„Pindolino” – czyli jak Dolnośląskie Koleje dbają o pasażerów
1 września 2013 r. wybrałem się pociągiem ze Zgorzelca do Wrocławia. Szynobus z miasta Zgorzelec do miasta Wrocław jest jednym z lepszych połączeń na tej trasie. Trasa została praktycznie w całości wyremontowana za pieniądze unijne, jak również część dworców. Zakupiono składy kolejowe, pociąg nawet przyśpieszył (nie jedzie już 4 h a mniej niż 3 h ). Co bogatsi oczywiście mogą wybrać wersję „de lux” pociąg Drezno – Wrocław z czasem 1:56, cena jednak odstrasza zwykłego śmiertelnika.
Dobrze, ale wróćmy do naszej podróży szynobusem Kolei Dolnośląskich. Żeby zobrazować pełną sytuację należy zwrócić uwagę na trasę z Wrocławia do Węglińca, w którą wybrałem się kilka dni wcześniej. Ku mojemu zdziwieniu w pociągu wszystko było „wow”, jakby nie nasze stare poczciwe PKP. Zdjęcia poniżej obrazują całą sytuację. Pociąg czysty, nowy, wygodny, z internetem, szybszy, cichszy, nawet miła obsługa, cena niewygórowana i mnóstwo miejsca, pociąg praktycznie pusty (skład pociągu powiększony).
Najciekawsza jest ta prędkość przy drzwiach 211,6 km/h rozumiem, że to taki rekord prędkości gdzieś na torze doświadczalnym? Nie pytałem, ale pociąg nie jeździ szybciej niż w okolicach 100 km/h i to oczywiście tylko miejscami. W każdym razie praktycznie brak zastrzeżeń, no może poza brudną toaletą (ale trzeba przyznać nowoczesną).
Wróćmy jednak do 1 września 2013 r. i pociągu SA135-005. W samym Zgorzelcu na stacji była dość duża liczba pasażerów, w środku część miejsc siedzących już zajętych, więc oczywiste, że pasażerowie musieli zająć miejsca stojące. Wszystko dlatego, że przyjechał skład krótszy i mniejszy niż powinien (o czym dowiedziałem się na końcu podróży). W każdym razie Pani konduktor zapewniała, że w Węglińcu będzie przesiadka do większego. Te parę kilometrów człowiek jakoś się przemęczył, więc nie ma co narzekać.
Dojechaliśmy do Węglińca, tam dosiadła się kolejna partia osób, przygotowany byłem już do przesiadki, a tu informacja, że przesiadki nie będzie, będzie natomiast w Bolesławcu. Wróciłem na miejsce ze zwątpieniem w zapewnienia obsługi pociągu. W Bolesławcu dosiadła się kolejna partia osób i zaczął się problem, wszyscy stali ściśnięci jak śledzie. Pani konduktor zapewniała nadal, że tym razem w Legnicy będzie większy skład pociągu. Po drodze przy tak dużej liczbie pasażerów nie było czym oddychać i zrobiło się gorąco (stężenie tlenu wyraźnie zmalało). Okazało się, że klimatyzacja również nie działała. Jeden z pasażerów zapytał, czy będzie można włączyć klimatyzację (patrz filmik) i oczywiście dostał uspokajające zapewnienie: „ …wszystko działa, klimatyzacja zostanie włączona”. Jak się później okazało kolejna osoba powtórzyła pytanie na innej stacji i tak „wesoły pociąg” jechał 160 km do stacji Wrocław Główny bez włączonej klimatyzacji.
W okolicach Legnicy zrobiło się naprawdę duszno, na szczęście ktoś z pasażerów nie wytrzymał i otworzył na siłę jedyne okno, którego napis wdzięcznie mówił: „nie otwierać”. W pociągu były również małe dzieci. Na stacji Legnica dosiadła się kolejna, największa partia ludzi.Właściwie dopchała się, ponieważ ciężko to nazwać dosiadaniem, a Pani konduktor, która zapewniała o powiększeniu składu grzecznie wysiadła z pociągu i pożegnała się z pasażerami. Taka sytuacja. Przynajmniej zachowała zimną krew do końca. Kontrolerzy oczywiście usiłowali na siłę sprawdzać i sprzedawać bilety, ale było to dość trudne i czasochłonne w takich warunkach. O możliwości skorzystania z toalety można było zapomnieć.
Nie wiem jaka mogła być dokładna ilość pasażerów, ale nie wyobrażam sobie żeby ktoś mógł jeszcze się dosiąść. Na koniec postanawiam zapytać o tą całą sytuację konduktora. Całość rozmowy w filmiku poniżej:
https://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=7qn8gRYDA6Q
Oczywiście nie chcę tu winić za tą sytuacje obsługi pociągu, ponieważ nie o to chodzi. Oni wykonują swoją pracę najlepiej jak potrafią i nie można mieć do nich zastrzeżeń. W pewnym momencie była taka sytuacja, że konduktor był sam i musiał obsługiwać pociąg wraz z pasażerami, którzy czekali na kupno biletów. Problem leży po stronie organizacyjnej. Co z tego, że mamy pociągi, jak nadal mamy bałagan i brak organizacji.
Nowe składy kolejowe jakimi ostatnio chwalił się Minister Nowak, wydają się być kupowane pod publikę i z wielką pompą pokazywane całej Polsce. Dobrze,że kolej się zmienia. Dobrze, że inwestujemy, ale róbmy to z głową nie marnujmy publicznych pieniędzy. Każdy zdrowo myślący człowiek wybudowałby najpierw infrastrukturę kolejową, a później zakupiłby pociągi. W dzisiejszym wydaniu mamy taką sytuację, iż pociągi owszem jeździłyby szybciej, ale co z tego jak kolej nie jest na to przygotowana – z braku infrastruktury.
A co z bezpieczeństwem pasażerów? Takie przepełnione składy nie zagrażają pasażerom? Pomijając już sam komfort jazdy i brak możliwości skorzystania z toalety (chyba, że w niej samej odbywa się podróż), można założyć sytuację np. kolizji pociągu z pojazdem, sarną, czymkolwiek innym. Co wtedy? Do takiego składu wchodzi według zapewnień KD 212 osób, a w przypadku jakiegokolwiek wypadku mamy katastrofę w ruchu lądowym i kolejną żałobę narodową. Oczywiście odpukać, żeby nigdy do tego nie doszło, ale w Polsce mamy ostatnio zbyt dużo katastrof kolejowych, aby można było lekceważyć takie przypadki. Może warto uregulować pewne kwestie prawnie, tak aby składy kolejowe nie mogły jeździć przepełnione i zarówno komfort jak i bezpieczeństwo pasażerów były na najwyższym poziomie. Mam również głęboką nadzieję, że informacje o tym, iż słynne Pendolino jest pociągiem używanym, nie potwierdzą się i będą to pociągi, które będą jeździły z bezpieczną prędkością 200 km/h i posłużą Polsce na długie lata.
Autor: mgr inż. Krzysztof Szymon Szymański







Komentarze
Pokaż komentarze (3)