Estragon: Chodźmy.
Vladimir: Nie możemy.
Estragon: Dlaczego nie?
Vladimir: Czekamy na Godota.
Vladimir: Nie możemy.
Estragon: Dlaczego nie?
Vladimir: Czekamy na Godota.
Coś z nami nie tak.
Jakiś marazm, brak wiary, rezygnacja.
Jesteśmy mali i bezsilni. Apatyczni i zniechęceni do działania.
Czekaniem uśmierzamy nasze lęki przed brakiem nadziei.
Dramatyzujemy nicość naszego życia; brakiem perspektyw, usprawiedliwiamy niemoc tworzenia.
Czekamy na zbawcę, który weźmie nas za rękę i poprowadzi droga najkrótszą i prostą. Bez naszego wysiłku. Powierzamy mu swoją przyszłość, nie pytając o nic. Żadnego dowodu tożsamości, żadnej legitymacji.
Taki człowiek NIKT.
Produkt obcy, którego składu nie jesteśmy ciekawi. Lekarstwo na nasze bolączki, którego zażywania nie konsultujemy z lekarzem lub farmaceutą.
Aura tajemniczości wzmacnia jego potęgę.
Na równi z jego pieniędzmi.
Kim jest Pan G.?
Jest panem NIKT, zwanym też Panem NIE, mieszkającym w XIX-wiecznym pałacyku w Galway (którego poprzednim właścicielem był znany piosenkarz Donovan), ma żonę o polskich korzeniach i czworo małych dzieci. Urodził się w rodzinie irlandzkiej mieszkającej w Londynie, ale w wieku 13 lat, wraz z rodzicami wrócił do Irlandii.
Jego majątek jest sumą zdolności, żyłki do interesów (która zaczął rozwijać już w młodości, skupując i sprzedając akcje), a także niekonwencjonalnych działań owianych tajemnicą, podobnie jak dojście do pierwszego miliona. Szukał zysku w miejscach, które inni biznesmeni omijali, np. w Iraku i Albanii, interesował się Rosją oraz państwami byłego bloku wschodniego. W 1992 roku był krótko doradcą ekonomicznym rządu łotewskiego.
Na początku lat 90. założył niewielką firmę przemysłu drzewnego Kipelova, która rozrosła się do rozmiarów przedsiębiorstwa zatrudniającego 6 tysięcy ludzi. W 1997 roku sprzedał ją przedsiębiorstwu założonemu przez Borisa Jordana, byłego szefa Gazprom Media i gazpromowej telewizji NTV.
Gdy wreszcie zgromadził spore pieniądze, próbował realizować różne, nawet dziwaczne projekty np. proponował ubezpieczanie, zachodnich satelitów, które mieliby wystrzeliwać w kosmos Rosjanie. To przedsięwzięcie się nie powiodło, za to jego firma telekomunikacyjna Broadnet działała w dziesięciu państwach UE. Sprzedał ją za ogromne pieniądze i zaczął robić interesy z przemysłem obronnym USA. Jest bliskim przyjacielem dowódcy amerykańskiej armii na Pacyfiku admirała Timothy J. Keatinga oraz byłego podsekretarza stanu USA do spraw handlu Johna Kneuera.
Choć jest członkiem rządzącej w Irlandii prolizbońskiej partii Fianna Fail Briana Cowena, którą wspierał własnymi pieniędzmi, wystąpił przeciwko niej finansując wielką kampanię przeciwko traktatowi i przypisując sobie zasługi w zwycięstwie przeciwników traktatu.
Chociaż niewykluczony z partii, stał się dla niej człowiekiem niewygodnym dla rodzimego establishmentu również po fakcie ujawnienia, że irlandzki premier nie przeczytał traktatu w całości.
Był to dobry start długo oczekiwanej, politycznej kariery, a ruch Libertas i fundacja, które założył (choć podobno do dziś nie rozliczył się ze źródeł finansowania kampanii przedreferendalnej), miały podobno (wg irlandzkiej gazety „Irish Examiner”) powiązania z biznesem amerykańskim poprzez jego spółkę Rivada, działającą w USA w sektorze zbrojeniowym.
Ruch Libertas, którego sam twórca mówi, nie jest przeciwnikiem Unii ani nawet eurosceptykiem, lecz jedynie traktatu reformującego UE, złożył w ubiegłym roku wniosek o uznanie ugrupowania za europejską partię polityczną oraz dotację z tego tytułu. Decyzję pozytywną podjęto 2 lutego podczas sesji PE w Strasburgu.
Biuro Libertas Polska, partii zarejestrowanej w połowie marca br., znajduje się w starej kamienicy w najdroższej dzielnicy Warszawy, blisko placu Trzech Krzyży.
Dyrektor biura, Daniel Pawłowiec, młodzian wszechpolski, który na stronie Libertas Polska pisze: Postaram się przedstawić Wam fascynujący świat Libertasu i jego europejskich przyjaciół,. jest jej wiceprezesem. Drugim jest Artur Zawisza, bowiem prezesa polskiego nie będzie.
***********
Tak więc Pan G. zmaterializował się w Polsce i próbuje realizować marzenia wykluczonych z życia politycznego, ale nadal pełnych ambicji, oraz wszystkich słabych, dla których utworzenie partii polskiej i wprowadzenie jej na polityczną mapę, wydaje się przedsięwzięciem przekraczającym ich możliwości.
Ciekawe pytanie zadał Pan Piotr Strzembosz:
który uczestniczył w uroczystym spotkaniu-kolacji z panem G..:
„Jak Pan G. ma tworzyć spójny ruch polityczny w 27 państwach, jeżeli przy jednym stole w Warszawie gości osoby, o których przeszłości i zamierzeniach na przyszłość nie wie nic?”
Szanowny Panie Piotrze, do autopromocji taka wiedza jest zbyteczna. Szkoda tylko, że entuzjaści Libertas tego nie wiedzą. A Pan G. i tak wystawi w wyborach nie ich, szary tłum swoich zwolenników, a Lecha Wałęsę.
To przecież on chce wygrać.
na podstawie:
,


Komentarze
Pokaż komentarze (5)