Od dziecka darzę Węgrów wielką sympatią, spędziłem tam ponad rok i jestem wielkim zwolennikiem naszej unii z tym krajem. Pozwolicie Państwo, że przytoczę słowa wielki męża stanu i patrioty Viktor Orban: „Węgry nie pozwolą się wykorzystywać. Nie jesteśmy i nie będziemy sługusami Europy. Nie jesteśmy i nie będziemy sługusami banków i korporacji. Z chęcią zaś będziemy partnerami i sojusznikami każdego, kto za takich będzie nas uważał. Dlatego zawarliśmy umowy strategiczne z takimi firmami, które zainteresowane są wzajemnymi korzyściami a nie wyzyskiem. Wierzymy w konkurencyjność, w mądrze uformowany rynek, w przedsiębiorczość i w jej ducha. Szanujemy pracę, cenimy osiągnięcia, ale nie uznajemy chciwości i braku skrupułów. Cenimy nowoczesną światową gospodarkę, ale nie uznajemy prawa do kolonizacji. Dlatego obronimy niezależność gospodarczą naszej ojczyzny i obniżki kosztów komunalnych (…).
Niedawno Węgry wygrały wojnę, no może pierwsze bitwy z kolonialną polityką UE ws. zagranicznych supermarketów.
Po upadku czerwonego totalitaryzmu (który w Polsce niestety ciągle szczerzy zęby i nie chce zdechnąć) wielkie sieci zagranicznych wielkopowierzchniowych supermarketów (nazywam je dalej po prostu w tekście SUPERMARKETAMI) rozpoczęły kolonizację węgierskiego handlu, załatwiając sobie od czerwonych baronów przywileje (jak zwolnienia podatkowe), a Węgrzy spadli do roli taniej siły roboczej i siły nabywczej ciągle drożejących produktów (znamy to, co?).
Nowy Rząd w 2010 postanowił opodatkować SUPERMARKETY podatkiem obrotowym od 0,1 do 2,5 % przychodów, a największe sieci 6 % (głównie Tesco, które zaczęło wreszcie płacić równowartość około 160 mln rocznie podatku – w Polsce zapewne ta kwota byłaby w przypadku największych sieci 2-3 razy większa, jest to zatem powód by wspierały one towarzyszy z KOD czy NOWOCZESNEJ).
To natychmiast wsparło krajowe sklepy detaliczne i zahamowało zalew towarów importowanych. I tu najzabawniejsze (przypadkowym czytelnikom z KOD wyjaśniam - to ironia) zagraniczne hipermarkety rozwijały się dalej płacąc podatki i nie zwijając działalności i nie zwalniając pracowników!!!
Z przyjemnością obserwuję, że obecnie ceny które pamiętam sprzed lat są ciągle na tym samym poziomie, a nawet wiele jest tańszych.
W roku 2014 węgierski rząd wprowadził również zakaz działania dla największych sieci przynoszących straty (o obrotach powyżej 163 mln EUR rocznie). O co chodzi? Jest to mechanizm np. stosowany w polskim bantustanie pn. PRL-BIS, a służący wyparciu z rynku naszych rodzimych sklepów, które nie wytrzymują dumpingowej polityki cenowej silnych w kasę kolonizatorów.
Lewackie bojówki polityków z Komisji Europejskiej zablokowały na szczęście tylko „opłatę za urzędową kontrole żywności”, która miała jeszcze bardziej wzmocnić węgierskie sklepy i rolników. Cóż, zobaczymy jak będzie dalej.
Dodajmy, że i dla pracowników na Węgrzech nastały lepsze czasy. Zakazano pracy SUPERMARKETÓW w niedziele, dano pracownikom obowiązkowy drugi wolny dzień w tygodniu. Wbrew pluciu i obelgom lewackich polityków oraz właścicieli tych sieci, nie zmalało zatrudnienie, a pracownicy wypoczęci i zadowoleni zaczęli wydajniej pracować, a liczba zwolnień lekarskich spadła o 60 %.
Można? Można.



Komentarze
Pokaż komentarze (9)