Krzysztof Szczucki Krzysztof Szczucki
372
BLOG

Róbta co chceta

Krzysztof Szczucki Krzysztof Szczucki Polityka Obserwuj notkę 0

Gdybym miał kształtować swoją wiedzę na temat sumienia, jego istoty, właściwości, cech, to odniósłbym wrażenie, że można je utożsamić ze znanym powiedzeniem: „róbta co chceta”. Tak rozumiem wypowiedzi najważniejszych polskich polityków i urzędników, którzy uzasadniali swoje poparcie dla ustawy regulującej zapłodnienie pozaustrojowe (tzw. in vitro). Z jednej strony, trudno nie przyklasnąć władzy, która – przynajmniej na płaszczyźnie retoryki – wstrzemięźliwie podchodzi do swoich kompetencji, stroniąc od absolutyzmu. Przestrzeń od anarchii do absolutyzmu jest jednak ogromna. Żałuję, że urzędnicy nie trwają przy tak teraz promowanej zasadzie „róbta co chceta” chociażby wtedy, gdy uchwalają i egzekwują, często niezrozumiałe i wzajemnie sprzeczne, przepisy prawa podatkowego.

Rzecz w tym, że w przypadku zapłodnienia pozaustrojowego nie chodzi tylko o interes osób, które w ten sposób starają się o dziecko. Gdyby tak było, to państwo mogłoby rozważać wycofanie się z tej przestrzeni, tak aby pozwolić ludziom dorosłym podjąć decyzję i ponieść później jej ewentualne konsekwencje. Tak jest chociażby w przypadku środków antykoncepcyjnych. Nie zakazujemy ich, ponieważ poza bezpośrednio zainteresowanymi nie krzywdzą one bezpośrednio nikogo innego. Nie wszystkie zachowania niemoralne należy kryminalizować. Inaczej rzecz się ma ze środkami antykoncepcyjnymi, które mają jednocześnie działanie aborcyjne. Jest to jednak temat zasługujący na odrębne opracowanie.

Procedura zapłodnienia pozaustrojowego nie dotyka tylko starających się o dziecko. Dotyka także, a raczej przede wszystkim, dzieci, które w ten sposób są poczynane. Znajdują się one w bardzo wczesnym stadium rozwoju, ale nie widzę żadnego powodu, by mogło to skutkować w pozbawieniu ich statusu bytu ludzkiego, ontycznie tożsamego ze statusem każdego innego człowieka. Jeżeli ktoś jest zwolennikiem metody in vitro i nie widzi nic złego w selekcjonowaniu zarodków, czy też ich mrożeniu, to musi stanąć w prawdzie o swoim światopoglądzie i przynajmniej przyznać się, że odrzuca możliwość przyznania zarodkowi statusu człowieczego. W przeciwnym razie dyskutujemy tylko o emocjach. Człowiek, jako istota rozumna, powinien móc nad emocjami zapanować.

Sumienie jest ostatecznym sędzią w postępowaniu moralnym. Nie można jednak zapominać, że sumienie jest aktem rozumu. Oznacza to, że każda decyzja, zwłaszcza w tak poważnych sprawach, powinna być poprzedzona głębokim namysłem odwołującym się do prawa naturalnego i wiedzy z zakresu nauk przyrodniczych, filozofii, czy też teologii moralnej. W przeciwnym razie sumienie staje się słowem – wytrychem, które służy do maskowania działania wedle zasady „bo tak chcę”.

Podpisana przez Prezydenta ustawa powoduje wiele szkód. Jedną z nich jest sprzeniewierzenie się funkcji wychowawczej prawa. Wielu obywateli utożsamia legalność zachowania z jego dobrem moralnym. Innymi słowy, zachowania legalne uznawane są często za moralnie dobre. Sprzeniewierza się swojej misji ustawodawca, który akceptuje i promuje zachowania krzywdzące innych, szczególnie tych najsłabszych.  

Paradoksem jest to, że zasada „róbta co chceta” obowiązuje tylko wtedy, gdy wynikająca z niej krzywda dotyka najsłabszych i bezbronnych. Dlaczego ktoś nie powie sprzedawcom tzw. dopalaczy: „róbta co chceta”, przecież nie chcemy być panami waszych sumień. I nie chodzi tu o samą ocenę dopalaczy, która bez wątpienia jest negatywna. Podobnie, dlaczego nie powiemy plażowiczom spożywającym alkohol przed pływaniem: „róbta co chceta”. Przecież nie możemy być panami waszych sumień. Wręcz przeciwnie, programy informacyjne codziennie poświęcają sporą część ramówki na walkę z tym zjawiskiem.

Krótko mówiąc: sumienie do „robta co chceta” ma się jak pięść do nosa.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka