Dawno temu prof. Tadeusz Kotarbiński sformułował ogólną teorię sprawnego działania, opisaną w „Traktacie o dobrej robocie”. W pracy tej prof. Kotarbiński sformułował zasady, które pozwalają człowiekowi działać w sposób maksymalnie efektywny, niezależnie od dziedziny – od pracy fizycznej po naukę i zarządzanie. Fundamentem tych zasad jest racjonalny dobór środków prowadzących do realizacji celu. Jeżeli chodzi o ustawę - to trzeba przyznać, że jej cel jest jasny - stworzyć rejestr sprawny, cyfrowy i wiarygodny dla armatorów, banków i kancelarii prawnych oraz atrakcyjny z punktu widzenia polskiej bandery. I przedstawione w projekcie MI rozwiązania, w pewnej mierze ten cel realizują. Ale czy wszystkie, proponowane zmiany prowadzą do tego celu?
Czy służy temu celowi likwidacja izb morskich i przeniesienie rejestru do Urzędu Morskiego? Co do tego mam już ogromne wątpliwości. Powiem więcej, osobiście jestem przekonany, że absolutnie temu nie służy. Nie służy dlatego, że między jednym - czyli unowocześnieniem rejestru a drugim - czyli przeniesieniem rejestru do Urzędu Morskiego, nie ma żadnego związku przyczynowo skutkowego.
Powiem tak. W dyskusji o modernizacji rejestru okrętowego łatwo przychodzi, wydawałoby się najprostsze rozwiązanie - skoro ma być nowocześnie, to najlepiej zlikwidować to, co stare. Tyle, że taka logika nie zawsze działa. Czasem lepiej coś naprawić, niż wyburzyć i budować od zera. Tak właśnie wygląda sprawa izb morskich. Jeśli celem ustawy ma być rzeczywiście nowoczesny, elektroniczny i atrakcyjny dla armatora rejestr, to trzeba zapytać czy likwidacja izb morskich w ogóle prowadzi do tego celu.
Cel, jak już wspomniałem, jest oczywisty - rejestr ma działać sprawnie, cyfrowo, przewidywalnie, w logice usługowej, a nie urzędniczej. Armator, bank czy kancelaria prawna nie potrzebują kolejnego (w domyśle innego) okienka z pieczątką, tylko instytucji, która zapewni pewność obrotu. I tu zaczynają się schody. Czy to wszystko, o czym powyżej, zapewni Urząd Morski? Urząd, który z natury rzeczy kojarzy się z nadzorem, inspekcją i kontrolą? I który przede wszystkim jest biurokratyczny?
Natomiast Izba Morska od lat kojarzy się z rejestrem okrętowym. Ktoś powie – tak, ale źle działa (choć nie wszyscy tak mówią). W takim razie propozycja jest następująca - zamiast ją likwidować zróbmy tak, aby dobrze działała. Aby działała, jako instytucja zaufania publicznego, związana z rejestrem okrętowym, własnością, hipoteką morską, dokumentami i obsługą morskiego biznesu. W budowaniu atrakcyjności bandery i rejestru takie skojarzenia mają znaczenie większe, niż mogłoby się wydawać.
Nieprzypadkowo w innych dziedzinach państwo nie likwidowało instytucji tylko, dlatego, że wymagały unowocześnienia. Księgi wieczyste nie zniknęły, gdy przyszedł czas cyfryzacji. Krajowy Rejestr Sądowy również nie został zastąpiony nowym bytem administracyjnym, gdy potrzebna była elektronizacja. Zostały zreformowane, bo uznano, że bezpieczeństwo obrotu wymaga stabilnej instytucji, a nie kolejnej reorganizacji dla samej reorganizacji. Z izbami morskimi można i warto postąpić podobnie.
Warto też pamiętać, że samo przeniesienie rejestru do urzędu nie gwarantuje ani cyfryzacji, ani sprawności, ani też „biznesowego” podejścia. Zmiana adresu, pod którym będzie rejestr, nie tworzy jeszcze nowej kultury pracy. A właśnie kultura pracy jest tu kluczowa: rejestr ma działać w logice „service administration” a nie klasycznej biurokracji. Jeśli celem jest odbudowa bandery, to potrzebna jest instytucja stabilna, wyspecjalizowana i wiarygodna. Izba Morska po reformie może spełniać tę rolę lepiej niż biurokratyczny urząd administracyjny. A to, że na Cyprze i Malcie - urzędy morskie działają w logice „service administration” to prawda. Ale to, że tam tak działają nie sprawia automatycznie, że u nas też tak nagle zaczną działać. Że likwidacja izb morskich i przeniesienie rejestru okrętowego do Urzędu Morskiego w Szczecinie, spowoduje, że nasza biurokratyczna administracja morska, nagle dozna olśnienia i zacznie działać w takiej samej logice jak administracja morska na Cyprze czy też na Malcie.
Jest jeszcze kwestia bardzo istotna, której nie można pominąć: kto po likwidacji izb morskich będzie badał wypadki i katastrofy morskie? Jeśli to nie zostanie jasno rozstrzygnięte, zamiast modernizacji można uzyskać instytucjonalną lukę. A wtedy reforma, która miała usprawnić system, tylko go skomplikuje.
Dlatego z pełnym przekonaniem uważam, że lepsze jest rozwiązanie ostrożniejsze a zarazem bardziej ambitne: nie likwidować, lecz reformować. Usprawnić działanie, cyfryzować, uprościć proceduralnie, znowelizować hipotekę morską. To daje szansę zbudowania instytucji, która będzie atrakcyjna dla armatorów, będzie wspierała bezpieczeństwo morskiego biznesu, a jednocześnie nie zerwie ciągłości, której w takim obszarze nie można lekceważyć. Jeśli państwo chce naprawdę unowocześnić rejestr okrętowy, powinno najpierw naprawić i unowocześnić to, co już ma, zamiast zaczynać od likwidowania i przenoszenia całego mechanizmu z jednego złego miejsca na drugie jeszcze gorsze.
Artykuł opublikowany na portalu branżowym GospodarkaMorska.pl



Komentarze
Pokaż komentarze (2)