam, że oprócz lotniska w Smoleńsku powinno się zabezepiczyć teren nad którym nasz rządowy Tupolew podchodził do lądowania. Na miejsce powinno się sprowadzić wojskowych, chemików i meteorologów, a cały obszar powinien zostać z miejsca przejęty przez BOR-owików i zamknięty dla Rosjan. 
 

Nie chcę tu uchodzić za jednego z tych rozwrzeszczonych oszołomów panoszących się po sieci i wrzeszczących jak to Putin Kaczyńskiego ukatrupił. Niemniej, uważam, że ewentualność zamachu odrzucono przerażająco pochopnie. Nie zbadano żadnej z przedstawionych przeze mnie opcji. Chryste słodki, a jestem tylko zwykłym obywatelem. Czy Seremet naprawdę jest mniej rozgarnięty ode mnie? Wątpię. Już bardziej prawdopodobne jest ta wspomniana wcześniej interwencja Tuska... przepraszam, Kwiatkowskiego. I bebechy mi się wywracają. Jak można tak bezczelnie produkować coraz to kolejne kłamstwa. Jak można.... Nie. Może zamilczę, zanim mnie poniesie. Jedynym sensownym wyjaśnieniem tej całej sytaucji jest to, że Tusk zamierza po raz kolejny (nie wiadomo który) umyć ręce i zrzucić winę na pionka - ruskich, Seremeta, Kwiatkowskiego czy kogokolwiek innego. Pionek poświęcony, król jest bezpieczny.
 

Uprzedzam solidarnie, że będę masakrował wszelkie objawy głupoty w sposób tak kulturalny i do bólu logiczny, że żaden cenzor mnie nie tknie.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (12)

Inne tematy w dziale Polityka